#kGcjt
Od dziecka czułam coś na kształt instynktu macierzyńskiego. Uwielbiałam bawić małe dzieci. Zawsze wyobrażałam sobie, jakie to uczucie nosić w sobie rozwijającego się małego człowieka. Do młodszej o dziesięć raz siostry od początku żywiłam bardzo ciepłe uczucia i do dziś mamy świetny kontakt. Jednym z moich większych pragnień płynących z głębi serca było macierzyństwo.
Bardzo kochałam swojego chłopca. Byliśmy z tego samego rocznika. Znaliśmy się niewiele ponad rok, ale mieszkaliśmy razem (oboje studiowaliśmy i nadal studiujemy w tym samym mieście). Ja nie mogę przyjmować tabletek antykoncepcyjnych z powodów zdrowotnych, on zawsze używał prezerwatyw, za które płaciliśmy wspólnie. To był jedyny raz, kiedy zrobiliśmy to bez zabezpieczenia. Wróciliśmy z imprezy z okazji urodzin naszej wspólnej koleżanki. Byliśmy pijani i - co tu dużo mówić - narwani. Nie będę zdradzać szczegółów tamtej nocy, ale dobrze wiecie, jak to się skończyło.
W pierwszej chwili po tym, jak zobaczyłam dwie kreski, kompletnie to do mnie nie dotarło. Nie poczułam nic. Zupełnie, jakbym śniła albo doświadczała jakiejś narkotycznej wizji - czułam się, jakby coś mi się przywidziało. Potem, gdy stopniowo zaczęło do mnie docierać, co się właściwie dzieje, zadzwoniłam do swojego chłopca, który był akurat poza miastem. Reakcja K na wiadomość o ciąży była spokojna. Sprawiał wrażenie opanowanego, podczas gdy ja zdążyłam na dobre się rozhisteryzować. Powiedział, że pojedziemy do Czech.
Dwa dni później dosłownie obudziłam się z myślą „Nie chcę tego zrobić”. Przez dwie noce śniło mi się dziecko. To były jedne z tych „żywych”, wyraźnych snów. Takich, po których człowiek budzi się i nie może uwierzyć, że to nie była rzeczywistość. Wiedziałam, że rodzice mi zawsze pomogą. Wyobrażałam sobie maleńkie, śliczne dziecko podobne do mojego ukochanego. Cały czas myślałam o tym, jaki to cud, że moje geny i geny mojego chłopca zmieszały się i miał powstać z tego nowy człowiek. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam, jak mój K płacze. Wręcz zanosi się płaczem. „Nie możesz mi tego zrobić”, mówił. Płakał, że zostanie przekreślony przez rodzinę. Że będzie musiał rzucić studia i pójść do pracy. Że nie jest gotowy na bycie ojcem. Wreszcie - że się powiesi. Powiesi się, jeśli mu to zrobię.
Bardzo go kochałam i nie chciałam, żeby umarł. Był już po jednej próbie samobójczej (miewał epizody depresyjne) i obawiałam się, że nie rzuca słów na wiatr.
I pojechaliśmy do Czech.
Dziś już nie jesteśmy razem. To wszystko oddaliło nas od siebie. Bardzo żałuję tych dwunastu tygodni ciąży „na darmo”. Codziennie zastanawiam się, jakiej płci byłoby nasze dziecko.
To straszne, co ten chłopak Ci zrobił. Przecież nawet nie musiał się opiekować dzieckiem, jego rodzice też nie musieli się dowiedzieć.
Jeśli kiedyś medycyna i technologia pozwolą na przeniesienie płodu z ciała kobiety do ciała mężczyzny i inkubowanie go tam, to mężczyznom będzie się należał w tej sprawie równy głos.
@Etanolansodu Otóż to, zgadzam się w pełni. Ta kwestia jest bardzo ważna i nawet jak jest się w bardzo młodym wieku (a może właśnie szczególnie wtedy) to trzeba przeprowadzić taką rozmowę. Bo później, kiedy jest już po fakcie, to kończy się właśnie tak przykro jak w wyznaniu. Ja na przykład zupełnie nie czuję powołania do zostania matką (mam 24 lata jak coś, więc pls, niech ktoś nie wyskoczy z tym słynnym "jeszcze ci się odmieni"), więc nie wyobrażam sobie związku i seksu z facetem, nawet nie wiem jak bardzo cudownym, który chce zostać ojcem i w sytuacji wpadki na aborcję by się nie zgodził. Ale częściej jest odwrotnie, bo jednak zwykle to kobiety czują, że chcą tych dzieci, nawet jeśli związały się z kimś, kto absolutnie ich nie chce. A, no i jeszcze jedno: wchodzenie w takie związki świadomie. To już jakiś absolutnie kosmiczny level absurdu. Naprawdę nie czaję, co mają w głowie kobiety, które albo zatajają przed partnerem swoje pragnienia o założeniu rodziny, albo zakładają, że "z czasem go przekonają", kiedy on ma zupełnie inne zdanie. To nie jest decyzja pokroju koloru tapety w sypialni, tylko coś, co wypadałoby uszanować.
A ja jak zwykle nie zgodzę się z Etanolan. Nigdy nie wiesz jak ktoś zareaguje na taką wiadomość, nawet znając wcześniejsze zdanie tej osoby. Tym bardziej, że ludzie kłamią w takich sprawach, bo np. Jak powiem, że usunalbym dziecko to ta osoba pomyśli sobie, że jestem bezduszny albo nie będzie chciała ze mną tego seksu uprawiać. Albo można twierdzić, że się nie usunie ciąży, ale jak nagle stajesz przed wyborem to zdanie się zmienia.
Ja ze swojej strony powiem, że jeden z gorszych momentów w moim życiu to wtedy kiedy bałam się, że w ciąży jestem. I to z facetem, o którym wiedziałam praktycznie nic, bo to totalnie jednorazowa akcja (tak wiem, zaraz połowa anonimowych stwierdzi, że jestem nieszanującą się szmatą). I mimo, że się zabezpieczylismy to przy spozniajacym się okresie, gdzie zawsze miałam idealnie regularny, bałam się strasznie. I ja z wcześniejszymi założeniami, że pewnie bym usunęła w takim momencie życia, nagle zmieniłam kompletnie zdanie i wiem, że bym urodziła. A alimenty byłyby decyzja potencjalnego ojca, bo sama też bym sobie jakoś poradziła.
Może się czepiam ale podziwiam Twoją siłę. Poddalaś się aborcji a nadal żyjesz. Do tej pory podziwialem gościa który przeżył eutanazje :D
Nigdy nie dokonałam aborcji, nie mam zatem tego swoistego doświadczenia w tych sprawach, jednak bardzo dużo i poważnie zastanawiałam się nad tym co by to zmieniło w moim dalszym życiu. Autorka nie podjęła decyzji samodzielnie, okej, jednak m.in. ja, gdybym miała usunąć zdrową ciążę (inna sprawa z chorym zarodkiem, wtedy bym przecierpiała, ale wolałabym nie sprawiać potem takiemu choremu dziecku więcej bólu samą egzystencją), nawet gdyby to była wyłącznie moja decyzja: gryzłyby mnie wyrzuty sumienia, bo jestem dosyć "delikatnym" człowiekiem. Uważam, że aborcja powinna być legalna, jednak kobiety chcące jej dokonać faktycznie powinny być po jakiś testach/rozmowach z psychologiem, by móc stwierdzić, że dana kobieta uniesie to psychicznie. Oczywiście testy te miałyby na celu jedynie podjęcie decyzji przez kobietę, czy np. jednak urodzi i wychowa, czy odda, czy usunie, ale będzie pod opieką psychologa itp., a nie, że "nie zda egzaminu na aborcję", to d*pa blada musi rodzić. Warto by było też ustalić, czy jest to decyzja kobiety, czy wspólna z partnerem, czy też miała być do tego zmuszona przez osoby trzecie. Nie wszystkie panie są Supermenkami i nie każda do końca zdaje sobie sprawę z tego jaka jest. To dość utopijna wizja całego procederu ze strony "za", jednak przy odrobinie zapału mogłoby to nieźle funkcjonować, bo da się to zorganizować.
W Anglii zanim dokona się aborcji ma się spotkania z psychologiem, a po przerwaniu ciąży dalej można liczyć na opiekę psychologa, więc się da.
Dokładnie, właśnie dlatego aborcja powinna być czymś legalnym i dostępnym dla każdej kobiety, żeby to było samodzielne podejmowanie decyzji. Bo często to czy ktoś "zdecyduje się" usunąć/urodzić jest tak naprawdę decyzją osób z otoczenia, choćby pod presją tekstów pokroju "bo co ludzie powiedzą" czy "nie będę ci płacić alimentów".
Podobnie jest w Niemczech. Aborcja jest legalna, ale kobieta przed zabiegiem spędza kilka dni w szpitalu, gdzie ma rozmowy z psychiatrą i psychologiem. Dopiero po tym podejmuje ostateczną decyzje.
To chyba zależy od miejsca. W niemieckiej przygranicznej klinice rano się przyjeżdża, a koło południa wychodzi do domu. Nie ma żadnej rozmowy z psychologiem.
Ten gość po prostu szantażował Cię emocjonalnie, a Ty uwierzyłaś w to, że się zabije. Dobrze, że już z nim nie jesteś
A mnie zastanawia inną rzecz. Jak bardzo byłaś zdominowana przez swojego chłopaka. Czy byliście para, zgranym zespołem czy Po prostu byłaś jego zywicielem. Czy ta rzekoma próba samobojcza to nie był fortel by zatrzymać Cię przy sobie za pierwszym razem. A kolejne stwierdzenie że jak nie zgodzisz się to on się zabiję. Miał Cię w garści po raz drugi gdy się zgodzilas. Szczerze moja rada jest taka. Pamiętaj o swoim dziecku na zasadzie przez te kilka tygodni byłam mamą. Pamiętaj co wtedy czułaś jak bardzo byłaś szczęśliwa. Bo czasu nie cofniesz. Ale gdy już znajdziesz swoje prawdziwe ZING i będziecie mieli dziecko bądź ta właśnie mama jaką chciałaś być wcześniej. Powodzenia
Słusznie w wyznaniu nazywasz swojego faceta chłopcem.
Etanolansodu Jeśli uprawia się niezabezpieczony seks to trzeba się liczyć z możliwością ciąży, jeśli nie chciał mieć dzieci w tym wieku, to mógł się zabezpieczyć, albo kupić dziewczynie pigułkę po (nie mówię, że autorka także nie mogła tego robić, ale z ich obojga to on nie chciał dziecka). Poza tym to nie był ,,jednorazowy numerek'', a związek, oni byli ze sobą w związku, mieszkali razem. Poza tym uważasz, że grożenie jej, że się zabije jak nie zrobi aborcji jest okej? Naprawdę? Jakim niedojrzałym trzeba być, że w taki sposób się zachowywać. Masz chłopaka, więc postaw się na miejscu autorki. Nie pisz, że twój chłopak by tego nie zrobił, czy że ty nie jesteś taka jak autorka. Przez 10 sekund postaw się na jej miejscu, kiedy siedzisz w poczekalni czekając na aborcję, niepewna czy to zrobić, a twój chłopak mówi ci, że się zabije jeśli tego nie zrobisz.
Pierwszy raz dałem plusa etanolanowi.
21-latka mówiąca o swoim chłopaku per "mój chłopiec"? Mocno podejrzane...
Uważam, że „chłopiec” brzmi dużo poważniej i bardziej elegancko niż „chłopak”
Autorko, "chłopiec" brzmi tak, jakby miał 5 lat ;/
Chłopiec, chłopiec... na początku miałam wrażenie, ze autorka pisze o swoim synu...
Jakie życie jest niesprawiedliwe. A ja cierpię bo mój facet mi nie pozwolił zrobić aborcji. Jeszcze będziesz miała okazje zostać najlepsza matka.
Dawno urodziłaś? Wychowujesz je?
Rodzę niedługo. Jestem pod opieka psychiatry. Pociesza mnie myśl ,ze chociaż będzie miało wspaniałego ojca. A ja cóż... leczę się - może ze mnie tez coś będzie kiedyś ;) jestem już zobowiązana o to dziecko zadbać, niekoniecznie pokochać.
"ja cierpię bo mój facet mi nie pozwolił zrobić aborcji."
"Pociesza mnie myśl ,ze chociaż będzie miało wspaniałego ojca"
Masz rozdwojenie jaźni?
A czy bycie cudownym ojcem z przeciwnikiem aborcji się wyklucza? ;) Naucz się odróżniać dwie kwestie albo zacznij coś interpretować poprawnie. Cierpię, jest mi ciężko, nie chciałam dzieci (tak, zabezpieczałam się). Ale mój facet chyba przejął mój instynkt macierzyński i cieszy się za nas dwoje. Mam się użalać do końca życia? Czy cieszyć ,ze dziecko będzie miało kochającego rodzica i starać się zrobić coś sama ze sobą?
Myślisz, że możesz pokochać albo chociaż polubić to dziecko? Masz dobrego partnera.
Jedną sprawą jest bycie za lub przeciw aborcji, ale zabraniać swojej partnerce decydować o jej życiu? Skoro tobie to się wydaje wspaniałe to ok, nie mój cyrk, nie moje małpy.
No niestety. Wspolzylismy razem i życie jest moje - ale dziecko tez jego- nie tylko moje. Chcemy być razem, planowaliśmy razem przyszłość - stało się za szybko, nie jestem gotowa. . ja przypłaciłam depresja ciążowa - uwierz, wytrzymać z taka kobieta to też niełatwa sprawa, również zniszczyłam mu psychikę swoją choroba. Ale wytrwał, jest, robi wszystko na 100% by było mi lepiej. Mamy wspólny cel- jakoś się w tym wszystkim teraz odnaleźć.
HerbatkaMalinowa - nie mam pojęcia. Póki co akceptuje sytuacje, nie mam ani negatywnych ani pozytywnych odczuć do tego dziecka. Psycholog powiedział ,ze magiczne fajerwerki nie nastąpią. Ale instynkt macierzyński podobno można wypracować. Rozmawiałam z wieloma kobietami w mojej sytuacji - i po czasie naprawdę jest lepiej. Ja zrobię wszystko co w mojej mocy, zwłaszcza ,ze mam motywacje gdy patrzę na partnera. Póki co pewnie czeka mnie silna depresja poporodowa (przypuszczenia psychiatry) .. reszta wyjdzie w praniu. Ale skoro to dziecko się urodzi to na pewno nie zrobię mu krzywdy - tłumacze bo niektórzy mogą nie zrozumieć mojej sytuacji i moich uczuć i stwierdza ,ze na pewno będzie temu dziecku źle.
Rozumiem. Podoba mi się Twoje podejście. Może z biegiem czasu poczujesz się gotowa i zaczniesz cieszyć się macierzyństwem. Życzę dużo sił, byś wyszła z depresji. :)
Dziękuje! 💗 też tego pragne, chciałabym czuć się jak wcześniej, jak normalny człowiek.
Szalka- ja kocham dzieci, ale teraz nie wyobrażam ich sobie miec przez najbliższe 5 lat.
Wiem, ze nienawidziłabym tego dziecka, szczególnie kiedy jestes na prawdę na to nie gotowa, pomimo tego, ze mam praktycznie 23 lata.
I po co się zastanawiasz. Żyj dalej, znajdz kogos z kim zalozysz rodzinę. Dzieci muszś byc chciane.
Nie rozumiem... Od razu zaznaczę, że nie interesuje mnie czy ktoś dokonuje aborcji czy nie - w myśl zasady nie moje życie nie moja sprawa. Sama nie wzięłabym tabletki po, ani nie dokonała aborcji. Kwestia moich przekonań i nic nikomu do tego. Kiedy zdarzyła mi się sytuacja, że po prostu pękła gumka i facet namawiał mnie do tabletki dzień po, powiedziałam, że nie wezmę tego, a jeśli będę w ciąży to po prostu się rozejdziemy, nic nie będę od niego chciała i nikt nie dowie się kto jest ojcem. Wolałabym stracić faceta z którym i tak miałabym inne przekonania/wartości niż pluć sobie w brodę.
Kiedyś już dodawałaś historię, była pisana w podobnym stylu i tez o "chłopcu". Przypomnisz mi, co to było?
Nie, nie dodawałam.