Wczoraj w pracy poszedłem do ubikacji. Pisuar + toaleta przedzielone ścianką działową, 2 x drzwi. Podszedłem do pisuaru i siuuu. Nagle słyszę, że do ubikacji obok wpada jakiś koleś, szybko rozpina spodnie i ściąga gacie, siada na klopie i sruuuuururururuurrrruuuuu... Normalnie taka biegunka, że chyba meksykańskiego kebaba maślanką popił. I słyszę, że coś mówi. Dosłyszałem "Et dimitte nobis debita nostra". Zawinąłem się stamtąd, ale po powrocie do kompa aż sobie sprawdziłem na necie. Gość odmawiał "Ojcze nasz" po łacinie. Normalnie spodziewałbym się "O żesz ku... , ja pier..." itp., a tu taki religijny człowiek... Szacuneczek.
Czekam na wpis na anonimowych: "Raz mnie taka sraka złapała, że się do Boga o pomoc modliłem".
Dodaj anonimowe wyznanie
modlił się, bo pewnie dziękował za to, że zdążył dojść do kibla :P
Aż się uśmiechnęłam
Bogu dziękował, że zdążył.
Pater noster qui est in caellis. Sanctificetur nomen tuum...etc. Modlitwy po łacinie są super. Uwielbiam ten język, wszystko brzmi w nim mądrzej.
nawet Twoje wypowiedzi
Brzmi jak rzucanie klątwy.
Dlatego nawet "Lorem ipsum" brzmi bardzo magicznie :D
Widocznie nie potrafi klnąć po łacinie.
Sam genialnie skonentowales własne opowiadanie. Szacun^2