#n08S1
Jednak zaczynałem jako jeden z wielu. Dużo pytałem, może nawet nachalnie wkręcałem się w każde zadanie, byłem wszędzie i o każdej porze. Zaznajomiłem się z każdym programem, poznałem wszystkie maszyny, wiedziałem kto, kiedy, gdzie i dlaczego. Byłem niezastąpionym pracoholikiem - i bardzo mi to pasowało. Nadal pasuje.
Firma się rozwijała, ja też. W końcu nadszedł moment, w którym proporcje się zmieniły - to ja się rozwijałem, a firma przy okazji. Osobiście wyszukiwałem najcięższe oferty, a potem kierowałem projektem. Robiłem to dla własnej satysfakcji, nie ukrywam, że podziw ludzi dookoła mi się podobał. Lubię być szanowanym autorytetem, lubię podejmować decyzję i lubię odpowiedzialność.
Ale nawet ja jestem człowiekiem i raz na pięć lat potrzebuję tygodnia urlopu. Jest jeden problem.
Jestem niezastąpiony. Zwykle nawet jak mam urlop - i tak pracuję w pełnym wymiarze. Z własnej woli. Ale kiedy nadszedł w końcu moment w którym chciałem odpocząć, zresetować się, odciąć, nie myśleć - wciąż musiałem być pod telefonem. Wciąż musiałem podejmować decyzje. Zacząłem czuć znużenie - nawet kiedy nadchodzi noc, a ja idę spać, telefon może w każdej chwili zadzwonić, a laptop musi być obok. Byłem w pułapce w której sam się zamknąłem i którą nawet lubiłem - ale brak urlopu od dobrych siedmiu lat, olbrzymia odpowiedzialność i stres mocno mną zachwiały.
Ale znalazłem sposób, nie muszę się już bać o moją psychikę.
Namówiłem zarząd i prezesa do przyjmowania ofert z niemal każdego kontynentu - najbardziej lubię Amerykę i Australię. Dlaczego?
Bo lecę tam ponad 10 godzin. Wtedy nikt niczego ode mnie nie chce. Nikt nie ma prawa zadzwonić, nie można mnie oskarżyć o zaniedbanie, ja sam nie muszę się winić. To tylko 10 godzin, ale dla mnie to aż nadto, żeby pozbyć się całego stresu, zrelaksować się od głowy po czubki palców. To dla mnie lepsze niż seks, lepsze niż cokolwiek innego. Tak bardzo to lubię, że pracuję jeszcze ciężej pomiędzy lotami, tak żeby było ich coraz więcej i żeby w trakcie nie musieć się o nic martwić.
A, i całkiem przypadkiem wybieram zawsze pierwszą klasę ze wszystkimi dodatkami jakie mogę wynaleźć, zawsze w liniach które mają wygodniejsze miejscówki, lepsze jedzenie, fajniejsze gadżety. A za moje comiesięczne 20 godzinne wakacje za każdym razem płaci pracodawca.
Chociaż w sumie i tak mu się opłaca :)
w polsce jest tylko jedna osoba z takim wyksztalceniem jakie ty masz? to jak to praca? o_o
Na pewno bardzo anonimowa ;)
moze cos w nowej dziedzinie? jakies drukarki 3d?
Obstawiam informatyk systemów finansowych lub coś w tym stylu ;) z tego co wiem są w Polsce 2 osoby o odpowiednich kwalifikacjach ;)
Pewnie ktoś programujący jakieś skomplikowane urządzenia będące częścią wielkich maszyn. Jest gdzieś w Warszawie firma co robi m.in. urządzenia wtryskujące paliwo do silników, w tym tych na największych tankowcach i w wielkich koparkach.
Nie chodzi o wykształcenie tylko doświadczenie. Tylko on i jeszcze jeden człowiek może znać jednocześnie pięć systemów i umieć między nimi przechodzić, w momencie gdy inni znają tylko dwa.
Z jednej strony Ci współczuję zarobienia, ale z drugiej widać, że pracujesz w dziedzinie, która Cię satysfakcjonuje i nieco zazdroszczę, albowiem ja jeszcze nie znalazłam niczego, w czym byłabym równie dobra :)
Nie prostszym rozwiązaniem byłoby kogoś równie ambitnego doszkolić do Twojego poziomu wiedzy i umiejętności? Przez te siedem lat pewnie by dało radę i teraz miałbyś już lżej. Kiedyś i tak ktoś będzie musiał Cię zastąpić.
Jak dobrze, że udało Ci się znaleźć czas na napisanie tego wyznania. Bardzo Ci za to dziękuję, bo nie wiedziałbym jak ciężkie jest życie ludzi zarabiających kokosy. Powodzenia
pewnie napisał to w trakcie lotu, a dodał szybciutko w przerwie na kupę :D ale kiedy on ma czas na czytanie anonimowych to już nie wiem :(
Czyżbym wyczuł nutkę zazdrości?
Tu nie chodzi o to, że on nie ma czasu na nic. Po prostu kiedy jesteś cały pod telefonem, gotowy idzielić informacji to to jest często męczące. Każdy czasem potrzebuje przerwy, on nie pisze ze mu ciężko tylko ze czasem jest zmęczony, ba do tego prawo.
Jak ludzie śmią być bogaci i narzekać? Przecież pieniądze to najwyższa wartość, która gwarantuje szczęście w każdym momencie życia. Po prostu kiedy dużo zarabiasz, nie potrzebujesz już nic innego, nawet urlopu od ciężkiej pracy.
Mój tata może nie jest taką szychą i nie zarabia kokosów, ale również pracuje ponad miarę i wiecznie musi być pod telefonem. W okresie wakacyjnym pracuje jeszcze ciężej, firma związana ze zbożem, także nie tylko ty, autorze nie możesz znaleźć czasu na odpoczynek...
Z jednej strony to przykre, że twój jedyny odpoczynek to taki gdy lecisz samolotem :/ A tak na marginesie co to za niezwykły zawód ? xD
Ktoś ma pomysł co to za praca? 😮
@czytajaca pewnie Donald Tusk, oficjalny sprzedawca pseudo patriotyzmu😂
Współczuję Ci. Ale nie z zazdrości czy innych tego typu rzeczy. Współczuję Ci, bo życie jest jedno, a kasa nie zawsze wszystko załatwia. No ale każdy na wybór ☺
Skoro to lubi to nie widzę w tym niczego złego :)
Dlaczego firma, która podejrzewam jest renomowanym przedsiębiorstwem tak ryzykuje swoje być albo nie być stawiając tylko na Ciebie jednego? Jak mówisz jesteś jedyną w Polsce osobą, która ma taką wiedzę jak Ty, a co będzie jeśli zginiesz, choćby w tym samolocie? Albo przejedzie Cię auto albo trafi Cię piorun? Firma pójdzie z torbami, bo nikt inny nie potrafi tego co Ty? Nie przekazujesz swojej wiedzy innym? A jeśli trafisz do szpitala na OIOM na dwa miesiące to co, firma stanie na ten czas? Tu nie chodzi o to, że Cię lubią, w takich sferach nie ma przyjaźni, tu chodzi o zysk, grube miliony i firma tak ot, bez zabezpieczenia popadnie w tarapaty?
Może to tylko cześć działalności. Np robią wiertła, w tym czasem bardzo duże wiertła do tuneli podmorskich i jeden człowiek do tych zadań wystarczy
Właściwie to żadnej firmy nie mam tu na uwadze, sam Autor wspomina tu o specyficznej dziedzinie, więc nie na co gdybać. Myślałam tak ogólnie o schemacie działania szefostwa. Ciężko mi sobie wyobrazić, że przełożeni w tak ważnej kwestii stawiają tylko na jedną osobę, nie szkoląc innych.
W 10 godzin lecisz do Australii? Ciekawe. Przywrócili dla Ciebie Concordea?
Autor napisał, że ponad 10 godzin, więc może to być i 20 :)