#nbYTf
Nie umiem przyjmować komplementów ani pochwal w pracy. Jak słyszę: „Dobra robota”, uśmiecham się i dziękuję, ale moje mięśnie napinają się, jakby czekały na uderzenie, jakby zaraz za tą pochwałą miało iść „ale... następnym razem przyłóż się bardziej”.
Najgorsze, że utrudnia mi to pracę. Na moim stanowisku muszę czasem tupać nogą albo wykazać trochę stanowczości i postawić na swoim. Tymczasem ja... no jestem miękką fają, inaczej tego nie nazwę.
Ktoś wie, jak sobie z tym poradzić?
Ćwiczyć. Nic innego
Zacznij sama sobie mówić komplementy, zasługujesz wszak na odrobinę szczerego uznania a sama przecież się nie oszukasz :) Stań przed lustrem i mów sobie to, w myślach lub na głos. Było tu ostatnio wyznanie o tym. To naprawdę działa.
Udawaj, ze jesteś twarda pala tak długo aż nie będziesz musiał udawać. Na początku będzie sztucznie, potem przestanie
Szczerze, to jest coś do przepracowania na terapii. Jeśli czujesz, że wchodzenie w przeszłość i odkrywanie problemów dzieciństwa nie jest dla Ciebie poszukaj kogoś od terapii behawioralnej. Myślę, że jest szansa, że dostaniesz narzędzia jak sobie z tym radzić już w kilka wizyt.
Zastanów się jak dorastałeś tj. czy byłeś szczerze komplementowany jako dziecko i jak na to reagowałeś. Wygooglaj pojęcie "syndrom oszusta" - może masz coś podobnego
Też nie mam pojęcia jak się zachować w takich sytuacjach. Zawsze kiedy ktoś mnie chwali w głębi ducha jest mi miło i cieszę się, ale nie lubię tego pokazywać a nawet nie umiem. Zawsze udaje, że mnie to nie rusza albo mówię "a tam" i macham ręką. Nie wiem skąd się to wzięło