Moja babcia mieszka razem ze swoją najstarszą córką, jej mężem i dziećmi w malutkiej wiosce. Ledwo wiązali koniec z końcem, więc wpadli na genialny pomysł. Handel zagranicznymi fajkami. Wszystko szło znakomicie, w miesiąc zarabiali tyle, co kiedyś w rok. Interes się kręcił przez długi czas, dopóki ktoś z sąsiadów poczuł się zazdrosny.
Szósta rano, kryminalna wpada na chatę, zawija mojego wujka, wywraca cały dom do góry nogami i zabiera wszystkie pieniądze oraz towar. Ale zaraz, zaraz... nie wszystkie! Moja babcia, jako rezolutna 75-latka, gdy zobaczyła, co się święci, szybko wyciągnęła ze swojej skrytki kilka tysięcy, wsadziła w majtki i udawała głuchoniemą.
Dodaj anonimowe wyznanie
Bzdura, nie wierzę w żadnego zazdrosnego sąsiada. Taki handel lewą fajką jest dość dobrze obserwowany przez służby. Osoba z mojego bliskiego otoczenia pracuje właśnie w takiej "branży" i opowiadała różne ciekawe historie. Takie pionki od detalu są przez dłuższy czas tolerowane bo są zbierane informacje o ich dostawcach. Na bank mieli podsłuchy długo przed tą akcją. Z czasem pewnie też od przysłowiowego dobrobytu im odbiło i stracili czujność. To pokazali im miejsce w szeregu
To standardowy scenariusz, kobieta zawsze ratuje sytuację
Co za przykra historia, tacy zaradni ludzie, a przez zazdrosnego sąsiada będą musieli znów żyć z socjalu.