#sIT4G
Kiedy wychodziła, to przechodząc obok mojego stolika, upuściła papierek. Rozwinąłem go i okazało się, że zapisała mi tam swój numer. Cieszyłem się jak głupi i nie mogłem wprost uwierzyć, w końcu przegryw siedzi we mnie mocno, więc dwa dni zbierałem się w garść, żeby doładować sobie trochę pewności siebie i zadzwonić.
Dnia trzeciego, wieczorem, wziąłem komórkę, karteczkę, wybrałem numer, zadzwoniłem i usłyszałem: "Telepizza, słucham?".
A może dziewczyna pracuje w Telepizzy i przez przypadek podała służbowy? 😉
Znaczy, nadzieja umiera ostatnia?
No coś w tym stylu.
Słusznie, koniec jest gdy przestajesz oddychać. Nie wcześniej.