#tsygR

Mam 33 lata. Zostawiłam wspaniałego faceta i wszyscy robią mi z tego powodu wyrzuty. Byłam z nim kilka lat. Zachwycił wszystkich wokół – inteligentny, pracowity, czuły, przyjazny, pomocny. Skakał wokół mnie jak księżniczki. Tylko że ja to widziałam inaczej. 

Z początku rzeczywiście czułam, że złapałam Pana Boga za nogi. Zwłaszcza że z powodu niskiej samooceny zwykle wybierałam mężczyzn, których w mojej ocenie żadna inna kobieta by nie chciała. A on wybrał mnie. I się starał. To było wspaniałe. Zamieszkaliśmy razem. I się zaczęło... Najpierw drobna krytyka, że to robię źle, tamto robię źle. Uważałam, że w związku dwie strony powinny się trochę dopasować do siebie, więc poprawiłam tamte rzeczy. Potem źle robiłam wszystko. I każdy dzień zaczynał się i kończył serią ochrzanów. Doszły do tego dziwne wymagania. Na przykład, że rano zawsze musi mieć gotowe śniadanie, mimo że ich prawie nigdy nie je. Kończył dzień później niż ja, a rano czekała mnie awantura, jeśli nie sprzątnęłam jego nocnego bałaganu. Jeśli ja zwróciłam mu o coś uwagę, że od np. 3 lat proszę go, by zaczął szykować się tak, żebyśmy się nie spóźniali, był wściekły, że się czepiam, bo on jest zmęczony. Albo że może ja jestem taka zdolna, że dostosowuję się do jego wymagań, ale on tak nie potrafi. 
Prawdziwy problem zaczął się jednak gdy zrozumiałam, że tak być nie może. Nie mogę wracać do domu i się bać. Nie mogę skakać wokół jego nastrojów, nie mogę zawsze z pokorą przyjmować jego wymagań, skoro ja od kilku lat nie doprosiłam się niczego, bo „to za dużo”. Zaczęłam się stawiać. Negować jego wymagania, stawiać więcej własnych. Mówiłam wprost, że coś mi się nie podoba. Było z jego strony dużo obietnic, jak to od teraz zrobi wszystko, żebym była zadowolona, a jednocześnie przemoc eskalowała naprzemiennie z bombardowaniem miłością. Wyzwiska, powtarzanie mi, że wszyscy wokół uważają, że jestem histeryczką, że pytają go, po co on jest z kimś takim, że nic dziwnego, że nikt mnie nie lubi i nie szanuje. Powiedziałam kilku najbliższym, co się dzieje. Zbyli mnie śmiechem, że prędzej uwierzą, że ja jestem przemocowa niż ten spokojny mężczyzna. 
Wreszcie zaczęła się przemoc fizyczna. Nie jakaś duża, ale tu popchnięcie, tu rzucenie czymś we mnie. I tu stało się coś, co mnie przeraża najbardziej. Sama stałam się agresywna. Nie sama z siebie, ale gdy on zaczynał wbijać szpilę, nie reagowałam. Raz, drugi, trzeci. Czasem po godzinie złośliwości, czasem trzech, zaczęłam wybuchać. Tak jak on. Wyzwiska, potem niszczenie przedmiotów. Nie byłam taka wcześniej. Nigdy. Mówił wtedy, że jesteśmy tacy sami. Że zasługujemy na siebie, że może on jest toksyczny, ale ja tak samo. Żebym zapytała innych, że inni też uważają, że jestem toksyczna. 

Odeszłam. Już pierwszego dnia było mi cudownie. Tylko inni mi to wypominają.
Postac Odpowiedz

Gratuluję odejścia!

Dziękuję za wsparcie. Przynajmniej lepiej jest słuchać komentarzy rodziny co jakiś czas teraz niż jego gadania ciągle.

Dragomir Odpowiedz

33 lata? Dopiero rozkwitłaś i jeszcze tak będzie całe lata, jeśli zadbasz o siebie. Do starości masz dalej niż od dzieciństwa do teraz. Bardzo dobrze że pogoniłaś księciunia z bajki, a jak innym tak żal to sami mogą się za niego brać, już jest wolny. Cieszę się że wybrałaś siebie.

PS. - da się napisać pozytywny komentarz bez ciągłego "dziękuję że Pani żyje", "jest Pani taka wspaniała", "mam nadzieję że będzie Pani zawsze zdrowa i szczęśliwa". Bo serio, idzie się już od tego zrzygać jak kot.

Szwedacz

Czuję pewną obłudę w tych komentarzach. Łatwo mówić komuś, że jest wspaniały jak się go nie zna. Ciekawe czy ta osoba WSZYSTKIM napotkanym osobom też tak mówi. Nawet tym co wyrządzili jej krzywdę.

ohlala

@Szwedacz

Osoba, która pisze te komentarze, już od samego dzieciństwa jest mocno doświadczana przez życie i wydaje się, że doszło do zatrzymania emocjonalnego w pewnym stopniu, chociaż i tak widać pewien rozwój. Te komentarze wydają się naiwne i często bawią, ale ich autorka raczej stara się dać innym to, czego sama w życiu nie doświadczyła, więc nie doszukiwałabym się w nich obłudy.

Meanness

Jest Pani bardzo wspaniała, Pani Ohlala. Dziękuję, że jest Pani miła i przepraszam za kłopot.

W sumie jest ciekawa rzecz ogólnie w społeczeństwie. Jeśli ktoś do kogoś podejdzie i mu powie "ale jesteś brzydki", to każdy powie "w końcu ktoś prawdę mówi", nawet jeśli ten "brzydki" naprawdę by był piękny. Nawet o jakichś miss świata ludzie tak piszą w Internecie i też są odpowiedzi, że w końcu ktoś to powiedział, że cały świat kłamie, mówiąc, że ta osoba jest piękna. Zaś cokolwiek miłego od razu uznawane jest za kłamstwo. I to nawet nie na zasadzie "mówi komuś ważnemu coś miłego, pewnie chce wejść w odwłok, bo może na tym coś zyskać", tylko wszystko dobre na pewno musi być kłamstwem.

I też właśnie, są osoby, których wszystkie komentarze to wyśmiewanie kogoś. Nawet jak zacznie miło to "widzisz, umiem lepiej być miły niż ktoś inny". Czyli i tak chodzi o wyśmianie kogoś. Ale do tych osób nikt nic nie pisze o tym. Po prostu będzie milion komentarzy "ale jesteś fuj" i tylko tyle, że będą zignorowane. Ale jakiekolwiek "o, ładnie poszło" to od razu "zamknij się, bo się idzie porzygać" i już na taki obraźliwy komentarz nagle inni, którzy obrażają ludzi bardzo się cieszą.

Czyli obrażanie ludzi jest uznawane za normę, za jedyną prawdę, a właśnie nie-obrażanie od razu powoduje gniew. Bo ludzie chcą być źli, chcą, żeby inni cierpieli. Więc powodowanie cierpienia im się podoba, a bycie miłym im przeszkadza.

I co do "nawet tym, co wyrządzili jej krzywdę", proszę bardzo: Mają Panowie śliczną gramatykę. Rzadko kiedy się zdarza widzieć bardzo dokładnie, poprawnie napisane komentarze. A tutaj wszystko jest dobrze, nawet kropki są. Ślicznie wyszło. I też w rzeczywistości zdarza mi się mówić losowym ludziom rzeczy typu "ma pani ładny kapelusz", zwłaszcza, jeśli ktoś wygląda na smutnego. Wolę pocieszyć kogoś smutnego, niż specjalnie się męczyć, żeby sprawić komuś smutek. Jakoś obrażanie ludzi wydaje się być niepotrzebnym wysiłkiem, a chwalenie ich jakoś daje więcej radości.

tramwajowe Odpowiedz

Nie tlumacz sie. I tak Ci nie uwierzą. Naprawdę ciężko jest zaprzeczyć wlasnym wyobrażeniom i uwierzyć ze ktos jest zły. Szkoda Twojej energii na rozmowy o tym.
Moze nauczysz sie ucinać temat.

3210 Odpowiedz

Olej innych to twoje życie. Gratuluję dobrej decyzji ☺️

Dziękuję. Wiem, że powinnam, ale trudno się słucha ciągłych pretensji. O to, że znowu coś mi nie pasowało, że jestem coraz starsza, a tu kolejny związek poszedł w diabły. Najgorzej wyśmiewa mnie kuzynka, która nawet nie ukrywa, że nie kocha swojego męża, ale jej dzieci potrzebowały ojca, a wybrany przez nią facet może i ma problemy alkoholowe, ale przynajmniej pracuje i zajmuje się domem.

coztegoze2

@Panipania wybrany przez kuzynkę facet to co najwyżej traumatyzuje jej dzieci i uczy najgorszych wzorców skoro ma problemy z alkoholem. Nie ma spokojnego i bezpiecznego dzieciństwa w domu, gdzie osoba pełniąca rolę rodzica jest alkoholikiem.

SceptCyn

@coztegoze2
Albo wpadł w problem alkoholowy bo żona jest toksyczna, szydzi z jego wysiłków, skacze w bok a on nie chce zostawić z nią dzieci bo będą miały jeszcze gorzej? Łatwo się kogoś skreśla po jednej opinii z drugiej ręki

Akurat tu sytuacja wyglądała tak, że ona najpierw związała się z niepracującym alimenciarzem, szybko pojawiła się nieplanowana ciąża. Okazało się też, że facet nie jest okazjonalnym palaczem zioła, a regularnym ćpunem. Dość szybko pojawiła się też druga ciąża. Zostawiła go, gdy straszę dziecko miało 3 lata i związała się z nowym partnerem. Od początku wiedziała, że facet ma problemy alkoholowe, bo znali się już dobre 10 lat.

SceptCyn

@Panipania
To już sytuacja jest czystsza i klarowniejsza. Dalej świadczy kijowo o kuzynce.

Tobie gratuluję odejścia od przemocowca.

Radzę też odciąć się od kuzynki, wyciągnąć wnioski z jej błędów i nie analizować dalej cudzego życia i nie porównywać się do innych

Czaroit Odpowiedz

Typowe. Toksyk zazwyczaj jest uwielbiany przez otoczenie. A przede wszystkim rodzinę swojej ofiary. Inteligentny, zabawny, "zakochany po uszy". No książę (albo księżniczka) z bajki. Tylko idiota rezygnuje z takiej partii...

I nikt nie wierzy, że ten czarujący książę wyzywa, poniża, bije, gwałci i niszczy na wszelkie możliwe sposoby.

Odeszłaś w ostatnim momencie, Autorko. Już za chwilę zaczęłaby się poważna przemoc fizyczna. Tu zawsze schemat jest ten sam. Najpierw "tylko" popchnięcia, potem bicie a na końcu regularne gwałty. Często też kompletna izolacja. Nie tylko od przyjaciół i rodziny, ale dosłownie zamykanie w domu na klucz.

ohlala Odpowiedz

Bardzo się cieszę, że udało Ci się odejść. Niestety, ale potwory rzadko kiedy są potworami dla wszystkich.

wyzwolonaa Odpowiedz

I bardzo dobrze, obyś znalazła sobie kogoś normalnego

coztegoze2 Odpowiedz

Brawo dla Ciebie, że to zauważyłaś i odeszłaś!

szarymysz Odpowiedz

Czyli: nie zostawiłaś wspaniałego faceta, tylko zostawiłaś "wspaniałego" faceta.

blawatek Odpowiedz

Brawo, wspaniale, że zadbałaś o siebie. Nie warto było tracić ani dnia dłużej na takiego człowieka - byłoby tylko gorzej z nim i Tobą w efekcie jego zaburzeń. Już mieszał Ci w głowie. A gdyby doszły dzieci, zniszczyłby Cię zupełnie, bo używałby ich oraz przemocy finansowej przeciwko Tobie. Uwolniłaś się, wiesz co przeżyłaś, bliscy mają inny obraz sytuacji, bo taki przed nimi kreował. To też standardowy mechanizm. Przykro mi, że Ci nie wierzą, ale to nie oni będą żyć latami z przemocowcem. A Ty możesz sobie poukładać życie. Zadbaj o siebie, idź na terapię, wyprostuj swoje relacje z mężczyznami i wybierz dobrze następnego - wartościowego i jednocześnie widzącego Twoją wartość.

A za każdym razem, jak ktoś marudzi, odpowiadałabym: "Jest wolny, możesz go przygarnąć / usynowić / wymienić swojego na ten chodzący ideał - działaj, po co tracić okazję na takiego wspaniałego partnera. Chcesz numer?" A jak ktoś będzie standardowo odpowiadał, że masz sobie nie żartować, on/ona tak z dobrego serca, w trosce o Ciebie, to jedz dalej: "Rozumiem, ja też tak w trosce o Ciebie. Tak za nim tęsknisz i nie możesz przeżyć, że znika, że naprawdę szukam dobrych dla Ciebie rozwiązań. Skontaktować Was ze sobą, może chociaż na kawkę będziecie wychodzić, żeby Ci trochę ulżyć?" Ad absudrum, ale czasem tego trzeba, żeby ktoś zrozumiał, że przekracza granicę. Nie tłumacz się, nie ma sensu. Żyją w swojej bajce.

Ciekawy pomysł :)

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie