#uAKRP

Nienawidzę swojej pracy. Pracuję w handlu i mam 3 weekendy w miesiącu zajęte. Mój facet w tym czasie jeździ do mamy, do znajomych, na grille, koncerty i inne wydarzenia, na których tak bardzo chciałabym być, że aż mnie skręca. Tęsknię za normalnością, za tym, żeby nie siedzieć każdy weekend sama w mieszkaniu i czekać, aż łaskawie wróci w niedzielę o 22.

Jestem zła, przemęczona i wściekła. Sama nie wiem na co. Czy na moją beznadziejną robotę czy na faceta, który pomimo 6 lat związku nadal nie ma skrupułów, by mnie zostawiać co chwilę i wmawia mi, że nie mogę zmienić tej pracy (pomimo tego, że mam wysokie kwalifikacje w innym, uwielbianym przeze mnie zawodzie), bo "będziemy chyba jeść tynk ze ścian". Tłumaczy to też oszczędzaniem na wesele, które nigdy się chyba nie odbędzie, bo o tym weselu to ja słyszę od 3 lat. Ostatnio jak pytałam kiedy dokładnie planuje wziąć ten ślub, to mi powiedział, że na pewno nie w przeciągu 3 lat.

Chce mi się śmiać i płakać jednocześnie. Jestem tak sfrustrowana, że mam ochotę walić głową w mur aż nie stracę przytomności. Na co dzień jest OK. Uśmiecham się, wszystkim mówię, że jest w porządku, ale tak na prawdę nienawidzę swojego życia. Mam 27 lat i nic. Kompletnie nic. Durną pracę, zły związek, który opiera się na jakichś głupich, nierealnych planach na przyszłość, w które wierzyłam jeszcze 2 lata temu, a teraz w końcu widzę, jak wielka jest to ściema.

Po prostu mam dosyć. Tak po ludzku. Nie byłam na wakacjach od dwóch lat. Non stop praca. Cały czas. Jak mam wolne, to dzwonią z pracy i pytają się o jakieś pierdoły. Kierowniczka mnie bardzo lubi, co skutkuje tym, że inni mnie nienawidzą i nawet nie mam z kim pogadać w pracy.

Siedzę i zastanawiam się co poszło źle, w którym momencie moje życie zamieniło się w mały, prywatny czyściec i jak z tego wyjść.

Jestem już zmęczona dniem, zanim na dobre otworzę oczy. Hasła "trzeba iść naprzód, myśl pozytywnie" wydają mi się jakąś kpiną. Jak jeden wielki żart. Mam tak serdecznie dość, że przed samobójstwem chroni mnie myśl, że rodzicom będzie smutno.
ad13 Odpowiedz

A pracy do tej pory nie zmieniłaś, chociaż masz taką możliwość, bo? Chyba nie dlatego, że on coś tam, bez większego sensu, na ten temat bredził? Jak mu nie odpowiada stan finansów, to żaden problem żeby dorabiał w weekendy, wtedy Ty sobie pojeździsz do znajomych na grille, a on poogląda wieczorami puste ściany. Proste jak drut, wystarczy wprowadzić w życie.

JoseLuisDiez Odpowiedz

A Twój facet pracuje, czy tylko imprezuje?
Zastanów się nad tym związkiem, czy to ma sens. Życie złudzeniami nie ma sensu. Jak Ci się praca nie podoba, to zawsze możesz spróbować poszukać lepszej.

rutabo

Tu nie chodzi o zmiane pracy czy faceta, tylko o szukanie winnego własnych porazek.

Esza Odpowiedz

Zmień pracę, nawet kosztem zarobków. Inaczej związek i tak Ci się rozpadnie, a Ty skończysz na lekach. Jesteś bardzo młoda, spokojnie możesz zacząć od nowa. Powodzenia.

fajnapostac

Popieram. Zrób to, co kochasz, dla siebie. I odpowiedź sobie na pytanie, czy to właściwy mężczyzna przy Twym boku.

JMoriartyy Odpowiedz

Następna k**** niewolnica co nie zmieni pracy, bo facet nie pozwala.

rybaczki Odpowiedz

Jak boisz się o stratę zarobków, to nie musisz się zwalniać, żeby szukać innej pracy. Możesz złożyć wypowiedzenie jak już będziesz miała zaklepaną nowa robotę. Jeśli to nie jest przepaść (typu teraz zarabiasz 10k a w nowej 2k) to finansowo niewiele się zmieni. Plus koniecznie jedź na urlop. No i może przemyśl, czy z facetem macie takie same priorytety (wnioskuje, że chciałabyś już stabilizację związku, a on bycie wolnym strzelcem). No i skoro pracujesz w weekend, to musisz mieć jakieś wolne dni w tygodniu (o ile to umowa o pracę, a nie zlecenie), wtedy zrób coś dla siebie, może fryzjer, kosmetyczka, kawa z przyjaciółką?

bazienka Odpowiedz

a twoj facet nie pracuje, ze bedziecie jesc tynk ze scian?
utrzymalabys sie sama pracujac w drugim zawodzie? jesli tak, to zmien prace, moze przy okazji problem zwiazku sie rozwiaze
cos mi sie postawa twojego chlopa kojarzy z przeciaganiem wszystkiego i wpedzaniem cie w lata, jakby nie byl jeszcze pewien (uwierz, jak po 6 latach nie jest, to po kolejnych 10 tez nie bedzie)

Cero

@bazienka >>uwierz, jak po 6 latach nie jest [pewien], to po kolejnych 10 też nie będzie<<
a tu się nie zgodzę. Mój partner ponad 6 lat powtarzał, że nie jest pewien, jeśli chodzi o ślub i podawał różne, ale sensowne argumenty. Aż pewnego dnia podałam mu dość głupi i prozaiczny powód by się pobrać (nie podam jaki, bo może to być zbyt specyficzne). Niewiele więcej jak miesiąc później zostaliśmy małżeństwem.

Nie mówię, że z chłopakiem autorki też tak będzie (celowo piszę "chłopak", a nie "partner", bo partnerem to on ni grzyba nie jest). A nawet jeśli to ona nie powinna się zgadzać na ślub. Powinna wiać jak najdalej od niego. Druga połowa jest od tego by wspierać, a nie dobijać.

Cero

PS: dodam, że jak doszło co do czego to nawet mojemu partnerowi bardziej zależało na tym ślubie niż mi :D (ale ja tak mam, że się nie ekscytuje przed "faktem dokonanym"). On załatwiał praktycznie wszystko - urząd, restaurację, listę gości i takie tam. Strasznie mu zależało by wszystko było idealnie. Totalne odwrócenie stereotypów, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że częściej ja poruszalam temat ślubu przez prawie wszystkie lata przed małżeństwem. Do dzisiaj ekscytuje go mówienie do mnie "żono", cieszy się gdy powiem do niego "mężu" zamiast po prostu "kochanie" oraz gdy słyszy jak przedstawiam się "jego" (bo właściwie to naszym) nazwiskiem.
Więc różnie to może bywać.
Acha, i ten powód to nie była ciąża, jak coś (bo wszyscy to podejrzewali gdy nagle, po wielu latach, wyskoczylismy ze ślubem "za miesiąc")

Ckawka

Mój partner też nie był pewny co do dalszej przyszłości. Ot jesteśmy razem i tyle. A po 6 latach się ni z gruszki oświadczył. I diametralnie zmienił zachowanie, stał się odpowiedzialny i rozważny (w granicach I w odpowiednich momentach). Wszystko jest możliwe.

Niemniej w sytuacji autorki sądzę, że gościu się dobrze bawi co weekend jak nastolatek, a w domu ma czysto oraz zawsze partnerkę i bawi się w dorosłość. Stary model rodziny: kobieta pracuje i nic z życia nie ma, mężczyzna pracuje i bawi się po za domem.

XDDyy Odpowiedz

Naprawdę chcesz się dalej męczyć w ten sposób? Więcej asertywności, bo się wykończysz!
- Nie podoba się praca? Zmień ja, zwłaszcza, że masz kwalifikacje. Tylko najpierw upewnij się, że Cie zatrudnią, dopiero potem składaj wypowiedzenie
- W wolne dni nie odbieraj telefonu od współpracowników, tylko od szefowej. Masz wolne. Niech sobie radzą. Koniec.
- Ze zmianą pracy nie oglądaj się na faceta, bo to Ty się męczysz, harując wg jego polecenia na coś co nastąpi może kiedyś tam za 3 lata, a i to niekoniecznie. Czy on tak samo się stara i zarabia na ten cel?

Vito857 Odpowiedz

To nie ma sensu. W imię czego ty się męczysz?

Legendy Odpowiedz

To zmień pracę? Faceta? Wszystko możesz, ale lepiej jak się pożalisz na anonimowych. Korona do góry i do przodu. Zacznij od zmiany pracy, a później spakuj Faceta.

SzaraDama Odpowiedz

Przeczytałam pierwszy akapit i mam pytanie... Czy pracujesz cały weekend non stop czy np w soboty do 16.00 i niedzielę do 13.00? Bo jak tak, to czemu sama gdzieś nie wyjdziesz np w niedzielę popołudniu? Czy musisz siedzieć w mieszkaniu?

Ekoniks

Kiedy człowiek non stop zapieprza i ma wolne, to uwierz mi, ostatnia rzecz, na którą ma się ochotę to imprezy i spotkania.

Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie