#v8xFX

Będzie o gw@łcie. I o niedokonaniu aborcji ciąży, będącej wynikiem tego gwałtu. Z grubej rury. Bez owijania w bawełnę.

Trzęsę się cała, za każdym razem gdy sobie to wszystko przypomnę. Węzeł gordyjski w żołądku. Serce w gardle. Lodowate dłonie. Papieros odpalany od papierosa. Terapia? Pusty śmiech...
W. był dla mnie sąsiadem z bloku naprzeciwko, przyjacielem ojca, wujkiem niemalże. Znałam go od maleńkości, uwielbiałam. Bawiłam się z nim, uczył mnie jeździć na rowerze, ufałam mu.
Gdy miałam 16 lat, został moim oprawcą.
Zadzwonił do nas, prosząc, bym przyszła mu w czymś pomóc. Poszłam bez lęku. Bez przeczuć. ZNAŁAM GO.

Zgw@łcił mnie w piwnicy. Brutalnie. Trzymając za gardło, pętając ręce skórzanym pasem. Przestałam się wyrywać po czwartym razie. Nie wiem, czy zobojętniałam na to, co się działo, czy spłynęła na mnie litościwa zasłona z ciemności.
Przebłyski z kilku kolejnych dni. Szpital, dom, policja, matka wyrywająca sobie włosy z głowy. Wskazałam jego. W. stwierdził, że wyszłam od niego cała i zdrowa. Że to szok, że po prostu jego ostatniego zapamiętałam. Nikt mi nie wierzył. Nie było śladów wskazujących na niego, podobno byłam w pełni ubrana, wymyta do czysta, nikt nie podejrzewał gwałtu, tylko napaść z zamiarem kradzieży, która wymknęła się spod kontroli. Badanie ginekologiczne przeprowadzono po pięciu dniach, nie było już jednoznacznych obrażeń...

Matka wywiozła mnie do prababci, na drugi koniec Polski. Tam poszłam do szkoły. Po miesiącu mdłości, zawroty głowy – i już wiedziałam. Rodzina uradziła między sobą, że urodzę. Katolicka rodzina, aborcja to grzech śmiertelny. Mnie nikt nie spytał o zdanie. Szkoła pomoże, nie ma problemu, zdarzały się już ciężarne uczennice. Po którejś z kolei rozmowie z psychologiem zdecydowałam, że urodzę i oddam do adopcji...
Spojrzenia pełne pogardy, śmiechy pod nosem, wytykanie brzucha palcami, plucie pod nogi, niby mimochodem szeptane „dziwka”, „puszczalska” – och, jak dobrze to wszystko poznałam...

Retrospekcja. Szpital, 26 godzin męki, gratulacje, masz pięknego syna, 9 punktów w skali Apgar. Granatowe oczka, wpatrujące się w skupieniu w moją twarz, nie oddam, jesteś mój, tylko mój. Kocham, nie oddam. Ojciec? Nieznany.
Mam 33 lata. Nie używam skórzanych pasków, omijam szerokim łukiem stoiska z nimi, nawet nie patrzę. Mój mąż po 10 latach małżeństwa już wie, że nie wolno mnie łaskotać, łapać za nadgarstki, ani dotykać mojej szyi. Bo wpadam w szał, a potem zamykam się w skorupie milczenia na kilka dni. Nie rozumie, dlaczego tak reaguję, ale z pewnymi oporami zaakceptował wreszcie fakt, że nie chcę o tym mówić.

Urodziłam. Pokochałam. A teraz patrzę na mojego 15-letniego syna, który jest tak podobny... jakby skórę zdarł z jego ojca. Kocham i nienawidzę. Patrzę codziennie na tę twarz, której nie chcę pamiętać. To więcej niż piekło...
Czaroit Odpowiedz

Hmm
Po pierwsze, znowu ten specyficzny styl AI.
Po drugie, obdukcję robi się od razu a nie po 5 dniach.
Po trzecie, 15 lat temu były już badania DNA na ojcostwo. Wprowadzono je w latach dziewięćdziesiątych. Wystarczyło zrobić test i koleś by się nie wywinął.
Po czwarte, jeśli to jednak prawda, to pozwać gnoja i niech buli na syna.

3210

Gwałt w piwnicy ale była wymyta i ubrana. I te 4 lub 5 razy.... Facet w wieku jej ojca. Nie jestem facetem, może to możliwe. Ale 33-17 =16 a nie 15.

Czaroit

3210
Facet w wieku jej ojca, czyli coś 35-40. Spoko, są faceci o bardzo dużym libido i wysokim testosteronie, ktorzy daliby radę razem z viagrą. Jeszcze ujdzie.

Co do wieku to odlicz rok na ciążę. Tu się akurat zgadza.

Wymyta też mogła być, nie problem wziąć wodę w butli, miskę i mydlo do piwnicy. Technicznie wykonalne.

Jednak mi całość w ogóle nie styka.

3210

Ok, co do wymyta mogło być, co do faceta może, nie jestem facetem, ale liczyć umiem. 16 lat plus rok ciąża plus 15 lat to nadal 32. Doliczyłam ciążę w poprzednim komentarzu. Też mi się nie spina obdukcja po 5ciu dniach i całość.

Czaroit

3210
Ano faktycznie, racja. Nie wiem czemu wcześniej mi się to dodawało... 😆

Zaćmienie. 🥴

Dodaj anonimowe wyznanie