#x7uQ9

Moja mama uczy w klasach 1-3 szkoły podstawowej od około 30 lat. Od 18 lat uczy w jednej ze szkół na warszawskiej Woli. Sama do tej szkoły chodziłam i wiem, że środowisko jest bardzo przemieszane (aczkolwiek większość dzieciaków wykazuje pewne skłonności do zachowań patologicznych).



Ludzie mówią, że nauczyciele powinni pracować z pasją i zapałem. Oczywiście jest to prawda. Widzę jak każdego dnia moja mama wstaje o 5 rano, żeby sprawdzać sprawdziany, kartkówki czy też przygotować się do lekcji. Pomimo że kończy lekcje o 13, to do domu wraca o 18 (dyrekcja placówki ma prawo wymagać od niej wyrobienia większej ilości godzin w szkole, nie wliczając w to wspomnianych testów). Jeśli akurat wypadnie rada pedagogiczna, to zdarza się, że mama wraca o 23. W jeden z niedawnych weekendów w ogóle jej nie widziałam, a oba dni spędziłam ucząc się w domu.


Odkąd pamiętam jest uwielbiana przez dzieciaki. Oczywiście jest to efekt wysiłku, który wkłada w pracę. Natomiast ten fakt w zupełności nie wpływa na wyższe wynagrodzenie. Mama wraca z pracy padnięta i nie ma siły na nic. Jak byłam mała to myślałam, że kocha mnie mniej od cudzych dzieci. Dopiero teraz, kiedy mama czuje się gotowa, żeby opowiadać mi o swojej pracy (wcześniej bała się, że znam osoby, które uczy i mogę powiązać fakty), to widzę jaki wycisk ma z niektórymi bachorami (bo tego dzieckiem się nazwać nie da).


Aktualnie ma w klasie takiego jednego chłopca. Reszta jest relatywnie w porządku. Tenże (ośmioletni) chłopiec bije wszystkich, przeklina, rozlewa po sali picie, żeby przeszkodzić w lekcji, wlał mleko do segregatorów z książkami zakupionymi przez szkołę, stale niszczy dekoracje, które moja mama robiła albo kupiła i dbała o nie przez bardzo długi czas.



Co na to rodzice? Po pierwsze za szkody nie zapłacili nigdy. Portfel mojej mamy cierpi, bo ona wykłada z własnych pieniędzy, żeby dzieci miały ładne bombki na choince itd. Rodzice chłopaka wiedzą o wszystkim, mówią że nie zabiorą mu z kieszonkowego, bo im urządzi jazdę w domu, a sami nie mają pieniędzy żeby pokryć koszta. Twierdzą, że w domu zachowuje się tak samo! To już nawet nie to, że się wypierają. Po prostu im się nie chce. Twierdzą, że przecież ich dziecko spędza większość czasu w szkole i to szkoła powinna zareagować, a nie oni. Dodatkowo uważają, że to wina nauczycielki, że nie upilnowała ich syna (50-letnia kobieta ma biegać za każdym dzieciakiem w sali, wspaniały pomysł).


Każdy kto miał w klasie takiego rozrabiakę wie, że ma to też bardzo zły wpływ na resztę dzieci (albo naśladują, albo nie mogą się skupić na lekcji). Ja wiem też, że fatalnie to wpływa na moją mamę i mam nadzieję, że nie będzie musiała tego znosić już nigdy.
Pielgrzym Odpowiedz

Ahh znam to. Moja mama też jest nauczycielką i do niektórych rodziców nie dociera, że ich dziecko nie jest aniolkiem, a jak już dociera- to oni przecież nic z tym nie zrobią, bo do poradni iść się nie chce.
Protip dla mamy: może niech zbiera pieniądze (składki), żeby dzieci miały ładne rzeczy, zabawki czy pomoce naukowe?
Pozdrawiam

bazienka Odpowiedz

szkola wystepuje ze zgloszeniem na policje o zniszczenie mienia i rodzice gowniarza placa czy chca czy nie
zglosic malego rozpuszczonego bachora do instytucji typu mopr, jak do drzwi zapuka kurator, to moze sie zastanowia

xxyyzz Odpowiedz

Dla mnie praca nauczyciela, jest taka sama, jak każda inna praca z klientem. Działa to na podobnych zasadach. Musisz być miłym i uśmiechać się, bo inaczej możesz mieć problem. Chociaż dziecko można chociaż ukarać uwagą. Jest to ciężka praca, którą często przynosi się do domu. Jednak nie lubię, gdy ludzie uważają to za najcięższy zawód świata. Wiele zawodów wymaga więcej pracy, niż po 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu.

2237

Hehe chciałabym Cie zobaczyć w szkole w takim razie xD powiem tak: pracowalam i z dorosłymi i z dziećmi i nigdy nie byłam tak zmeczona psychofizycznie jak po przyjściu z przedszkola. Ze juz o innych sprawach takich jak mega odpowiedzialnosc, brak płacy za wszystkie godziny spedzane w pracy, I wielu innych nie wspomnę Tyle.

xxyyzz

Ja nie twierdzę, że praca w szkole jest łatwa. Uważam tylko, że nie jest to najcięższy zawód świata. Większość zawodów wymaga dużej odpowiedzialności i poświęcenia. Nawet budowlaniec musi być bardzo odpowiedzialny. W końcu stawia dom, w którym będą mieszkac ludzi. On też wykonuje ciężką pracę, nie tylko fizyczną, ale i umowyslową. Często też nie ma płacone za wszystkie godziny i musi uzerac się z różnymi. Każdy zawód na świecie wymaga dużo od człowieka, nie tylko zawód nauczyciela.

smoothies

NAUCZYCIEL 8 GODZIN DZIENNIE?? 5 dni? Doceniam poczucie humoru. Chyba nigdy nie miałeś styczności z nauczycielem w prywatnym życiu. Przygotowywanie testów, lekcji, sprawdzanie testów, ogarnianie dziennika i ogrom papierkowej pracy. Nie mówiąc już o nauczycielach posiadających wychowawstwo, pracujących w kilku szkołach.
Oczywiście, nie jest to NAJCIĘŻSZY zawód, ale bardzo obciążający psychicznie i do tego z marnym wynagrodzeniem. Potem zamiast weekendów jest praca w szkołach dla dorosłych, udzielanie korepetycji lub praca po godzinach w szkołach językowych - a wszystko po to by chociaż trochę podnieść standard swojego życia.

RekruterxD321 Odpowiedz

Sory, ale nikt jej nie zmusza, żeby ze swoich pieniędzy wykładała na bombki, ozdoby i inne pierdoły.
W mało której pracy jest lekko, każdy decydując się na dany zawód musi liczyć się z niedogodnościami z nim związanymi. Przecież jak wygląda praca nauczyciela nie jest tajnie chronioną informacją przed studentami pedagogiki i odkrywaną dopiero po uzyskaniu dyplomu ;)
Przepraszam, ale bardziej szkoda mi i podziwiam chociażby górników, którzy muszą liczyć się z tym, że nie mają 100% gwarancji, że wrócą z pracy do domu.

Pomarancza007

Powiem Ci, ze dokładnie to samo przyszło mi na myśl. Dlaczego ze swoich pieniędzy finansuje tego typu ozdobry? Nie bardzo rozumiem. Nie ma takiego obowiązku.
Owszem, ja też miałam choinkę w klasie i też były ozdoby. BA! Ozdoby były również na wielkanoc, czy na powitanie lata/zimy, czy cokolwiek innego, ALE robiliśmy je sami w ramach lekcji techniki/plastyki. I nie było problemu, a ile mieliśmy zabawy przy tym. Pieniądze były składane przez rodziców na zebraniach w ramach składek rodzicielskich. Jak pieniądze nie były w jeden rok wykorzystane to przechodziły na następny. I to raczej było 50zł na rok.
A co do rodziców owego chłopca - nie bardzo mogę się wypowiedzieć, bo dzieci nie mam, ale wydaje mi się, że trochę zrzucają swoje obowiązki wychowawcze na szkołę, a co za tym idzie na nauczycieli. I nie bardzo rozumiem tego, że 'nie zabiorą kieszonkowego, bo zrobi dym'. Kto kim rządzi w domu? 🤔

zxzxzx

Nauczyciel, urzędniczka, dojarz, pani z mięsnego i wszyscy inni też nie są pewni czy wrócą po pracy do domu.

Memiczna

A ja od roku pracuję jako nauczyciel w szkole średniej. Na początku myślałam, że praca nauczyciela wygląda nieco inaczej, jednak mimo wszystko daję sobie radę. Szkoła, w której uczę ma bardzo przeciętny poziom i chodzi tam dużo uczniów z patologicznych środowisk. Na szczęście, jestem osobą kompletnie pozbawioną empatii i robię tylko to, co muszę, nie wychylam się i nie staram czegokolwiek zmienić na siłę. Najtrudniejsze dla mnie było wytłumaczenie uczniom, dlaczego mają uczyć się mojego przedmiotu, ale nauczyłam się odpowiadać na takie pytania :)

Ciasteczkowyrafalek Odpowiedz

Bzdura! Wstaje o 5 rano żeby sprawdzać sprawdziany w klasach 1-3? Wraca z rady o 23? Nie wiem gdzie Twoja mama jeździ na te rady ale wiem z doświadczenia, że takie rady trwają maksymalnie 3 godziny. Nudzi się już narzekanie jak to oni mają ciężko , gdyż sami wybrali zawód. Nikt nikogo na siłę nie pchał do szkoły. Moja żona uczy w szkole średniej 15 lat i powiem Ci szczerze, że te pieniądze są adekwatne do czasu spedzonego w pracy. Mnie obowiązuje Kodeks pracy i nie mam dwumiesięcznych wakacji i ferii zimowych, a moja żona właśnie skończyła dwutygodniowa labe.

Iris123

To ciekawe, bo moja bliska ciocia, która uczy w liceum, technikum i zawodowce musi wracać do szkoły już w sierpniu, więc wcale nie ma 2 miesięcy wolnego :) Do tego, gdy wraca do domu to sprawdza dodatkowo wszystkie sprawdziany i kartkówki, gdzie sprawdzenie jednego sprawdzianu nie zabiera tylko 10minut. Pomijam już to, że musi jeździć na różne wycieczki organizowane przez szkołę.

Pestgirl

Mam w bliskiej rodzinie nauczycieli. To z wyznania, jest niestety prawdą. Gratuluję rad trwających 3 godziny i gratuluję tego szczęścia, że ma się etat w jednym miejscu i nie trzeba zaliczać kilku nienormalnie długich rad z rzędu.

Ookami Odpowiedz

Cóż... Na większość tych żali można odpowiedzieć, że widziały gały jaki zawód brały. Na pozostałe odpowiedź brzmi: to po co mama robi więcej niż się od niej wymaga?
Oczywiście świadoma decyzja o zrobieniu czegoś nie sprawia, że człowiek automatycznie nie ma prawa narzekać. Ale może czas przemyśleć pewne sprawy i na przykład nie wydawać swoich pieniędzy na to, na co nie trzeba?

zxzxzx

A co proponujesz zrobić, kiedy wszyscy nauczyciele uznają, że przecież nie muszą robić nic ponad program i w ogóle to pewne rzeczy im nie pasują i zmienią prace? Kto będzie Brajanki uczył literek? Może ty?

AlicjaPiekary Odpowiedz

Szanuję nauczycieli, ale bawi mnie to, jak opowiadają ile oni nie siedzą nad tym i ile to pracy nie przynoszą do domu. Po tylu latach pracy to już się powinno mieć mniej więcej pogląd i plan każdych zajęć. Podstawa programowa nie zmienia się jakoś bardzo. To co oni robią czysto prywatnie, to ich sprawa. Skoro nie pracują 8-16, a mają wyrobić tyle godzin, to co za problem sprawdzać prace w szkole? Bo skoro np. Twojej mamie każą tam tyle siedzieć, to co ona tam robi, że rano sprawdza prace? Po kilku latach pracy to wbrew pozorom jest lajcik. A użeranie się z takimi dziećmi i rodzicami, to jedyny słuszny argument, że nauczyciele mają źle, jeśli chodzi o samą pracę (pensja to inna sprawa). Wpisane w ich zawód, współczuję mocno. Ale czas i przygotowanie do pracy to jednak no... no po prostu nie.

zxzxzx

A gdzie w szkole? W schowku na miotły? W pokoju nauczycielkim są inni ludzie, którzy utrudniają koncentrację, własnego gabinetu nikt nie ma poza dyrektorem.

Venrosa

Zupełnie się nie zgodzę. Podstawa się nie zmienia, ale podręczniki, metody - tak. Do każdej lekcji trzeba się przygotować, a więc: dodatkowe karty pracy, środki dydaktyczne... szczególnie w edukacji wczesnoszkolnej. Dodatkowo większość dzieci ma opinie z poradni: temu wydłużyć czas pracy, temu nie dawać złożonych zadań tekstowych, temu jeszcze coś. A później to szczegółowo opisywać, że teraz to Karolek czyta słowo w minutę, a nie minutę i 10 sekund. Dodatkowo: dekoracje, gazetki, kółka zainteresowań, imprezy i próby do nich. Spotkania zespołów nauczycielskich, powołanych przez dyrekcję i tworzenie ton dokumentów do tego. No i sprawdzanie prac, zadań, ćwiczeń...
Pewnie, można nic nie robić.

makomarmaid Odpowiedz

nauczyciele nie pracują w stałych godzinach 8-16 ale zaczynaja później lub kończą wcześniej wiec niech siądą wtedy w szkole i sprawdzą sprawdziany a nie wiecznie narzekają na branie pracy do domu

smoothies

No tak, bo nauczyciel nie ma swojego domu w którym musi posprzątać, nie musi zrobic zakupów, ugotować obiadu czy poprasować. Nie zawsze w planie nauczyciela pojawiają się okienka na których może sprawdzić testy, a przerwy to w większości dyżury lub szansa na wyjście do toalety ;)
Nie musi uczyć 50 klas żeby od 5 rano sprawdzać prace. Proszę pomyśleć o jednej klasie liczącej 25 uczniów z których każdy ma inny charakter pisma, podchodzi w inny sposób do pewnych zadań lub pytań. Zakładając, że nauczyciel cudem sprawdza jedną pracę w 3 minuty (mało prawdopodobne) nadal daje nam to 75 minut - a to tylko jedna klasa :)

takitamtrol

smoothies przecież nauczyciele 1-3 mają luz. Ile niby mają tych sprawdzianów w tygodniu, z 2 lub 1? Jeśli jest to matematyka lub test abc sprawdzenie odpowiedzi zajmie z 2 minuty. To jest 50 minut na całą klase. Dużo? Wydaje mi sie że nie. Jedyna rzecz, która może wiecej czasu zająć to jest jakies dyktando, ale jak ja pamiętam to w calym roku szkolnym dyktand miałem może z 4-5
Wydaje mi się, że właśnie ze względu na czas sprawdzania.

jakwolisz

@AbrahamLinkoln dokładnie, też na to zwróciłam uwagę. W klasach od 1-3 nie pisze się tak dużo sprawdzianów, jeśli w ogóle jakieś większe się zdażą, coś trochę naciągane.

zxzxzx

Raz sprawdzałam sprawdziany z matematyki z 6 klasy podstawówki. Jednej klasy integracyjnej, a więc mniej licznej niż zwykle i... zajęło mi to dwa popołudnia. Poza sprawdzeniem czy finalny wynik jest dobry trzeba prześledzić cały tok rozumowania, bo raz, że może napisać jakiekolwiek bzdury, żeby było, że coś policzył, a potem wpisać cyferkę ze sprawdzianu sąsiada z ławki obok, a dwa, że jak wynik jest zły, to od tego w którym miejscu i jak bardzo się pomylił zależy czy dostanie ułamek punkta. Także to nie jest do zrobienia na jednej przerwie. Poloniści mają jeszcze gorzej, bo w końcu do tego wszystkiego co sprawdzają inni dochodzą jeszcze wypracowania. W sumie to chyba najlepiej uczyć wuefu, bo chociaż kartkówek nie ma.

mompliss

Wy serio myślicie, że praca nauczyciela kończy się na sprawdzaniu testów? Przecież po pierwsze na zajęciach trzeba się przygotować, zebrać materiały, przygotować zadania do robienia itp. dodatkowo jest masa papierkowej roboty, która chyba zajmuje jeszcze więcej niż samo przygotowanie się do zajęć

Qzin Odpowiedz

Niewydolność rodzicielska u jego rodziców. Zgłosić i odebrać im dziecko. Nie chcemy kolejnego patusa.

BridgePlease Odpowiedz

Najwidoczniej Twoja matka nie radzi sobie z bachorkami. Skupia się na pierdołach - typu ozdoby świąteczne - a nie na przekazywaniu wiedzy. Sama jest sobie winna.

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie