#1NX9O
Wsiedliśmy, jedziemy. Nagle syn dostał napadu złego humoru. Przyznam, że byłam tak zmęczona, że w sumie miałam to gdzieś. Próbowałam go uspokajać, ale tak bardzo chciało mi się spać...
Nagle zauważyłam, że siedząca bliżej kierowcy młoda kobieta dosłownie morduje mnie wzrokiem. Nie wiem czemu, ale jej spojrzenie było tak sugestywne, że poczułam się potwornie głupio i natychmiast opamiętałam. Dotarło do mnie, że dzieciak wyjący od 15 minut w autobusie pełnym ludzi to jednak nie jest to i moje zmęczenie jest tyle samo warte, co innych. Próbowałam jak najszybciej go uspokoić, ale wstyd dosłownie mnie sparaliżował. A młody jest dzieckiem, którego nie można ot tak ugłaskać, gdy się wkurzy.
Serce podjechało mi do gardła, gdy tamta kobieta wstała i ruszyła w naszą stronę. Byłam pewna, że sprawiedliwie mi się oberwie... ale ona po prostu tak zagadała mojego potworka, że jak nigdy wcześniej nagle, ot tak, zamienił się w małego aniołka. Była tak ciepła, zabawna, serdeczna, ale i stanowcza. Dosłownie zaczarowała go. Ale wcale mi nie ulżyło, bo z jej oczu zionęła taka nienawiść...
Wysiadła na tym samym przystanku co my i pomogła mi jeszcze wynieść wózek. Dławiąc się własnym językiem podziękowałam jej, komplementując ile tylko mogłam. Wysłuchała i powiedziała "Nienawidzę takich jak pani i pani bachor. Wystrzelałabym was wszystkich i dopiero była szczęśliwa" po czym wesoło pożegnała się z synem i sobie poszła...
O Boże, jak mi wstyd...
Też bym się wkurzyła jakby dziecko się darło, a rodzic nie reagoawał. Mam sporo wyrozumienia jeśli rodzic próbuje uspokoić dziecko, ale mu nie wychodzi, doceniam staranie i wiem, że czasem jest ciężko dziecko uspokoić. Ale jeśli ktoś ma dziecko w nosie i reszte pasażerów to mnie cholera jasna strzela.
Mimo wszystko bardzo dobre podejście ze strony tej kobiety. Pomogła nie tylko sobie i Tobie, ale też wszystkim w autobusie. I nie sądzę, żeby to było takie otwarte "nienawidzenie", chyba każdy nie znosi wyjących smarkaczy.
Czyli nie ma rzeczy nie możliwych i młody jest dzieckiem, które jednak można ot tak ugłaskać, gdy się wkurzy.
@XX2411 ale nie każdy umie tak dziecko ugłaskać
@Peters Ale powinno się próbować a nie siedzieć bezczynnie i mówić sobie że "on taki jest"
@DwaNastroje, nie nazywaj mnie bogiem;)
Często bywa tak, że rodzic nie da rady uspokoić, a obca osoba tak, dlatego, że jest to nowa osoba dla dziecka, która się nim zainteresowała i wygrywa ciekawość...Dziecko lubi zainteresowanie, rozmowy, zabawianie, wiec taka nowa osoba jest bardziej ciekawsza od mamy, którą już zna i ma większe szanse na uspokojenie dziecka ;)
Powinno być ci wstyd. I wcale nie dlatego, że twoje dziecko płakało w autobusie, to czasem się zdarza i trzeba to zrozumieć. Powinno być ci wstyd dlatego że nawet nie próbowałaś go uspokoić. I myślę, że to właśnie twoja reakcja (a raczej jej brak) rozsierdziła tą kobietę znacznie bardziej niż płacz dziecka.
Też tak uważam
jednak jest to inna sytuacja jesli twoje dziecko płakało z niewiadomego powodu powinnaś chociaż próbować je uspokoić
Tyle tu mówienia, że podejście matki złe, że jednak dało się uspokoić dziecko i w ogóle. Kiedy syn miał dwa latka, jechałam z nim pociągiem. Pierwsze był jak zauroczony, coś nowego, ale po godzinie mu się znudziło i chciał wysiadać. Płacz, histeria, a jak już udało się go uspokoić to pociąg znowu stawał i mały chciał wysiadać. Stałam między przedziałami, by jak najmniej przeszkadzać innym pasażerom. Nie pomagało mi nic... Do chwili gdy przez przedziały przeszedł pan, który powiedział do małego jedno słowo... Nawet nie pamiętam jakie. Mój syn się zawstydził, uspokoił w sekundę i już nie płakał.
Obca osoba może zdziałać według mnie więcej niż rodzic, nie ważne z jakim podejściem, starczy, że coś powie.
Zgadzam się. Dzieci czasem po prostu nie słuchają rodziców i tyle. Sami to wiemy, bo kto się grzecznie słuchał rodziców niech pierwszy rzuci kamieniem ;) Obca osoba to dla dziecka nowość i ciekawość, dlatego słucha tej osoby. Matkę ma na codzień, wiec czasem właśnie obca osoba może zdziałać o wiele więcej ;)
Ja kiedyś codziennie jeździłam komunikacją do szkoły. Boże, jak mnie strasznie doprowadzały do szału wrzeszczące dzieciaki! Zwłaszcza jak matka siedziała w telefonie, albo plotkowała z koleżanką. Bywało, ze miałam wręcz ochotę przyłożyć takiej, mimo że jestem wielką przeciwniczką agresji.
Aczkolwiek muszę przyznać, że czasem umiałam zrozumieć matki. Nie te wyżej przeze mnie wymienione, ale właśnie te wyglądające na zmęczone. Krzyki nie denerwowały mnie mniej, ale też nie włączała mi się nienawiść do takiej kobiety.
Teraz jeszcze przyszła mi do głowy inna kwestia. Przecież małe dzieci (zwłaszcza przedszkolne) często mają fazy wymuszania rzeczy krzykiem (podpatrują zachowania innych, albo same zaczynają szukać granic w relacjach z rodzicami). To nie zawsze jest kwestią złego wychowania, bo właśnie wychowywaniem jest nie pozwalanie się szantażować tym krzykiem, prawda? Ja wiem, że to jest męczące dla otoczenia, ale z drugiej strony przecież najbardziej niewychowawcze jest uleganie takim próbom terroru.
Jeśli mam być szczera to naprawdę jest to dla mnie kwestia nie do rozwiązania. Mam na myśli to, że obie strony "konfliktu" mają rację. Niby co obcych obchodzą humory dziecka, ale dzieci to część społeczeństwa i nie da się ich wychować w piwnicy.
Sama nie mam dzieci i nie wiem jak bym postąpiła, ale przy wyznaniach o dzieciach często później mam takie rozterki.
Nie jestem fanką mówienia "dzieci to tylko dzieci" i niereagowania, ale z drugiej strony nie rozumiem co taka matka czasem może niby zrobić. Przecież nie uspokoi dzieciaka jak magiczną różdżką. Ludzie gadają, że za mało dzieci się rodzi, kto na emerytury pracować będzie a jak ktoś usłyszy płacz dziecka to zaraz histeria, że rodzic nie potrafi go magicznie uspokoić.
Kiedyś płakało dziecko w autobusie, matka próbowała je przytulać i uspokajać. Mój na szczęście już były chłopak powiedział że ona powinna coś zrobić. Ja się pytam "niby co?" a on "no jak to, przywalić pasem, to się uspokoi, teraz to takie bezstresowe wychowanie...".
Dlatego brawa dla tej kobiety, że POKAZAŁA, że dzieciaka da się uspokoić. "Była tak ciepła, zabawna, serdeczna, ale i stanowcza" - jak widać, ta pokazówka okazała się całkiem skuteczna, skoro przekazała, że potrzeba tutaj tych różnych, współgrających elementów zachowania.
Niektórzy rodzice nawet jeśli się starają, po prostu nie umieją dzieciaka doprowadzić do porządku, bo któregoś z tych elementów brakuje. Nawet, ot, tej stanowczości, która dla dziecka powierzchownie może być zła (bo np. nie da się wypłakać kupienia drogiej zabawki), a jednocześnie zapewnia stateczność reguł, gdy młodziak próbuje zaobserwować jak funkcjonuje świat, co prowadzi do zwiększenia poczucia bezpieczeństwa.
Oczywiście że nie zawsze da się coś zrobić żeby uspokoić płaczącego malucha. Mam dużo zrozumienia dla rodziców którzy próbują uciszyć swoje dzieci w miejscu publicznym, ale po prostu im się nie udaje. Ale tu nie mamy do czynienia z taką sytuacją. Matka po prostu olała płaczące dziecko i komfort innych pasażerów, ponieważ chciała się zdrzemnąć.
Wergil serio wyproszenie z autobusu? Chyba sobie żartujesz. Nie dosc ze w moim mieście płaci sie chore kwoty za przejazd autobusem to jeszcze ktoś z dzieckiem w wózku przykładowo nie ma jak się przedostać na drugi koniec miasta aniżeli autobusem i ma być zmuszona taka osoba iść całe miasto bóg wie ile czasu? Uśmiałam się. Równie dobrze samemu możesz wysiąść i pójść piechotą skoro dziecko, którego rodzic nie jest w stanie uspokoić ci przeszkadza. I możecie nazwać mnie madka inteligenci, bo chyba macie wodę zamiast mózgów. Myślicie że kiedyś jak w autobusie dziecko płakało to zaraz ktoś bluzgami rzucał w innych? Nie wydaje mi się żeby kiedyś społeczeństwo było tak mało kultularne żeby obrażać obcych sobie ludzi.
@Jamama Ja tez jestem za wypraszaniem z autobusu, gdy sytuacja jest powazna. W sumie Wergil wlasnie taka mial na mysli, a nie z powodu zwyklego krzykniecia dziecka. Jakis czas temu jechalam autobusem i wsiadla kobieta z dzieckiem, ktore juz na wstepie zaczelo krzyczec i biegac po autobusie. W pewnym momencie podeszlo do dziewczyny siedzacej obok mnie i zaczelo wyciagac do niej brudne lapy, piszczac przy tym i chyba oczekujac, ze obcy ludzie beda sie z nim bawic. Ta z kolei nie byla tym faktem zachwycona. Najlepsze jest to, ze matka siedziala obok kierowcy, a dziecko biegalo na srodku autobusu. Nie wiem co sie dzialo dalej, bo wysiadlam, ale w takiej sytuacji zupelnie nie obchodzi mnie czy taka matka ma czym innym jechac czy nie i w jakiej cenie sa bilety. To byla przesada i nie widze powodow, aby wszyscy pasazerowie mieli sie dostosowywac do jednej matki z dzieckiem, bo ona nie ma czym innym jechac. Wszyscy placimy za bilety, wiec naleza sie nam przyzwoite warunki, a zabawa w unikanie obslinionych, dracych morde bachorow, ktore jeszcze cie zaczepiaja jest juz spora przesada.
Noo, już widzę jak matka wyciąga w autobusie pas i leje dziecko...Ojj posypały by się komentarze, że matka katowała dziecko w autobusie :P
Mieszkam w Trójmieście. Wystrzelałabym dorosłych wracajacych z imprez, którzy też muszą wydzierać ryja...i za nic mają, że jest środek nocy, czasem i w środku tygodnia!
Ja mam dwie takie córeczki, 4 i 6 lat, tak więc znam ten ból...