Mam męża, który jest chory, przez tę chorobę ma ograniczone możliwości ruchowe. Kiedyś silny, pełen energii, teraz, zanim rano nie weźmie leków, ma problemy z podniesieniem kubka kawy. Jestem z nim szczęśliwa. Na początek znajomości ochrzaniłam go za „użalanie się nad sobą”, ale na szczęście to był tylko jego czarny humor (bo skoro nie może się wyleczyć, to przynajmniej się pośmieje). Był bardzo zadowolony, że w końcu ktoś traktuje go normalnie, a nie jak biednego kalekę. Kocham go bardzo. Wychodzimy razem na spacery, szukamy bardziej alternatywnych rozwiązań, które pomagają mu się rozruszać. Dzięki temu może w te wakacje będziemy razem jeździć na rowerze.
Szkoda tylko, że duża część znajomych odwróciła się od niego, jak zachorował. Powody: bo z nim już nie można było wyjść, zaszaleć jak wcześniej, albo nie wiedzą, jak się zachować.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie bez powodu mówi się, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Bardzo łatwo jest lubić kogoś, kto jest radosnym okazem zdrowia bez większych problemów w życiu.
Ludzie często nie wiedzą, jak się zachowywać wobec ciężko chorej osoby.
"Normalnie" - najczęściej słyszę.
Jasne. Normalnie będę marudzić, że sobie stłukłam palec i mnie boli, kiedy wiem, że masz raka kości i od kilku miesięcy jesteś na morfinie, żeby nie oszaleć z bólu.
Normalnie będę opowiadać o planach na wakacje, kiedy wiem, że w zeszłym tygodniu wstałeś z łóżka ostatni raz w życiu.
Najlepiej by było "normalnie", ale to jest i trudne i bolesne i przykre. Da się przyzwyczaić i nauczyć, ale zdrowy człowiek nie wie, jak nie robić choremu przykrości.