#1tnIv

Tuż przed Sylwestrem dostałam nowinę – moja mama ma raka. To nie tak, że się nie spodziewaliśmy – spośród siódemki jej rodzeństwa żyje trójka (dwoje ma nowotwór, trzeci nie chce się badać), pozostałe grono zmarło z podobnych przyczyn.

Od pół roku wszystkim z rodziny radzę, żeby się zbadali – taka prewencja pozwoliła na szybkie zdiagnozowanie mamy, po operacji ma się dobrze. Rodzina od strony mamy jest liczna, mam kilkanaścioro sióstr/braci ciotecznych, którzy mają dzieci, które mają dzieci. Przekonałam kilkoro na badania genetyczne. Idą razem, rodziną – w kupie siła. U jednego ukazały się zmiany, reszta zdrowa, do kontroli za rok.

I mimo że nowotwór jelita grubego pojawia się zwykle po 40 roku życia, życie dało mi jedną szansę na kilkadziesiąt tysięcy – mam go. Poszłam na badania w tajemnicy, mając 25 lat, i okazało się, że jestem w stadium pozwalającym jedynie na resekcję dużej części jelita grubego, pozostawiającym mnie z workiem stomijnym. Tak na wszelki wypadek, gdyby mi się zachciało żyć po utracie połowy rodziny, chorej mamie, problemami osobistymi i depresji, którą dopiero postanowiłam leczyć. Na życie z „wyrokiem” się nie zgadzam.

Przykro mi, kiedy myślę ze spokojem o własnej śmierci. Śmierci pod warunkiem, że moi rodzice już nie będą żyć. Nie chcę im robić przykrości własną śmiercią, ale wciąż nie potrafię powiedzieć im prawdy.
Torototo Odpowiedz

Jest na pewno osoba, której na Tobie zależy i której możesz powiedzieć. Wiem, że Twoja sytuacja nie jest kolorowa i dużo przeżyłaś ale depresja jeszcze dodatkowo blokuje jakiekolwiek pozytywne wizje życia i przyszłości. Zalecam Ci jednak podzielić się z kimś tą tajemnicą.
Ja bym wolała, żeby osoba z mojej rodziny mi powiedziała, gdyby była taka sytuacja.

Dodaj anonimowe wyznanie