Hobbystycznie tworzę drzewo genealogiczne mojej dość licznej rodziny. Nie jest to łatwe, bo w latach powojennych krewni rozjechali się po całej Polsce i z wieloma z nich urwał się kontakt. W miarę możliwości jeżdżę po parafiach i urzędach zbierając jakiekolwiek informacje, nawiązałam też kontakt z kilkoma osobami z dalszej rodziny. Dziś dowiedziałam się, że ja i mój narzeczony mieliśmy wspólną prababcię... Cóż, czasem chyba nie warto drążyć.
Dodaj anonimowe wyznanie
Dziwne, że wcześniej do tego nie doszliście.
To by I tak wyszło na weselu jak byście zaprosili wszystkich żyjących krewnych albo niedługo potem. To nie jest zabronione i chorobami genetycznymi raczej nie grozi. Mnie bardziej interesują te księgi parafialne. Czy każdy tak może przypuśćmy , dać proboszczowi ofiarę na kościół i bez ograniczeń grzebać w przeszłości , niekoniecznie swojej?
Nie zgadzam się. Nawet takie pokrewieństwo może grozić chorobą Stargardta, powodującą postępującą utratę wzroku. Wprawdzie ryzyko jest niewielkie, ale nie zerowe.
@Alflen, mój wujek robił drzewo genealogiczne jeżdżąc po małych parafiach. Przed RODO dawali mu całą księgę i "proszę sobie szukać". Po RODO, musiał powiedziec konkretnie imie i nazwisko i daty związane z tą osobą (np rok czy rok i miesiąc urodzenia) by mozna było ją odszukać i wtedy przedstawiciel parafii zakrywał wszystkie inny wpisy i pokazywał tylko ten jeden.
takie kombo spokojnie przejdzie. U mnie w rodzinie młynarskiej związek małżenski zawarło rodzenstwo stryjeczne tzn matka była z domu x a ojciec z y mieli córke z nazwiskiem y a brat tej matki z x miał syna z nazwiskiem x no i też przeszło, nikt nie umarł przed czasem. Nie dotyczy to tej gałęzi z której ja pochodzę ale jednej z gałęzi pobocznych naszego baaaardzo rozgałezionego drzewa.