#2CZnR
Moich rodziców miała powiadomić szkoła. Były to czasy, gdy na wsi był jeden telefon (zwykle u sołtysa), a o komórkach nikt nie słyszał. Ze szkoły zadzwonili więc do naszej sąsiadki, by ta przekazała wiadomość mojej mamie. Nie wiem czy z przejęcia, czy z roztargnienia, ale sąsiadka wszystko źle zrozumiała i przekazała mojej mamie, że nie żyję.
Gdy moja mama to usłyszała runęła jak długa na betonowy chodnik przed domem. Uderzyła się w głowę i straciła przytomność. Sąsiadka wezwała karetkę, a tam lekarz stwierdził podejrzenie wstrząśnienia mózgu. I tak oto obie wylądowaliśmy w szpitalu z tego samego powodu. Ja na oddziale dziecięcym, a mama na tym dla dorosłych.
Wstyd, ale się z tego śmieję