#vtHvy

Dwadzieścia lat temu poderwałem wspaniałą kobietę, z którą tworzymy udane małżeństwo. Jestem od niej wyższy o około 40 cm, ale nigdy nam to nie przeszkadzało. Wczoraj syn (14 lat) wrócił ze szkoły i powiedział, że mnie nienawidzi. Że „zmarnowałem moje dobre geny” i teraz wszyscy się z niego śmieją, bo jest najniższy w klasie. Jak żyć, panie premierze?

#H4LM3

Kiedy miałem 22 lata, nigdy wcześniej nie miałem dziewczyny, nie całowałem się, o zbliżeniach nie wspomnę. Czułem się strasznie samotny. Po śmierci mamy byłem totalnie pogubiony i chciałem w końcu zaznać bliskości, więc poszedłem do prostytutki. Znalazłem ogłoszenie, w którym pani na zdjęciu wyglądała bosko, wiekiem była dojrzała, a więc doświadczona, z droższej półki, bo chciałem mieć usługę wysokiej jakości. Jednak drzwi otworzyła mi kobieta na oko o 10 lat starsza, niż podawało ogłoszenie, zupełnie nie przypominała kobiety ze zdjęć, była gruba i brzydka. Pomyślałem, że już nie ma wyjścia i muszę iść w to dalej. Byłem tak zestresowany, że nawet nie mogłem „stanąć na wysokości zadania”, ona próbowała zadowolić mnie ustami, ale używała do tego także zębów i było to koszmarne doświadczenie.

Pół roku później byłem na masażu erotycznym i to była zupełnie inna liga. 
Niecały rok później poznałem moją obecną żonę. Nigdy jej się do tego nie przyznałem. Powiedziała mi kiedyś, że gdybym z takich usług skorzystał, to by się w życiu ze mną nie związała i brzydzi się takimi facetami. Nigdy jej się do tego nie przyznam. Z drugiej strony jest to nieuczciwe, bo np. ona mi wyznała już na samym początku związku, że kiedyś po trawce i piwie dała się koledze ze szkoły namówić i poszła do niego w wiadomym celu, choć nic ich nie łączyło. Podobno spanikowała i uciekła, gdy zaczynali. Teraz mówi, że żałuje tamtej sytuacji, ale to nie ma znaczenia, tym bardziej że najpierw mówiła mi, że jestem jej pierwszym partnerem, a nie do końca tak było. Mimo wszystko czuję się źle z tym, że ona odważyła mi się do tego przyznać, a ja nigdy nie wyjawiłem jej całej prawdy o swojej przeszłości,

#EA9Ge

Nie rozumiem podziału niemowlęcych ubrań na dziewczęce i chłopięce. Oczywiście są wyjątki, jak ubrania z napisami np. „córeczka tatusia”, są też sukienki, body-sukienki, pajacyki-garnitury, ale ogół ubrań jest neutralny płciowo.
Nie miałam wielu okazji kupowania ubrań dla córki, bo dostałam z drugiej ręki i po dziewczynkach, i po chłopcach. Ostatnio koleżance, która ma syna trochę starszego od mojej, spodobało się jej białe body z obrazkiem kota. Weszłam na stronę producenta i nie znalazłam, więc pomyślałam, że takie się skończyły. Ale nie, trzeba było kliknąć artykuły dziewczęce i się pojawiło. Nie wiem, co w tym body dziewczęcego.
Wczoraj poszłam z młodą kupić czapkę, bo tak się złożyło, że z dwóch w tym samym rozmiarze jedna była za mała, a druga za duża. Ekspedientka nie znalazła nic odpowiedniego, ale pokazałam jej jeden model z wystawy. Spojrzała na mnie wrogo i mruknęła, że to dla chłopca. Był rozmiar, więc i tak wzięłam. To, że czapka jest ciemnozielona, naprawdę nie znaczy, że dziewczynka nie powinna jej nosić.
Co innego starsze dzieci, kiedy w przedszkolu stają się częścią grupy i chcą być jak rówieśnicy, ale niemowlętom jest wszystko jedno, a rodzicom powinno zależeć, żeby ubrania były wygodne i praktyczne, zresztą starczają na jakieś 3 miesiące i trzeba całą garderobę wymieniać. Po co dodatkowe ograniczenia?

#aTHYV

Chęć bycia doskonałym wprowadziła mnie w stany lękowe, stany paranoidalne i głęboką depresję. 
Zacznijmy od tego, że Marcelek, 10 lat, idzie do 4 klasy, pierwsze oceny itp. I porypana presja ze strony rodziców, żeby zawsze była szóstka, babcia też każe się uczyć: „Masz być najlepszy we wszystkim, będziesz lekarzem”. Pisałem test, dostawałem szóstkę minus i był smutek i żal, a potem zaczęło to przechodzić na każdy aspekt mojego życia. Za każdym razem, jak przegrałem, miałem wrażenie tego obrzydliwego wzroku innych, doszło do tego, że pomyślałem, że każdy mnie nienawidzi. Dziś? 19 lat, depresja od ponad 5, od paru miesięcy psychiatra i psycholog, na szczęście jest coraz lepiej. Pozdrawiam wszystkich ludzi dobrej woli, odpuśćcie sobie troszkę. Ta chęć bycia najlepszym we wszystkim to najgorsze, co możecie zrobić.  Uzależnianie poczucia własnej wartości od osiągnięć, niedawanie sobie czasu i przestrzeni – konieczna jest tutaj umiejętność dystansowania się od świata i rzeczy, na które nie mamy wpływu. Miejcie balans, jest nas prawie 9 miliardów (albo już przekroczyliśmy tę liczbę) i zawsze będzie ktoś z lepszym startem. Jebnijcie się na wyro, otwórzcie paczkę czipsów, zapalcie szluga, wypijcie piwo i posłuchajcie dźwięków ukulele, po czym obejrzycie sobie komedie (czasami trzeba, żeby nie zwariować).

#gkNNK

Historia wydarzyła się na wsi, kilkadziesiąt kilometrów od dużego miasta. Rolnik odrolnił swoją ziemię nad jeziorem i sprzedał działki pod budowę domów. Na czterech działkach dosyć szybko wybudowaliśmy się my oraz trzy inne małżeństwa. Idylla w pięknym otoczeniu, w oddaleniu od ludzi. Do najbliższego sklepu trzeba było jechać samochodem, tak samo do innych zabudowań. Nic dziwnego, że bardzo zżyliśmy się w naszym małym sąsiedzkim gronie, w końcu dosyć mocno wszyscy od siebie zależeliśmy. Jak się okazało, nasze bliskie, a nawet zbyt bliskie relacje stały się przyczyną upadku naszego małego raju. Jeden z sąsiadów okazał się niezwykle skutecznym wiejskim Casanovą i w ciągu kilku lat, kiedy tam mieszkaliśmy, nawiązał intymne relacje z dwiema sąsiadkami. Całość wyszła na jaw nagle i gwałtownie i zakończyła się trzema sprawami rozwodowymi oraz trzema domami wystawionymi na sprzedaż.

Do tego momentu historia nie dotyczyła jakoś bardzo mnie i mojej żony, oprócz tego, że trzy pary naszych znajomych rozwodzą się jednocześnie. Jednak moja żona, która w nie do końca uświadomiony sposób uważała się za atrakcyjniejszą niż sąsiadki, utraciła swoją pewność siebie i nosi w sobie jakąś zadrę, że sąsiad nawet nie próbował niczego z nią. Mimo całego jej rozsądku gdzieś w środku ją to dotyka i to jeszcze bardziej podkopuje jej pewność siebie, bo jak sama twierdzi, jak to może być, że „dorosła kobieta ma focha, że facet, który jej nigdy nie interesował, nie próbował z nią nawiązać romansu”.

Kulminacją anonimowości jest to, że próbował nawiązać romans ze mną, ale tak mnie to zawstydziło i zniesmaczyło, że nikomu o tym nie mówiłem.

Tak więc sobie żyjemy i czekamy na nowych sąsiadów. Chyba tym razem zachowamy większy dystans.

#fXyTF

Moja matka zostawiła mnie i tatę, gdy miałam 4 miesiące, odchodząc do innego mężczyzny. Według dokumentów pielęgniarki środowiskowej nie chciała mieć ze mną nic do czynienia od chwili moich narodzin – mimo że wcześniej bardzo cieszyła się, że jest w ciąży. Wiem, że mogła mieć depresję poporodową, ale miała dosłownie wsparcie wszystkich dookoła, mojego taty, rodziny taty, pielęgniarki. Pewnego dnia podobno po prostu wyszła i już nie wróciła, zostawiając mnie samą na ponad 8 godzin, zanim tata wrócił z pracy. Tata codzienne potem podjeżdżał z wózkiem pod dom tego mężczyzny, w nadziei, że matka wyjdzie i choć trochę się do mnie zbliży. Nic bardziej mylnego, a mijały miesiące.
Pewnego dnia tata poszedł sam, by z nią porozmawiać. Miałam wtedy 9 miesięcy. Znalazł ją na ulicy, już martwą. Po sekcji zwłok okazało się, że był to nieleczony tętniak. Tamten mężczyzna jak szybko się pojawił w jej życiu, tak znikł – to tata poinformował jej rodzinę o śmierci. Nie wiedzieli nawet o moim istnieniu.
Tata przez lata chodził ze mną do niej na cmentarz, mówiąc o niej same pozytywne rzeczy, że mnie kochała itd., nie mówiąc prawdy o tym, co się naprawdę wydarzyło. Zmarł, jak byłam nastolatką.
Prawdę odkryłam przypadkiem, gdy miałam 19 lat. Znalazłam w starych papierach wypisy z przychodni, w tym opisy ze szpitala w dniu moich narodzin, a później pielęgniarki środowiskowej. Co gorsze, niektórzy z rodziny wiedzieli i też milczeli przez te lata – a mi świat w momencie czytania tych dokumentów się zawalił. Elementy układanki ułożyły się w całość – dlatego nie miałam żadnych zdjęć z matką, dlatego nikt nic „nie wiedział” o matce, dlatego nie zostały po niej rzeczy.
Teraz mam 23 lata, robię się z twarzy strasznie podobna do niej, nienawidzę tego. Mam ochotę zrobić sobie operację plastyczną, byle by tylko usunąć wszystkie cechy mi o niej przypominające. Na cmentarz chodzę o wiele rzadziej niż przedtem. Czuję złość. Rodzina taty i ludzie, którym się zwierzam, mówią, żebym tego tak nie przeżywała – że to było lata temu, że mogła to być wspomniana depresja poporodowa. Że muszę wybaczyć. Nie potrafię. Nie chcę. Tata bardzo kochał mamę, kochał też mnie, a dla matki to nic nie znaczyło. Bo wychodzę z założenia, że skoro była w stanie pójść cztery miesiące po porodzie do innego mężczyzny, to była w stanie podejmować świadome decyzje. A „dzięki” jej decyzjom (ignorowaniu mojego płaczu, niechęci, aż w końcu zostawienia) po dziś dzień borykam się z ograniczonym zaufaniem i problemami w nawiązywaniu relacji – mimo że jej nie pamiętam. Nie życzę jej szczęśliwego dnia mamy.

#FmAcR

Będąc dzieckiem, mieszkałam z rodzicami w bloku. Pewnego razu, kiedy byłyśmy z mamą same w domu, zadzwonił domofon. Nic niezwykłego. Może ktoś idzie do nas z wizytą albo ktoś zapomniał klucza, a może listonosz/kurier/Jehowi... cokolwiek. Ale to było bardziej niż „cokolwiek”.

Mama odbiera, a mężczyzna w słuchawce pyta, czy może wejść na górę (mieszkaliśmy na pierwszym piętrze) i pożyczyć.... długopis!  Mama powiedziała, że jeżeli potrzebuje długopisu, to niech kupi go sobie w sklepie naprzeciwko (akurat był tam sklep papierniczy, a obok spożywczy).

Miałyśmy to szczęście (i nieszczęście), że nasze okna wychodziły akurat z przodu budynku i mogłyśmy zobaczyć, kto stoi na dole i dzwoni domofonem. Wyjrzałyśmy dyskretnie, nie odsłaniając firanki. To było bardzo dziwne, bo ten facet stał tam cały czas i się kręcił, spacerował. Nie znałyśmy go. Trochę się martwiłyśmy, co to za typ, bo zdarzały się już dziwne akcje, że przychodzili do bloku różni ludzie i łapali za klamkę. My zawsze zamykaliśmy drzwi na klucz, nawet jak wszyscy byli w domu. Wam też radzę.

#dHbsP

Moja koleżanka miała zawsze bardzo ciekawe poglądy na temat zdrady. Mianowicie to w facetach tkwi problem, takiego co zdradził, od razu trzeba kopnąć w dupę. A kochanka? Kochanka nie jest niczemu winna, pewnie ma życiowe problemy, każdy czasem może zbłądzić, taka kobieta pewnie ma jakieś nierozwiązane sprawy z ojcem.
Swoje teorie tłumaczyła tym, iż została obdarzona nadludzkimi pokładami empatii, o której uwielbiała opowiadać niezależnie od tego, czy ktoś chciał jej słuchać, czy nie.

Niedawno okazało się, że jej mąż miał krótki, aczkolwiek bardzo intensywny romans (na obronę „kochanki” muszę dodać, że dziewczyna nie miała bladego pojęcia o istnieniu żony, serio). Jak to w życiu bywa, koleżanka dowiedziała się o wszystkim bardzo szybko. Wiecie, co podziało się z jej empatią? Z mężem pogodziła się błyskawicznie „bo to tylko facet i jest głupi”. Ale to, co zrobiła dziewczynie, przeszło ludzkie pojęcie. Otóż znalazła ją na fb, napisała do jej wszystkich znajomych, jaką to dziewczyna nie jest dziwką, ale było jej mało, więc nawiedziła jej rodziców, zrobiła awanturę, jej matce nawrzucała, że jak w ogóle może patrzeć na siebie w lustrze, skoro taki czarci pomiot wydała na świat. A samą dziewczynę na koniec poszarpała.

Teraz będzie miała sprawę o napaść, ale o swojej nadprzyrodzonej empatii nie chce już mówić.

#MiR00

Bardzo lubię chodzić do Złotych Tarasów tylko po to, żeby przyglądać się pracującemu w tamtejszym sklepie BARDZO niskiemu chłopakowi. Najczęściej zamówienia składam, tak by to on je przyjął (z tego też wiem, że prawdopodobnie pochodzi z Ukrainy). Jego energiczność i żywiołowość oraz zapał do pracy w porównaniu z jego niską, drobną posturą budzą we mnie spokój, wesołość, podziw. Stalkowanie go dosłownie mnie odpręża.
Dodaj anonimowe wyznanie