#3km4t

Początek roku akademickiego niósł za sobą pewne zmiany - nowe towarzystwo, więcej czasu poświęcanego nauce, życie w biegu z powodu dojazdów, mniej czasu. Od dłuższego czasu z ówczesnym chłopakiem nam się nie układało, ale pierwsza miłość, przywiązanie, a wręcz uzależnienie nie pozwalała mi tego zakończyć, mimo że sytuacja nie miała się lepiej (wyzwiska, niekiedy szarpanie, po czym znana piosenka, że ja już nigdy więcej - daj mi szansę). Trafiłam w stricte męskie środowisko (kierunek techniczny), gdzie przypadkiem "wypłynęło" zachowanie już teraz byłego, przez co nowo poznani znajomi pomogli mi zakończyć niekończącą się falę rozstań i powrotów kiedy już myślałam, że nie ma dla mnie nadziei. Wszystko fajnie, wolność, wsparcie, przyjaciel staje się kimś bliskim w niedługim czasie, ale gdyby naprawdę było wszystko w porządku, to dziś byśmy się tu nie spotkali.

Problem leży w moich dziadkach. Mój były, chociaż opowiadałam o jego występkach, był uważany za symbol wszystkich cnót i dóbr - "przy nim byłaś bezpieczna, wiedzieliśmy co się z tobą dzieje, gdzie jesteś, co robisz". W międzyczasie wyprowadziłam się od babci do mamy, w zasadzie jedną dzielnicę w mojej mieścinie dalej. Wtedy się zaczęło.
"Nie wiadomo co ona robi, z kim się zadaje. Oni ją wykorzystują, włóczy się po akademikach, pije, tabletki jej dają, molestują...". Gadka-szmatka, niby nic, aczkolwiek po jednej z tego typu kłótni, jak udostępniłam zdjęcie z korytarza na uczelni z grupką znajomych jedynie stojących wokół mnie co najwyżej z głupimi minami, dziadek zaczął opowiadać całej rodzinie na podstawie owego zdjęcia, że cały wydział mnie całuje i obściskuje na jakichś akademikach. Decyzja zapadła szybko - przynajmniej ograniczyć kontakt.

Niedawno jednak postanowiłam się udać do dziadka z okazji imienin, gdyż wcześniej dzwoniąc do mamy zaczął ją przepraszać i okazywał skruchę. Zaczęło się...
D: Co masz taki brzuch w tej bluzie? Na pewno tam nic nie masz?
Żona dziadka: Chcesz ciasta? Proszę. Może sałatkę jarzynową do tego? A nie chcesz śledzia? Śledzia, ogórka kiszonego? Przecież to tak pasuje...

Tak. W ich mniemaniu jestem w ciąży. Czekam na to w jaki sposób i kiedy dokonam aborcji, jak się okaże, że nie doczekają się porodu ich urojonego prawnuka.
Arcanum Odpowiedz

Spoko, ja byłam w ciąży ponad rok według sąsiadów i na pewno potajemnie wychowuję dziecko w piwnicy ;)

Serwatka31 Odpowiedz

Ja bym wyszła przed końcem imienin.

karolyfel Odpowiedz

Widocznie babcia jest w ciąży, skoro jej takie kulinarne kombo pasuje.

softkitty Odpowiedz

Skretyniali ci twoi dziadkowie. Olej głupich staruchów :)

bazienka Odpowiedz

wroc do nieutrzymywania kontaktu

Kiblossawka Odpowiedz

No ciekawie

Kiblossawka

Przynajmniej nie masz nudnego życia :D

Dodaj anonimowe wyznanie