#3x8RU

Piątek, początek marca, mrozy dochodzące do -18 stopni. W drodze do domu, kilometr od miasta, w którym mieszkam, znalazłam z koleżanką prawie zamarzniętego psa ze złamana łapą. Nie miałyśmy serca go tam zostawić, więc bez zastanowienia wzięłyśmy go do samochodu, żeby mu pomóc. Pojechałyśmy pod lecznicę weterynaryjną, zadzwoniłyśmy do doktora na telefon podany na drzwiach, ponieważ było już po 22. Weterynarz powiedział, że skoro tego psa znalazłyśmy, to on bez skierowania straży miejskiej nie może go przyjąć. Zadzwoniłyśmy na straż miejską z nadzieją ich pomocy, bo jednak od czegoś są. Okazało się, że jeśli znalazłyśmy go poza miastem (co z tego, że to tylko kawałek!!), to ich sprawa już nie interesuje i mamy sobie same poradzić, bo to już nie ich problem. OK. Zadzwoniłyśmy z powrotem do weterynarza, okazał się wyrozumiały i zgodził się obejrzeć pieska. I co? Łapa nadaje się tylko do amputacji. Dał mu zastrzyk przeciwbólowy i zrobił doraźny opatrunek.

Postanowiłyśmy spróbować w innym mieście i tym razem powiedzieć, że psa znalazłyśmy na terenie miasta (jak bardzo trzeba kłamać, żeby otrzymać pomoc?). Straż miejska oczywiście nie odbierała, więc pojechaliśmy pod ich budynek, paliło się w nim światło, widać było, że na 100% ktoś tam jest. Kiedy zapukałyśmy do drzwi, światło momentalnie zostało wyłączone i nikt nie raczył się odezwać. Poszłyśmy na policję zapytać co z tym zrobić, kazali zadzwonić do schroniska. OK, zadzwoniłyśmy. Co nam powiedzieli? Że oni bez papierka że straży miejskiej psa nie przyjmą. Błędne koło. Sorry, taki mamy klimat. Na dworze -15 stopni, załóżmy, że żadna z nas nie może wziąć go do domu. Co w takim wypadku? Pan w schronisku powiedział podobnie jak straż miejska, że jego to nie obchodzi i mamy sobie jakoś poradzić przez weekend i zgłosić się w poniedziałek. Dodam, że w lecznicy weterynarz powiedział nam, że bez amputacji pieskowi zostały 3-4 dni życia, bo rana zaczynała już gnić.

Dziękuję służbom w Polsce za takie podejście. Obojętność i znieczulica coraz bardziej obejmują władzę nad światem. Aktualnie piesek znajduje się u mnie. Nie wiem, co będzie jutro, pozostaje tylko czekać co z tym dalej.
Rozumiem, że nie wszystkich obchodzi los zwierząt, ale do zadań straży miejskiej należy między innymi zajmowanie się znalezionymi zwierzętami, bo to oni mają podpisane kontrakty z lecznicami.
Odpowiedz

Uaktualniam wyznanie : zebrane zostały pieniądze na amputacje, jednak przy dokladniejszym badaniu okazało się że piesek miał roztrzaskany kręgosłup i miednice, 2 pociski z wiatrowki w ciele, a w przypadku lapki nie było to złamanie, ktoś celowo najprawdopodniej tasakiem starał się ja odciąć. Piesek został uśpiony a ja z koleżankami w ciągu jednego dnia tak roznioslymy informacje wszędzie, że znalazlysmy właściciela mimo że mieszkał 60 km dalej i sprawa została przekazana już policji :)

PopielatyPuchon

Jestem z was tak cholernie dumna!:)

JulesXIII

Czasem chciałabym żeby takiemu właścicielowi zrobić podobna krzywdę co zwierzakowi - albo każdemu kto krzywdzi zwierzaki. Niedawno straciłam kota i jak usłyszałam od taty że być może go ktoś potrącił to momentalnie zaczęłam wymyślać co zrobię temu kto mi kota skrzywdził. Ostatecznie okazało się, że prawdopodobnie kicia miała zawał, więc raczej niczyja wina, ale byłam gotowa znaleźć winnego i doprowadzić do tego żeby cierpiał podobnie.

Wiem, mało chrześcijańskie, ale dla mnie zwierzak był członkiem rodziny, którą zawsze będę bronić.

wergil

A skąd wiesz, że ktoś tego kota specjalnie przejechał? (hipotetycznie) Zdarza się, że zwierzęta pchają się same pod koła i nic się nie poradzi.

wilczek24

@Werka2626 Nie jestem bardzo wrażliwym człowiekiem ale o ja pierdziele

TataKazika

JulesXIII no jasne, przecież winny jest kierowca który potrącił zwierzę, a nie właściciel, który nie pilnuje swojego zwierzaka ( którego podobno kocha). Mieszkam na wsi i nie ma nic gorszego niż psy, które biegają po ulicy.

SzybkieKonto

@JulesXIII Chyba znam jakąś inną definicję słowa " bronić "

BellaIza

Wydaje mi się, że autorkę moooocno poniosła fantazja.
Zacznijmy od tego, że wystarczyło zadzwonić do pierwszej lepszej fundacji, która z pewnością zajęłaby się psem. Nikt o tym nie pomyślał?
Po drugie - zebrała pieniądze na amputację? Sama, bez udziału fundacji? W krótkim czasie? Mimo, że fundacje miesiącami zbierają pieniążki na chore zwierzęta, autorce jednak jakimś cudem udało się to tak szybko.
Najpierw zebrali kasę, a potem dopiero przeprowadzili dokładne badanie. Genialne. To ciekawe skąd wiedzieli ile dokładnie pieniędzy zebrać.
Żaden profesjonalny weterynarz nie przegapiłby dwóch pocisków w ciele, uszkodzonego kręgosłupa i łapy odciętej tasakiem. Poważnie, ludzie, wy w to wierzycie?
I odnaleźli właściciela - tiaaaaaaa. Nic nie robiły, tylko szukały tego właściciela. Setki fundacji w całej Polsce na co dzień szukają właścicieli poszkodowanych zwierząt, zazwyczaj bez skutku, ale nasza anonimowa gwiazda w krótkim czasie akurat tego odnalazła.
Lepsze bajki w dobranocce widziałam.

Hikikomori

Do fundacji w nocy w weekend? Myślisz, że fundacje mają całodobowe biura w każdym miasteczku? Załatwianie weterynarza z fundacji dla chorego kociaka z mojego bloku trwało tak długo, że kociak zmarł dwa dni przed jego przyjazdem.
Amputacja nie jest aż tak droga, wystarczy, że przeszły się po kilkunastu znajomych. Weterynarz powiedział, że amputacja jest konieczna i trzeba wykonać na już, więc skupiły się na organizowaniu amputacji, jak już miały pieniądze, to weterynarzowi nie był potrzebny papierek od straży miejskiej, więc zrobił porządne badanie, zamiast prowizorki w postaci bandaża.
Fundacje mają mnóstwo zajęć, nie mają szans skupić się na jednym konkretnym wypadku maltretowanego zwierzęta. W tym przypadku kilka osób skupiło się na odnalezieniu właściciela. Wystarczyło, że trafiły na człowieka który rozpoznał psa, a jego właściciel był w jakiś sposób charakterystyczny.

BellaIza

Pie#dolenie. W takie bajeczki to ja nie uwierzę moja droga. Głównie dlatego, że sama jestem wolontariuszką w fundacji i znam realia.
W niedzielę, nocą, jechałyśmy do kota z wypadku komunikacyjnego, kiedy zadzwoniła zapłakana dziewczyna. Niby nie nasza działka, niby miejsc brak, ale nikt nie odmówił.
I jeszcze chcesz mi wmówić, że pies z roztrzaskanym (cytat dosłowny) kręgosłupem dożył zebrania kasy? I nie zdradzał żadnych symptomów w stylu paraliż, wymioty, brak łaknienia. I totalnie nikt nie zauważył odciętej łapy. No pewnie. Patatajały tam też jednorożce.
Jak chcesz opowiadać takie bzdury - opowiadaj je swoim dzieciom na dobranoc.

Euphemyrose

Okolice Ciechanowa?

Zobacz więcej odpowiedzi (8)
Lubiemienso123 Odpowiedz

Zachowałaś się jak przykładna obywatelka. Order porządnego polaka trafia do ciebie

klkr

Przepraszam, ale słowo "Polak" zapisane małą literą razi w oczy oraz wręcz świadczy o braku szacunku wobec polskiego narodu, a zgaduję, że nie było to Twoją intencją. Proszę, zwracaj na to uwagę.

Lubiemienso123

Sorki za błąd !

klkr

W porządku, wybaczone ;)

PopielatyPuchon Odpowiedz

Piękna postawa! :)

Blackwidowzxc Odpowiedz

Autorka wyznania nic nie wymyśliła. Widziałam posty na portalu społecznościowym o tym piesku. Wszystko co zostało opisane to prawda.

Jednak zawsze znajdzie się ktoś taki jak @Bellalaza wyżej, kto będziesz szukał we wszystkim kłamstwa. :)
Jesli ktoś chce coś osiągnąć to uda się, sama w to nie wierzyłam, że w tak krótkim czasie go znajdziemy a jednak :)

Pressia Odpowiedz

Ludzi, którzy krzywdzą zwierzęta, mordowałabym bez zastanowienia.

klkr

Zdecydowanie nie jestem za mordowaniem takich odpadów społecznych, znajmy umiar, jednak... istnieje ogromna różnica pomiędzy człowiekiem pracującym w rzeźni (zabijającym dla jedzenia, pieniędzy) a psychopatą znęcającym się nad bezbronną istotą, bo chce i może. To bardzo wiele mówi o takim degeneracie. Naprawdę bardzo wiele. Najprawdopodobniej zwierzę nie jest przez takich katowane, bo jest zwierzęciem, a dlatego, że się nawinęło - tak samo jak "nawinąć się" może dziecko, słabsza fizycznie kobieta, osoba starsza... Takich powinno się izolować.

tawysniona Odpowiedz

Brawo, takich ludzi trzeba.

klkr Odpowiedz

"Rozumiem, że nie wszystkich obchodzi los zwierząt..."

A ja nie rozumiem. To również żyjące stworzenia, odczuwające ból tak samo jak my. Nikt nie musi mieć swojego prywatnego stada w salonie, ale udzielenie pomocy opisanej jak w wyznaniu uważam za wyraz po prostu szacunku dla życia. Bo uwaga, mimo że pies dla wielu jest "gorszy" od człowieka, to powolne umieranie w rowie odczuwa tak samo.

Lezepodkoldro Odpowiedz

Miałam podobną sytuację, z tym, że piesek na szczęście był zdrowy, tylko błąkał się po mrozie. Zazwoniłam na straż miejską to odrazu mi powiedzieli, że mogą powiadomić schronisko, ale nie obiecują, że ktoś przyjedzie (piątek wieczór), a najlepiej jak wezmę psa do siebie, bo kto to widział go szukać później po wsi. Poinformowałam pana, że nie mam takiej możliwości, nie mieszkam u siebie a dodatkowo mamy tutaj już 2 psy i 2 mniejsze zwierzątka, to odpowiedź pana można streścić do "to po co d*** zawracasz". Udało się jakoś przechować psa w kotłowni i zaczęliśmy sami szukać przez internet właściciela psa lub nowego domu, gdy przez weekend się nie udało niestety w poniedziałek musiałam poinformować schronisko, obiecali przyjechać i dzięki Bogu nie przyjechali, bo tego dnia znalazł się nowy dom:) historia ma happy end, gdy przyjechali rano następnego dnia, powiedziałam, że przepraszam, ale już go nie oddam, bo jedzie do nowego domku :)

twitch Odpowiedz

szacun przeogromny dla Ciebie ! takie wyznania przywracają mi nadzieję w ludzi spowrotem

Docha Odpowiedz

Werka, jesteś cudowna!!
A co do służb i ich znieczulicy pozwolę sobie milczeć, bo niecenzuralne słowa by to były

Dodaj anonimowe wyznanie