#bLCzK

Bezdomny, ale nie taki śmierdzący, poprosił mnie o złotówkę na bułkę. Miałem czas, powiedziałem "spoko, podejdę do sklepu po coś do jedzenia". Zaszkliły mu się oczy ze szczęścia, przytulił mnie krótko i podziękował, powiedział, że poczeka.
Przy kasie w sklepie zorientowałem się, że nie mam portfela. Bezdomnego też już nie było.

#gTIrW

Ja i mój mąż zawsze się dogadywaliśmy. Mogłam na niego liczyć. Ostatnio jednak coraz częściej się kłócimy. O naszego syna.

Miłosz ma 3 latka i o 2 lata starszą siostrę - Martę. Marta jest typową dziewczynką. Lalki, ubranka, róż i brokat.A Miłoszek chce bawić się tym samym co siostrzyczka.

Gdy idę do sklepu z dzieciakami i każdy może wybrać sobie jedną drobną rzecz, to nie mam pretensji do synka, że bierze sobie coś co jest teoretycznie zabawką dla dziewczynek.

Mój mąż notorycznie kupuje małemu czołgi i samochodziki, a on po prostu się nimi nie bawi!
Ostatnio coraz częściej słyszę, że robię z naszego dziecka babę i że przeze mnie będziemy mieli syna geja.

Cholernie przykro słucha mi się tego, bo nie mam zamiaru zmuszać Miłoszka do tego, by bawił się samochodami, bo chłopcy tak muszą.
I mam dość patrzenia na to, jak ojciec na siłę próbuje dziecku wmówić czym może się bawić, a czym nie.

#0ZDQU

Mam 32 lata i niedawno moje życie zmieniło się o 180°.

Zacznę może od tego, że jestem zdecydowanie nieatrakcyjny dla kobiet: 170 cm na granicy niedowagi, zaawansowane zakola, krosty na twarzy, niesymetryczny nos. Z powodu urazu w dzieciństwie mam też jedną nogę krótszą, przez co chodzę w charakterystyczny sposób. Oczywiście próbowałem coś z tym zrobić, przetestowałem chyba wszystkie specyfiki na cerę i włosy ale nic to nie dało. Resztę wad być może dałoby się wcześniej zoperować ale barierą były koszty.

No właśnie, z powodów finansowych nie poszedłem na studia i łapałem się każdej dostępnej pracy. Do niedawna pracowałem na magazynie w typowym januszeksie i wynajmowałem pokój w kamienicy. Z wyżej wymienionych powodów żadna dziewczyna nie była mną zainteresowana, miałem krótką relację fwb w jednej z poprzednich prac ale nic poza tym.

Pół roku temu wygrałem w totolotka (mniejsza o kwotę). Kupiłem mieszkanie w nowym budownictwie, z pomocą doradcy inwestycyjnego zapewniłem sobie całkiem spory dochód pasywny. Resztę pieniędzy postanowiłem wydać na głupoty, trochę zaszaleć. Wziąłem auto w leasing i pewnego pięknego wieczoru udałem się do klubu. Oczywiście w najnowszych ciuchach z "odpowiednimi" metkami. Nie spodziewałem się cudów, ale już za pierwszym razem spędziłem noc z piękną dwudziestoparolatką. Od tamtej pory robię tak co tydzień: jak już wybiorę dziewczynę to wystarczy postawić parę drinków i dalej jest już z górki. Sam jestem w szoku. Wiadomo, zawsze znajdzie się jakiś temat do rozmowy, ale do tej pory dość szybko byłem spławiany. A teraz żadnej lasce nie przeszkadza mój wygląd ani trudności społeczne.

Do tej pory miałem kilkanaście takich jednorazowych przygód. Nie mówię że z jakimiś modelkami 10/10, ale większość z nich była naprawdę ładna, w normalnych okolicznościach poza moim zasięgiem. Oczywiście wszystkie w zbliżonym wieku, nie jestem groomerem. Z trzema mam stały kontakt, każda z nich wyraźnie liczy na dłuższą relację, na razie nie wiedzą o sobie nawzajem. Spotykamy się dość często, każda mówi mi że jestem "wyjątkowy" i że liczy się wnętrze. Oczywiście nie jestem naiwny, nie dam się wciągnąć w małżeństwo ani złapać na dziecko. Wiem, że za jakiś czas muszę przystopować, jeśli nie chcę żeby pieniądze się skończyły. Mam już wstępnie zarezerwowane operacje w prywatnych klinikach, może chociaż trochę poprawi to mój wygląd. Wzrost jest raczej nie do przeskoczenia.

Tak wiem, z żadną z tych kobiet nie zbuduję niczego wartościowego. Kupuję sobie złudzenia, ale wiem że w rzeczywistości jestem zerem. Zaliczam kobiety, które dawniej nawet by na mnie nie spojrzały. Na początku się cieszyłem, ale jak tak na to spojrzeć to w sumie smutne. Nie miejcie złudzeń, większość dziewczyn to materialistki.

#wYXr0

Mój tato był żołnierzem zawodowym. Bez żadnego jeżdżenia na misje i akcje - ot, zwykły szarak od papierkowej roboty. No ale żeby wojsko, nawet to biurowe, się nam nie rozlazło, co jakiś czas organizowane były obowiązkowe szkolenia. Na takie szkolenie jeździło się w mundurze polowym.

Miałem może 5 lat. Tata miał jechać na szkolenie i założył mundur polowy.
- A czemu się tak ubrałeś, tatusiu?
- Tata znowu jedzie na dziewczynki - odpowiedziała żartem mama, zanim tata zdążył otworzyć usta.
W oczach pięciolatka tata jest największym bohaterem, a jak jeszcze jest tak czadowo ubrany, to jest już absolutnie bezkonkurencyjny i nawet He-Man z żółwiami ninja nie mają do niego startu.

Dzień Ojca w przedszkolu. Zadanie - narysuj tatę. Oczywiście postanowiłem narysować tatę w jego najbardziej czadowym ubraniu - najlepiej jak potrafiłem narysowałem mundur, deseń moro, a na głowie beret (dzięki czemu nie miałem problemów ze znalezieniem łysej kredki.
- Twój tatuś jest żołnierzem? - zapytała przedszkolanka.
- Tak - odparłem. Żeby podkreślić powagę tego stroju, bo to przecież nie jest jakiś tam zwykły strój żołnierski, sprecyzowałem - I tak się ubiera, kiedy jeździ na dziewczynki.
 
Mina przedszkolanki była nietęga, najwyraźniej była pod ogromnym wrażeniem. Postanowiłem trochę rozbudować swoją wypowiedź, żeby zaznaczyć, jak wielkim autorytetem jest dla mnie mój tata:
- Ja też będę jeździł na dziewczynki z tatą.

Kiedy przyszła po mnie mama, została poinformowana przez przedszkolankę, że opowiedziałem jej, jak to mój tata chodzi na dziewczynki i że powinna poważnie porozmawiać z mężem.

Tak więc tego... Uważajcie na to, jak żartujecie przy swoim dziecku :)

Uprzedzając pytania:
Było tak jak napisałem - tata jeździł "na dziewczynki". Żadnego wulgaryzmu o podobnym brzmieniu.
Niestety, nie byłem w wojsku. Nie pojechałem też z tatą na dziewczynki. ;)

#DlzaL

Jestem ciekawy Waszej opinii, bo ja już nie wiem, co o tym sądzić. Prowadzę małą jednoosobową firmę, generalnie działam sam, w szczycie sezonu pomaga mi szwagier albo sąsiad. Mniejsza z tym, jaka branża, firma handlowo-usługowa, może bardziej usługowa. W każdym razie moja praca wymaga częstych wizyt w domu klientów, raczej stałego grona, którzy od czasu do czasu korzystają z moich usług. Dla przykładu niech będzie, że jestem hydraulikiem i jeżdżę na naprawy wodno-kanalizacyjne.

Historia dotyczy jednego z moich stałych wieloletnich klientów, dajmy mu na imię Darek. Facet jest starym kawalerem, jeszcze niedawno bardzo dobrze zarabiał, widać było, że nie musi się zastanawiać przed wydaniem pieniędzy i posiada w domu mnóstwo niekoniecznie potrzebnych mu gadżetów. Podobnie też było z płatnością za moje usługi – Darek nigdy się nie targował, wręcz nieraz dawał mi więcej. Przykładowo wyceniłem pracę na 500 złotych, a on dawał mi 800, mówiąc, że przecież się napracowałem i wcisnąłem go w grafik poza kolejką.

Niestety, Darek poważnie podupadł na zdrowiu, aktualnie jest na rencie i jeździ od lekarza do lekarza. Z moich usług korzysta nadal z dotychczasową częstotliwością, ale coś się zmieniło. Teraz już nie płaci mi więcej, niż oczekiwałem, a daje w rozliczeniu różne ze swoich gadżetów, które kupił, bo mu się podobały, a ich nie używa. Raz wróciłem od niego z nierozpakowanym z kartonu markowym odkurzaczem piorącym, kiedyś też z wyglądającą na użytą może raz czy dwa myjką ciśnieniową dobrej firmy, a wczoraj zabrał mnie na zwiedzanie domu słowami: „Chodź, pokażę ci, co mam” i pokazywał kolejne tego typu nieużywane rzeczy.

Z jednej strony fajnie, mam stałego klienta i mam jakieś rozliczenie, te rzeczy mogą się przydać. Ale z drugiej, kupiliśmy nowy dom i mamy spore wydatki na wykończenie, a ja nie przynoszę z pracy pieniędzy. Oczywiście, to tylko jeden klient, który zresztą poleca mnie znajomym, więc jest też dobrą reklamą, a w skali miesiąca wizyty u niego to kropla w morzu, ale inaczej planuje się wydatki, mając do dyspozycji pieniądze, a inaczej, przynosząc z pracy odkurzacz. Sam już nie wiem, co o tym sądzić.

#jPvKX

Wiem, że to irracjonalne, ale boję się włączać piekarnik.
Niedawno wynajęłam pokój w mieszkaniu, w którym jest kuchenka gazowa z piekarnikiem również na gaz. Myślałam, że takich już od dawna nie produkują i piekarniki zawsze są elektryczne. A jednak. Zazwyczaj unikam włączania piekarnika lub proszę współlokatorkę, żeby nie wyłączała, kiedy ona użyje. Gdy muszę zrobić to sama, zawsze mam wizję buchającego mi w twarz płomienia, palących się włosów i brwi. Może się przyzwyczaję. Wstydzę się przyznać nawet współlokatorce.

#nL47b

Zawsze to babcia była dla mnie najbliższą osobą w rodzinie. To ona znała moich znajomych, choćby tylko ze słyszenia.

Tylko jej opowiedziałam o nowopoznanej dziewczynie, Asi. Ja miałam wtedy bardzo niską samoocenę i bałam się życia, a Asia, przebojowa i odważna, była wszystkim, kim chciałabym być. Opowiadałam o niej z zachwytem jako o niedoścignionym wzorze. Potrafiłam ciągle nawijać, co fajnego zrobiła, zaplanowała, powiedziała. Zachowywałam się jak fanka jakiejś celebrytki.

Raz mówiąc babci, że wychodzę, oznajmiłam, że jestem umówiona właśnie z Asią. Babcia popatrzyła na mnie zdziwiona i zapytała:
- Z TOBĄ się umówiła?

#aX9c8

Jestem zwyczajnym facetem koło pięćdziesiątki, nie mam żadnego eksponowanego stanowiska ani wrogów. Wyróżnia mnie jedna rzecz: jestem dość podobny do Roberta Biedronia (z tego co wiem nie jesteśmy spokrewnieni).

Niedawno w moim mieście odbywało się spotkanie z pewnym prawicowym posłem o niemiecko brzmiącym nazwisku. Pracuję w budynku obok, więc wracając pod wieczór do domu niestety natknąłem się na wychodzących stamtąd sympatyków. Grupka dzieciaków w garniturach (ciężko powiedzieć, czy byli pełnoletni), ewidentnie po kilku piwach. Pech chciał że mój przystanek jest ulicę dalej w mało uczęszczanym miejscu a autobus się spóźniał.

Bachory podeszły do mnie od tyłu i przewróciły na ziemię. Byłem w szoku, nie zdążyłem się podnieść bo jeden z nich przygniótł mi głowę butem. Było ich co najmniej czterech, kopali mnie i darli się żebym wypie*dalał do Brukseli do innych pe*ałów. Na koniec wyjęli mi z kieszeni telefon i roztrzaskali o chodnik. Straciłem przytomność, w szpitalu dowiedziałem się że jakieś babcie zadzwoniły na policję i tylko dlatego napastnicy uciekli. Mam złamane żebro i siniaki na całym ciele. Lekarz powiedział, że muszę zostać do końca tygodnia na obserwacji. Boję się wyjść na ulicę.

#obZj5

Moim dziecięcym hobby były imiona. Notowałam je w zeszycie razem ze zdrobnieniami, wersjami w innych językach, czasami innymi uwagami. Przy każdym zapisywałam odpowiednik żeński lub męski, ponieważ wydawało mi się, że każde imię ma dwie wersje. I tak niektóre były intuicyjne jak Kamila i Kamil, o inne musiałam kogoś zapytać (np. Paweł i Paulina), jeszcze inne próbowałam dopasować sama (trochę mi wstyd, że tak zapisałam imię Andrzelika i sparowałam z Andrzejem). Nie przejmowałam się, kiedy jakiegoś odpowiednika nie znałam, uważałam, że jeszcze poznam taką osobę albo że imię nie jest spotykane w Polsce.
Mój spokój zakłóciła Paula. Nie wiem, która z nas była bardziej zszokowana, ja z powodu istnienia takiego imienia, czy Paula, której próbowałam wmówić, że jej imię jest zdrobnieniem, a tak naprawdę musi nazywać się Paulina.
Dodaj anonimowe wyznanie