#50UV9

Moje życie miało się potoczyć po ustalonym torze - miałam skończyć dobre liceum, pójść na dobre studia, znaleźć sobie dobrego faceta i dobrą pracę, ułożyć sobie życie. Podobał mi się taki plan i nigdy nie poddawałam go wątpliwości... aż do dnia, kiedy nagle zmarł mój ojciec. Przywitałam się z nim po powrocie ze szkoły, a pół godziny później opłakiwałam jego śmierć. Miałam wtedy 17 lat i kończyłam pierwszą klasę liceum. To wydarzenie zmieniło mój sposób patrzenia na przyszłość i na moje plany. Zaczęłam poddawać wątpliwości słuszność moich planów, zaczęłam się zastanawiać czy to wszystko ma sens, nagle przekonałam się, że życie jest niespodziewanie kruche. 

Na początku drugiej klasy liceum zadecydowałam - nie pójdę na studia. Ta decyzja spotkała się z ogromną krytyką ze strony kolegów i koleżanek z klasy, nauczycieli, mamy i innych członków rodziny. W końcu byłam zdolna, nigdy nie miałam problemów z nauką, szkoda się marnować, co ty będziesz robić w życiu, to po co poszłaś do tego liceum... słyszałam tylko oskarżenia i negatywne słowa od innych osób, za to zero wsparcia. Kiedy skończyłam 18 lat i drugą klasę liceum podjęłam kolejną ważną dla mnie decyzję - odchodzę ze szkoły. 

Może nie dosłownie, bo szkołę skończyłam, tylko, że było to inne liceum i było to liceum online. Nie miałam jednak odwagi przyznać się do tego, więc po prostu powiedziałam wszystkim, że jadę na wakacje zagranicę, spakowałam walizkę, a w tajemnicy przed rodziną zabrałam moje dokumenty z liceum i przeniosłam do szkoły online. Nigdy nie kupiłam biletu powrotnego z tych wakacji. 

Przez pierwszy rok, do napisania matury mieszkałam we Francji - przez pierwsze miesiące zatrzymałam się u znajomej, potem znalazłam pracę w restauracji i kontynuowałam naukę. Moja mama starała się mnie przekonać do powrotu, ale ja tego nie chciałam, nie po to wyjeżdżałam. Zdałam maturę z bardzo dobrymi wynikami i tym samym pokazałam jej, że potrafię uczyć się bez chodzenia do szkoły. A potem.... zaczęła się podróż mojego życia :)

Przez 4 lata żyłam na walizce, dosłownie - miałam jedną walizkę niezbędnych rzeczy, a wszystkie "ekstra" co nabyłam po drodze wysyłałam mamie do Polski. Przez 4 lata nie byłam nigdzie dłużej niż trzy miesiące, nauczyłam się dodatkowych dwóch języków obcych i poznałam kilka niezwykle ważnych dla mnie osób. Pracowałam przy wyprowadzaniu psów w Pradze, obsługiwałam klientów w tłocznych kawiarniach w Berlinie, asystowałam przy sesjach zdjęciowych w Sewilli i podróżowałam po Turcji z rodziną krzykliwych Włochów. W międzyczasie zgłębiłam tajniki projektowania stron internetowych i zaczęłam wykonywać zdalnie projekty dla klientów z Polski, Anglii czy Niemiec - czasami kończyłam zlecenia siedząc w namiocie podczas ulewy, a czasami oglądając z okna morskie widoki. To nie był czas samej radości, to były dla mnie często smutne i trudne chwile, ale jedno było pewne - mimo wszystko kochałam to i byłam szczęśliwa. Nigdy nie poprosiłam mojej rodziny o złotówkę, nadal nie otrzymywałam od nich wsparcia w tym co robiłam. Ja za to nigdy nie żałowałam tego co robię i nigdy nie pomyślałam "fajnie byłoby mieć studia", chociaż znajomi dalej mnie przekonywali, że życie studenta jest fajniejsze.

W projektowaniu stron zaczęłam czuć się jak ryba w wodzie i w pewnym momencie mogłam się utrzymać tylko z tego, bez konieczności podejmowania dorywczych prac. Poznałam też faceta, który zajął ważne miejsce w moim sercu. 

A teraz... pod moimi nogami leży zwinięty w kulkę pies. Rok temu ten ważny facet stał się moim mężem, pół roku temu zakończyliśmy remont miejsca, które stało się dla nas domem. Za oknami mam polską wieś, taką prawdziwą, a nie wieś dla nowobogackich. W prezencie ślubnym od męża dostałam dwie kozy ;). Nie musimy chodzić do pracy, bo obydwoje pracujemy zdalnie. Mogę spać do południa, stać mnie na różne przyjemności, nadal nikogo nie proszę o pieniądze i mam walizkę pełną wspaniałych wspomnień oraz adresownik pełen numerów pod które mogę zadzwonić nawet w środku nocy. Jestem szczęśliwa, spokojna, osiągnęłam wewnętrzną równowagę w moim życiu i cały czas czuję, że to jest to co chcę robić. 

A co usłyszałam po tych wszystkich latach od mojej matki? "Córka X skończyła dwa kierunki, a córka Y studiuje chemię! A Ty? Ty nic w życiu nie osiągnęłaś i nie mogę się tobą pochwalić!" Nosz k#@^wa!
Xibalba Odpowiedz

"Córka X skończyła dwa kierunki, a córka Y studiuje chemię! A Ty?" A Ty jesteś szczęśliwa. Powiedz jej o tym :)

bazienka Odpowiedz

wiesz co... opowiem ci cos z wlasnego doswiadczenia
po studiach, chyba w trakcie podyplomowki, popoludniami po stazu siedzialam na sotisku bozonarodzeniowym i pomagalam koledze
podeszla do mnie baba z ok 10-letnim chlopcem tylko po to, by wskazac na mnie palcem i postraszyc go "jak sie nie bedziesz uczyc, to tak skonczysz"
powiedzialam pani, ze ja akurat skonczylam studia i jak widac to niczego gwarantuje ;)
chyba popsulam jej lekcie wychowawcza

skonczylam 3 kierunki studiow, a prace, ktora mam zalapalam wlasciwie totalnym fuksem
serio, wyksztalcenie o niczym nie przesadza, znam ludzi i bez studiow zarabiajacych wiecej niz ja ( np. kolega jako operator koparki lub znajomi po kursach programowania), mimo ze uwazam, ze nie zarabiam najgorzej- ok sredniej krajowej to nie tak malo ;)

ty znazlazlas swoje miejsce w zyciu, jestes szczesliwa i tak trzymaj :)
a najlepiej nie gadaj z matka, na dobre ci wyjdzie :)

KochamLodyMietowe

Chciałabym zobaczyc mine tamtej babki XD

bazienka

to bylo piekne, zapowietrzyla sie <3

KochamLodyMietowe

bazienka ale generalnie to podziwiam, piekna riposta. Ja bym pewnie wymyslila cos dobrego ale po trzech dniach XD

butelkaa Odpowiedz

Wierzyłam w historię tak do momentu sesji zdjęciowej w Sewilli. Fajna historyjka ale zbyt różowa.

karinuredo

Mogła tam latać z kawą, albo trzymać modelkom parasolki, że nie od razu to jej robili zdjęcia. Asystowanie to brudna robota przy czesto rozkapryszonych modelkach i jeszcze bardziej wymagających fotografach.

butelkaa

Nie mówię, że to niemożliwe, bardziej wiesz ten rozrzut prac, pokazujący jak to życie autorki jest takie różnorodne itp. po prostu nie kupuję tego i już.

GravityGun

Jestem w stanie uwierzyć. Kiedy miałam 18 lat, tuż po maturze, zgarnęłam plecak, wyszłam z domu i....złapałam stopa. W portfelu miałam 300 zł. Nie było mnie rok. W tym czasie inwentaryzowalam drzewa w lesie, byłam niania, zarządcą majątku, pracowałam na wykopaliskach archeologicznych, w lumpeksie.....W każdym mieście podłapywałam inną pracę. Było boooooskoooo!!!!

Achnoniewiem Odpowiedz

Niby każdy może żyć jak chce, ale "wieś dla nowobogackich" już przeszkadza? ;)

GravityGun

Rozumiem to tak, że niektórzy lubią wsie dla nowobogackich, ale autorka już nie. Nie szukajmy na siłę powodów do przyczepienia się...To nie rażący błąd językowy, czy ortograficzny, którego wytknięcie może kogoś czegoś nauczyć. Nikomu w niczym nie pomaga.

MamWasWDupie Odpowiedz

A co w tym anonimowego?

ciasteczkowaa12

Tego typu komentarze powinny być banowane

Backwards Odpowiedz

Kurde zazdroszczę bardzo. Tak właśnie chciałam żyć ale nie miałam odwagi:( W LO byłam zastraszona i posłuszna mamusi więc poszłam na studia jak kazała:(((

Brawo dla Ciebie!

Prosiake Odpowiedz

Fajnie, że miałaś odwagę robić to co podpowiedziało Ci serce :)

alll Odpowiedz

To jest najbardziej motywujące wyznanie jakie w życiu czytałam

Michal7z7 Odpowiedz

Też bym tak chciał, żyć pp swojemu..

WielkieGie4 Odpowiedz

Proponuje cos w stylu "matka X prowadzi własna firmę, a matka Y odchowala 7 dzieci! A ty? Nic w życiu nie osiągnęłas!"

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie