Mam męża i dwuletnie dziecko. Parę miesięcy temu mój mąż stracił mamę. Odkąd się to stało, zrobił się nie do zniesienia. Nie chce żadnej pomocy ani pocieszenia. Już wcześniej był wybuchowy, ale nie aż tak jak teraz. Każda mała pierdółka go drażni, co gorsza drze się na mnie, jakbym była winna wszystkiemu, co się przydarzyło. Nie da się z nim rozmawiać, bo wszystko odwraca kota ogonem. Mam już po dziurki w nosie takiego zachowania, bo nawet nie potrafi wyrazić swoich emocji i powiedzieć, co go trapi.
Nasze dziecko bardzo go potrzebuje. A ja nie potrafią go przy nas zatrzymać. Ostatnie dni były trudne, bo znikał na kilka godzin. Dziś też wyszedł bez słowa. Wcześniej, jak jeszcze nie mieliśmy dziecka, też znikał na kilka godzin, a na moje pytania, gdzie był i co robił, to albo nie odpowiadał, albo mówił, że pochodzić.
Mam strasznie mieszane uczucia, rozważam rozwód i wyprowadzkę. Kocham nasze dziecko i chcę dla niego jak najlepiej, a życie z takim cholerykiem chyba do niczego nie prowadzi...
Dodaj anonimowe wyznanie
Strata mamy to ogromny cios, a twój mąż przeżywa żałobę po swojemu. Ale żałoba nie usprawiedliwia krzyku, znikania bez słowa i zrzucania na Ciebie całej frustracji. Masz prawo czuć się zmęczona i mieć tego dość. I rozumiem że nie akceptujesz takiego zachowania.
To, że on nie umie mówić o emocjach, nie oznacza, że Ty masz być workiem treningowym na jego złość. Zwłaszcza że jest dziecko, które potrzebuje bezpiecznego, spokojnego domu.
Warto jasno postawić granice: że rozumiesz jego ból, ale nie zgadzasz się na krzyk i brak szacunku. I że jeśli nie chce rozmawiać z Tobą, on potrzebuje pomocy specjalisty. Jeśli jednak nie będzie chciał nic zmienić, masz prawo myśleć o sobie i dziecku. Twoje bezpieczeństwo emocjonalne też jest ważne.
No reakcje i zachowanie to ma nienormalne.
Wychodzenie i zostawianie takie bez słowa, jakby żył sam dla siebie.
Czasem kubeł zimnej wody pomaga. Ale czasem nie.
Nie widać oczywiście całej Waszej relacji w tej jednej wypowiedzi ale mimo wszystko jego zachowanie jest poniżej.
Kiedyś męczyłam się kilka lat z podobnym człowiekiem, po Twoim opisie jakbym go widziała.
No i nie dogadałam się z nim, jakbyśmy mówili w dwóch różnych językach. Skończyło się rozwodem.
Powiedz mu to, a jeśli nie pomoże to złóż papiery rozwodowe. Dla dobra dziecka. Bo inaczej zafundujesz mu bardzo niefajne dzieciństwo. Może to wstrząśnie twoim mężem, a jeśli nie to trudno. On musi zadecydować co jest dla niego ważne.