#5Xuvw
Siedzę więc sobie pewnego razu na ławeczce, a tu ze szpitala wychodzi Młody Dres w towarzystwie dziewczęcia tej samej nacji. Wywiązuje się dialog. Dziewczę: "No to już rodzi czy k*wa nie rodzi bo nie wiem w końcu". Młody Dres: "No jak k*wa nie rodzi jak już ma takie wyk*wiste skurcze że drze ryja bez przerwy". Dziewczę (refleksyjnie): "K*wa...".
I tak sobie dymią i konwersują w najlepsze, odbierając mi wszelkie siły i nadzieję na lepszy świat, ale że wiatr był akurat w ich stronę, postanowiłam jeszcze trochę posiedzieć i czerpać z pobytu na powietrzu ile się da. Nagle zza rogu wyłania się Babuleńka. Taka typowa babuleńka, z chustką na głowie i wielką reklamówą, którą taszczy z wielkim trudem, postękując i dysząc, jak to tylko one potrafią.
Wtedy stało się coś, od czego moje serce wezbrało falą wzruszenia i wyrzutów sumienia z powodu mojej niesprawiedliwej, odruchowej niechęci do Młodego Dresa. Podbiegł bowiem do Babuleńki i mówi: "Da babcia tą torbę bo babcia tu zaraz w kalendarz przyp*doli". Babuleńka (spłoszona lecz szczęśliwa): "Łoj, dziękuję panu, jak to dobrze że młode ludzie jeszcze starym pomagają...".
W pełni podzielam jej zachwyt, karcąc się jeszcze raz w myślach za pochopne wzgardzenie tym niepozornym, acz szlachetnym młodzieńcem. Młody Dres żwawo pochwycił torbę i postawił pod drzwiami szpitala. Babuleńka dodreptała do niego i znów swoje "łoj", "dziękuję", "młode ludzie". Sielanka. Piękna scena, ptaszki ćwierkają, słonko świeci, lekki wiaterek szeleści świeżo przyniesioną torbą Babuleńki, w sercu radość i nadzieja, i tych dwoje, Młody Dres i uszczęśliwiona podarkiem od losu staruszka. I nagle Młody Dres: "A da babcia 2 złote? Na wodę, no."
"Da babcia tą torbę bo babcia tu zaraz w kalendarz przyp*doli" - leżę i płaczę ze śmiechu :D
myślałam , że Młody Dres weźmie babci torbę i ucieknie :P
Ja tez :d
ladna narracja i to tyle :)
Ah te Stare anonimowe
.
Kropeczka
. kropka