#5Xuvw

Tak się złożyło, że ostatni tydzień spędziłam w szpitalu. Bardzo źle mi było w dusznej sali, więc gdy tylko mogłam, wychodziłam na zewnątrz, żeby złapać nieco powietrza. Niestety, można tam wyjść tylko na mały podjazd pod samym wejściem, wszędzie wokół błoto. Często więc było sporo ludzi, nie wspominając już o tym że 4/5 wychodziło tam na papierosa, miałam więc "dotlenianie" że ho ho. Większość dymiących użytkowników podjazdu to przyszli tatusiowie i rodziny kobiet, które właśnie rodziły, oraz same "ciężarówki", odstresowujące się przed tą jakże ważną chwilą - ręce opadają na taki widok. 

Siedzę więc sobie pewnego razu na ławeczce, a tu ze szpitala wychodzi Młody Dres w towarzystwie dziewczęcia tej samej nacji. Wywiązuje się dialog. Dziewczę: "No to już rodzi czy k*wa nie rodzi bo nie wiem w końcu". Młody Dres: "No jak k*wa nie rodzi jak już ma takie wyk*wiste skurcze że drze ryja bez przerwy". Dziewczę (refleksyjnie): "K*wa...".

I tak sobie dymią i konwersują w najlepsze, odbierając mi wszelkie siły i nadzieję na lepszy świat, ale że wiatr był akurat w ich stronę, postanowiłam jeszcze trochę posiedzieć i czerpać z pobytu na powietrzu ile się da. Nagle zza rogu wyłania się Babuleńka. Taka typowa babuleńka, z chustką na głowie i wielką reklamówą, którą taszczy z wielkim trudem, postękując i dysząc, jak to tylko one potrafią. 

Wtedy stało się coś, od czego moje serce wezbrało falą wzruszenia i wyrzutów sumienia z powodu mojej niesprawiedliwej, odruchowej niechęci do Młodego Dresa. Podbiegł bowiem do Babuleńki i mówi: "Da babcia tą torbę bo babcia tu zaraz w kalendarz przyp*doli". Babuleńka (spłoszona lecz szczęśliwa): "Łoj, dziękuję panu, jak to dobrze że młode ludzie jeszcze starym pomagają...". 

W pełni podzielam jej zachwyt, karcąc się jeszcze raz w myślach za pochopne wzgardzenie tym niepozornym, acz szlachetnym młodzieńcem. Młody Dres żwawo pochwycił torbę i postawił pod drzwiami szpitala. Babuleńka dodreptała do niego i znów swoje "łoj", "dziękuję", "młode ludzie". Sielanka. Piękna scena, ptaszki ćwierkają, słonko świeci, lekki wiaterek szeleści świeżo przyniesioną torbą Babuleńki, w sercu radość i nadzieja, i tych dwoje, Młody Dres i uszczęśliwiona podarkiem od losu staruszka. I nagle Młody Dres: "A da babcia 2 złote? Na wodę, no."
Likon Odpowiedz

"Da babcia tą torbę bo babcia tu zaraz w kalendarz przyp*doli" - leżę i płaczę ze śmiechu :D

Aurisa Odpowiedz

myślałam , że Młody Dres weźmie babci torbę i ucieknie :P

tiamo

Ja tez :d

wporzo Odpowiedz

ladna narracja i to tyle :)

BlackandBlach Odpowiedz

Ah te Stare anonimowe

narcyza Odpowiedz

.

EvertythingTurnsGold Odpowiedz

Kropeczka

Lubiemienso123 Odpowiedz

. kropka

Dodaj anonimowe wyznanie