#5uNzD

Dziesięć lat temu, jako niewinny, absolutnie niedoświadczony w sprawach uczuciowych licealista, uganiałem się za jedną dziewczyną z sąsiedniej klasy. Poszliśmy na parę randek, do kina i takie tam. Czułem, że coś między nami zaiskrzyło. Można by rzec – wyczytałem to z jej oczu. Nie myliłem się – podczas jednego ze spotkań powiedziała mi, że szalenie jej się podobam i że bardzo by chciała stworzyć ze mną swój pierwszy poważny związek, ale jedna rzecz sprawiała, że sprawa z góry skazana była na porażkę. Otóż ona miała na imię Michalina, a ja Michał, więc brzmiałoby to trochę niepoważnie i psiapsióły na pewno by jej dokuczały…
XDDyy Odpowiedz

Powiem Ci, że nic nie straciłeś, jeżeli mówiła serio. Jeżeli to zmyślony powód to w sumie również. Nie na co być z kimś kto aż tak bardzo kieruje się opinią innych albo nie umie wprost powiedzieć, że jednak nic z tego nie będzie.

tramwajowe Odpowiedz

Mam w rodzinie Michala i Michalinę, Stanisława i Stanisławę też. Tyle że są dojrzalsi.

nkp6 Odpowiedz

1. Jeśli powód jest prawdziwy, to uwierz, nic nie straciłeś.
2. Jeśli to była głupia wymówka, bo nie wiedziała jak zakończyć znajomość, to również nic nie straciłeś.

Także same plusy.

Tradycjonalista Odpowiedz

To na pewno było liceum a nie podstawówka?

Vemonis Odpowiedz

To trzeba było sobie zmienić na Ildefons tak jak Rutabo.

Dodaj anonimowe wyznanie