#9bFjp

Kiedy miałam 6-7 lat, moja ówczesna kotka powiła miot trzech prześlicznych kociąt. Rodzice zgodzili się, że jedno z nich zostawimy, resztę oddamy innym do adopcji (topienie oczywiście nie wchodziło w grę). Tak więc kotka i mały kocurek szybko znaleźli nowy dom, nie ukrywam, że było mi trochę przykro, ale z drugiej strony wiedziałam, że im tam też będzie dobrze. Zostawiliśmy sobie kocurka, był prześliczny, przypominał mi te szare koty z reklam whiskasa, no cudowny. Do tego był bardzo przyjazny, nie był agresywny, ale bardzo lubił się bawić.

Pewnego wieczoru zauważyłam niewielką ranę na jego uchu, pomyślałam, że znowu wdał się w bójkę z innymi kotami. Jednak rana z dnia na dzień się pogłębiała, do tego zauważyłam podobną na jednej z tylnych nóg. Razem z siostrą bardzo dbałyśmy, aby rany się zagoiły, kilka razy dziennie przemywałyśmy i owijałyśmy nogę i ucho (dodam, że w tych czasach jeżdżenie do weterynarzy nie było takie powszechne). Jednak nie przynosiło to żadnych efektów, zdawało się, że rany te gniją, do tego wydawały nieprzyjemny zapach. Pewnego razu kot zaginął. Wszyscy myśleliśmy, że uciekł do pobliskiego lasu, aby się gdzieś zaszyć i umrzeć. Już nawet się z tym pogodziłam, kiedy pewnego dnia stanął przed naszymi drzwiami. Tylko tym razem z poszarpanym uchem i brakiem jednej nogi. Po pewnym czasie przywykliśmy do jego kalectwa i wszystko wróciło do normy. Dalej jednak nie wiedzieliśmy, co było przyczyną tak poważnych ran, bójki z innymi zwierzętami z pewnością nie doprowadziłyby do tak poważnych obrażeń.

Wkrótce prawda wyszła na jaw. Nasz sąsiad, przeciwnik zwierząt, przyznał się, że kiedy nasz kot biegał sobie po jego ogródku (nasze posesje dzieli tylko siatka, co dla kotów nie stanowi żadnych przeszkód), postanowił oblać go kwasem. Jak to usłyszałam, to krew się we mnie zagotowała, jeszcze nigdy nie czułam tak wielkiej odrazy i nienawiści do drugiego człowieka.

Dzisiaj, 14 lat później, pożegnałam mojego ukochanego kotka, głównego bohatera tego wyznania. Jak zmarł? Potrącił go samochód. Nie mogę się z tym pogodzić, po tym wszystkim co przeszedł (historia z kwasem to nie jedyny taki epizod) zginął na drodze, którą przekraczał tysięcy razy. Mimo wszystko zawsze będę go pamiętać jako kota o naprawdę dziewięciu życiach.
Ignorantka582 Odpowiedz

Zabiłabym takiego gnoja wlasnymi rękami. Oby jemu ktoś przyrodzenie kwasem potraktował.

hokku

wstawaj zesrałaś się

Anonimowaq Odpowiedz

Ktoś powinien i jego oblać kwasem. Takie działanie nie sprawią, że kot nagle przestanie tam łazić, tylko będzie cierpieć

Jezderkusie Odpowiedz

Nie przepadam za zwierzakami, ale nigdy mi przez myśl nie przeszło, żeby je krzywdzić.

AmziToIzma

Ja za kotami nie przepadam, ale w życiu bym krzywdy nie zrobiła! Mimo, że nie lubię, to i tak czasem pogłaszczę/podrapię, jak podejdzie do mnie kot znajomego, czy sąsiada...

Bluestar

Ja tak samo ich nie lubie ale nigdy nie skrzywdziłabym żadnego zwierzaka celowo.

Suneku Odpowiedz

Przykro mi z powodu kota, ale między innymi właśnie dlatego koty trzyma się w domu, a jak na plac to w szelkach i na smyczy. Do tego dochodzi to, że koty są gatunkiem inwazyjnym, który tak wolno wypuszczony dla zabawy łapie i torturuje mniejsze zwierzęta, często gatunki zagrożone. Nie usprawiedliwiam sąsiada, to dupek, powinien trafić za to na wiele lat do więzienia, ale wkurzają mnie ludzie, którzy wolno wypuszczają koty, a potem narzekają, że ktoś go skrzywdził albo wpadł pod auto. Najlepiej jak ci sami ludzie uważają, że psy powinny być zawsze na smyczy i w kagańcu (wiem, że autorka nic o tym nie napisałam, ale spotkałam wielu takich hipokrytów).

T0RI

Zauważ że to było 14 lat temu i na wsi. Nawet dziś jakbym kota na statystycznej polskiej wsi na smyczy wyprowadziła to ludzie by się w czoło pukali. Wtedy nikt nawet o tym nie myślał ;)

Serwatka31

Jak wypuszczasz wolno kota to musisz liczyć się z tym, że może mu się coś stać.
Ale doszukiwanie się hipokryzji w puszczaniu wolno kota a wymaganiu, by psy chodziły na smyczy to idiotyzm.
Kota trzyma się w domu dla jego bezpieczeństwa i czasem wygody ludzi, zaś większość psów stanowi realne zagrożenie dla zdrowia i życia ludzkiego.
(I "ten piesek jest grzeczny" to żadne usprawiedliwienie, bo zwierzęciu może w każdej cjwili odwalić i większość z tych, które pogryzły ludzi "nigdy by tego nie zrobiły" zdaniem właścicieli).

Zimowomi

Większość pogryzień przez psa jest wyłączna wina człowieka, albo pogryzionego, albo osoby która go wychowuje. Reszta pogryzień to choroby psychiczne u psów, ale to raczej rzadkość.

Suneku

T0RI
Sytuacja z sąsiadem była 14 lat temu. Kot pod auto musiał wpaść całkiem niedawno "Dzisiaj, 14 lat później, pożegnałam mojego ukochanego kotka, głównego bohatera tego wyznania. Jak zmarł? Potrącił go samochód.".
Serwatka31
Porównałam te dwie rzeczy, bo jak napisałam, koty to sadyści, którzy atakują mniejsze zwierzęta, żeby je potorturować i zostawić na śmierć. Są dużo niebezpieczniejsze niż psy, które tak jak napisała Zimowomi, nie atakują nieprowokowane. Taki inteligent w mojej okolicy wypuszcza swoje 4 koty samopas i ilość martwych królików i ptaków, które zabiły jest okropna. Nieraz też atakują ludzi i psy, którzy odważyli się przejść po chodniku obok nich. Więc nie wciskaj mi kitu, że psy stanowią zagrożenie, a koty nic nie robią.

Serwatka31

Jeśli oncy kot zaatakował Cię bez baardzo mocnej ingerencji z Twojej strony (na przykład zapędzenia go w jakiś kąt i nie dania szansy ucieczki) to lepiej się przebadaj na wścieklinę. To nie jest normalne zachowanie kotów.

Suneku

Serwatka31
Naprawdę? Bo ja jakoś w całym swoim życiu spotkałam kilka kotów moich znajomych, które bez powodu kogoś zaatakowały , a ani jednego psa (a prawie każdy, kogo znam ma psa). Nie mówię, że koty są okropne, kocham je i bardzo chciałabym mieć jakiegoś, ale nie podoba mi się to, że dla wielu ludzi psy muszą mieć ograniczoną wolność, bo SPROWOKOWANE (jak nie osoba ugryziona to właściciel musiał być dla niego zły) gryzą, a koty, które atakują ot tak i co najważniejsze łapią i torturują inne zwierzęta dla zabawy mogą sobie biegać wolno i z tym już nie ma problemu. Wiem, że od podrapania kota nie amputują ci ręki, jak po mocnym ugryzieniu dużego psa, ale już któryś raz podkreślam, że głównie mi chodzi o gryzonie i ptaki, które umierają w męczarniach przez koty.

Ankaaa

@Suneku Ale tak na dworze? Obcych ludzi? Nie podważam tego, po prostu jestem ciekawa, bo jest to bardzo dziwne zachowanie jeśli chodzi o koty. U mnie na osiedlu kręci się mnóstwo kotów i pomijając kilka wyjątków, które przychodzą się pomiziać, to wszystkie zwiewają, jak tylko się za blisko podejdzie.

Suneku

Ankaaa
Tak. Kilka razy któryś próbował zaatakować mnie i mojego psa i nieraz widziałam jak atakują innych ludzi. Nikt ich nie zaczepia, nie straszy, nic z tych rzeczy. Po prostu wystarczy obok nich przejść.

Ankaaa

To dziwne, serio. W życiu się nie spotkałam z takim zachowaniem u kotów. Ja jestem osobą, która każdego kota próbuje pomiziać i pomijając te wybitnie przytulaśne, wszystkie przede mną uciekają :D

Ookami Odpowiedz

Sąsiadowi ktoś powinien zrobić dokładnie to, co on kotu.
Ale, i przykro mi to mówić, nic z tego by się nie wydarzyło, gdybyś pilnowała kota, autorko.
Chociaż nic nie usprawiedliwia faceta, to obcy kot biegający po podwórku miał prawo mu nie pasować.
Uważam, że jeśli ktoś ma zwierzę to powinien umieć go przypilnować. I proszę mi nie gadać, że "kot to musi sobie połazić". Istnieje coś takiego jak smycz, magiczna rzecz, na której wyprowadza się nie tylko psy. A skoro masz świadomość, że kot mógł przejść przez siatkę, może trzeba było przegadać z sąsiadem kwestię jej wymiany na taką, której zwierzę by nie przekroczyło?
Tak naprawdę niewinny w tej historii jest tylko kiciuś, który zaniedbanie właścicieli i idiotyzm sąsiada przypłacił najpierw zdrowiem, a potem życiem.

ReinmarDeBielau

@Ookami Kiedys nie trzymało się kotów w domu tylko puszczało luzem. Na dobrą sprawę to bardziej naturalne dla kota niż smycz. Kot to nie pies i nigdy nikogo nie uzna za pana. Oczywiście obecnie trzyma się koty w domu, bo takie łażenie to gwarantowane potrącenie przez auto i zgadzam się, że smycz to jednak lepsza alternatywa.

kwiatek008

Kot mógł mu przeszkadzać, ale nie lepiej w takiej sytuacji pogadać z właścicielem, a nie robić krzywdę nieświadomemu zwierzakowi? To, że zwierzak mógł mu przeszkadzać to nie jest żadne usprawiedliwienie, aby krzywdzić zwierzę. A kota akurat jest bardzo ciężko przypilnowac, bo one sobie chodzą, gdzie chcą, nawet wysoki i zabudowany płot nie jest dla niego przeszkodą. Sąsiad mógł tą sytuację na wiele innych sposobów rozwiązać, szczególnie że kot raczej, mu nie wyrządzał szkód

Pusia

Autorka sama pisała, że nawet w tamtych czasach chodzenie do weterynarza nie było jeszcze taką codziennością, tym bardziej na wsi, więc proszę sobie wyobrazić, że tym bardziej wyprowadzenie kota na smyczy byłoby dziwne w takich okolicznościach. I

makomarmaid

Koty na wsi puszczane wolno to powszechna rzecz bo tam maja na to miejsce, nie to co w miescie gdzie ulice sa zatłoczone tam wyprowadzajcie je sobie na smyczy. A sąsiad nie miał żadnego ale to żadnego prawa zranić zwierzęta nawet jak mu ono przeszkadzało

Ookami

Widzę, że moje "Sąsiadowi ktoś powinien zrobić dokładnie to, co on kotu", "Chociaż nic nie usprawiedliwia faceta" oraz "idiotyzm sąsiada" zrobiły się niewidzialne bo komentujecie zupełnie jak gdybym napisała, że zrobił źle ale miał powód więc nie ma sprawy.

To, że kiedyś jakoś było nie oznacza, że było to dobre. A czasy nie mają znaczenia. Czy to był rok 2000, 2018 czy 1950, zwierzę doznało krzywdy przez zaniedbanie właścicieli. Nieistotne, czy wtedy zaniedbania były powszechne czy nie.

Vampire7

Jak dziewczynka 6-7 letnia, czyli DZIECKO, które dopiero idzie do szkoły, wg Was miało pilnować kota? Na wsi? 14 lat temu? Po 1) Na wsi zawsze było inne podejście do zwierząt niż jest teraz, i tak super, ze nikt tych kociąt po prostu nie zabił. Po 2) jaka smycz w tamtych czasach dla kota? Nawet pewnie nikomu przez myśl by nie przyszło by "więzić" kota albo w domu albo na smyczy jak psa, a nawet jakby trzymali go w domu to zawsze mógł uciec przy otwieraniu drzwi, bo koty ciągnie do wolności. Po 3) 6 letnia dziewczynka miała iść pogadać z sąsiadem o płocie? No jasne, już to widzę jak sąsiad psychol, który krzywdzi zwierzęta, odpowiada "nie ma sprawy, wydam kilka tysięcy na nowy płot". Ludzie, ja rozumiem, że kochacie zwierzęta, ja tez je kocham, ale realia na wsi są inne. Poza tym skąd wiecie, że kot jednak nie woli życia na dworze niż trzymanie w bloku w małych pokojach? Nie wiem czy koty są szczęśliwe zamknięte, bo widzę ze przeważnie chcą uciec. Po 4) Gdyby nie sąsiad po*eb, to kot przeżyłby aż 14 lat pełnego przygód kociego życia prawie bez szwanku. A i tak przeżył dużo, bo 14 lat. Moje domowe koty z bloku tyle nie żyły.

Zjadlabymkota Odpowiedz

Przykro mi z powodu kotka ale jak następnym razem będziesz kupować jakiekolwiek zwierzątko to lepiej go pilnuj. Może to zabrzmi brutalnie ale gdybyś go lepiej pilnowała by mniej cierpiał i mniej krzywd by go spotkało. :(

Vampire7

Gdyby lepiej go pilnowała? 6-7 letnia dziewczynka miała 24h pilnować kota, który wychodził na zewnątrz? Na wsi? Bez sensu ten komentarz, by tylko wpędzić autorkę w poczucie winy. Nawet jakby trzymali kota zamkniętego w domu, to zawsze mógł uciec przy otwieraniu drzwi, bo koty uwielbiają wolność i wtedy mogłoby mu się coś stać. A sąsiad to powinien dostać mocno w gębę od kogoś za takie męczenie zwierząt. Mimo wszystko, fajnie, ze kot żył aż 14 lat - to chyba i tak dużo jak na kota, który ma dostęp do wychodzenia.

Zjadlabymkota

@Vampire7 ale kot zmarł 14 lat później potrącony przez samochód a dorosła osoba raczej jest w stanie upilnować kota ;) jak się ma zwierzę to się powinno go pilnować a nie wypuszczać same nie wiadomo gdzie.

CoDalejco Odpowiedz

Nie mógł Was sąsiad powiadomić o tym, że kot chodzi po jego posesji i mu to przeszkadza??

PlastelinowyKubeczek Odpowiedz

Dla mnie to już nie jest człowiek ten sąsiad

Niezapowiedziana05 Odpowiedz

Jestem ciekawa skąd sąsiad wziął kwas...

Pusia

Może z akumulatora samochodowego.

Sumandia Odpowiedz

Ludzie, kota potrąciło teraz, nie 14 lat temu. Więc i autorka ma 20-21 lat. No sorry ale w tym wieku chyba można już zauważyć, że samochody mogą stanowić zagrożenie dla okaleczonego kota (brak jednej łapy), i zapobiegać wypadkowi, a nie czekać na kolejny.. To, że ten kot przekraczał drogę tysiące razy jak widać nie uchroniło go od potrącenia. Miał tylko tysiące okazji by stało się to wcześniej.

Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie