#9f35k

Nienawidzę własnej matki. Wśród ludzi jest lubiana i uważana za super kobietę, ale ja jej szczerze niecierpię, przez wszystkie drobne i duże rzeczy, które robiła przez całe moje życie.

Jestem od niej zależna finansowo, bo jeszcze studiuję i nie daję rady się sama utrzymywać, z normalną pracą jest tutaj bardzo ciężko. Marzę, że jak się całkiem usamodzielnię, nie będę musiała jej już więcej oglądać.
angryyrgna Odpowiedz

Z Twojego wyznania aż bije niewdzięczność, brak pokory i samodzielności.
Jeśli już musisz pasożytować na garnuszku u mamy, której tak nienawidzisz, to chociaż wypowiadaj się o niej z szacunkiem. A jeżeli nie umiesz, to przeprowadź się i zap**** do pracy (to, że studiujesz jest dla Ciebie wygodnym argumentem, ale to żaden argument)

Meanness

Dużo starszych ludzi właśnie ma takie podejście: "dostajesz żreć to morda w kubeł", co właśnie tłumaczy czemu dużo dzieci decyduje się na dość ostateczne działania. Bo właśnie, z pracą jest problem, zwłaszcza dla ludzi bez doświadczenia, czy ludzi, którzy jednocześnie studiują. Rodzice dręczą dzieci, traktują jej gorzej niż jakieś zabawki, ale zawsze jest argument "jak ci się nie podoba to się wyprowadź". I wtedy dziecko zauważa, że nie ma jak się wyprowadzić, a dopóki tego nie zrobi nikt go nie będzie traktować jak człowieka, tylko właśnie "pasożyta". Ot takie gadanie jak zawsze, które też całe życie słyszałam "jesteś do niczego, bo nawet matka nie mogła cię sprzedać, nikt cię nie chciał", "jakim potworem musisz być, że nawet matka cię nie chce", "ciesz się, że ojciec cię do domu dziecka nie oddał, a nie narzekasz, że cię bije" i tak latami, aż właśnie doszło do "jak ci się nie podoba to się wyprowadź". Ot, rodzice mogą poniżać dzieci, bić dzieci, próbować je sprzedać i kij, wszystko dobrze. Ale dziecko, które chociażby kromkę suchego chleba zje jest pasożytem. I wtedy właśnie, rodzice mogą przepić całą rentę dziecka i ok, bo przecież tyle wydali na jego utrzymanie, ale jak dziecku coś przeszkadza to jest niewdzięcznym bachorem. Tak tylko przypominam, że dziecko to jest stadium rozwojowe człowieka, a nie tasiemca. Dziecko to nie pasożyt. Ale oczywiście, zanim się dziecko urodzi to trzeba chronić, to wtedy to człowiek, ale od momentu narodzin to już jakiś zapchlony kundel, którego obowiązkiem jest siedzieć cicho, oddawać rodzicom pieniądze i im dziękować, że je biją, prawda? Dopiero zostanie człowiekiem jak będzie miało swoje dzieci, które też będzie biło, bo inaczej to też jakiś głupek jak nie bije, prawda? Już wcześniej była tu osoba, która popierała doprowadzanie dzieci do samobójstwa, ale cokolwiek typu "rodzice są źli" było dla niej wręcz zbrodnią. Ale ta osoba się zrobiła teraz mega urocza, to widzę, że kto inny nadrabia.

angryyrgna

@Meanness
Po pierwsze to zjedź trochę z tonu, bo próbujesz mi wkładać do ust słowa, których nigdy nie powiedziałam. A na samym końcu komentarza to już w ogóle manipulujesz, dodajesz coś o samobójcach tak, że ktoś mało rozgarnięty może przyjąć, że popieram stosowanie przemocy.
Z dużą częścią tego co napisałaś się zgadzam, ale jest to napisane tak pretensjonalnym tonem, że ciężko mi się to czyta + nie konieczne jest to napisane do tematu.
Gdzie w wyznaniu jest mowa o tym, że mama autorki ją bije, dręczy itp.?
Bo ja w tym wyznaniu widzę coś innego -
pełnoletniego człowieka, który, mimo iż jest na utrzymaniu matki (i ma dzięki niej możliwość studiowania) uważa, że w porządku jest napisanie o tym, że jej nienawidzi.
Ja nie jestem za tym żeby traktować własne dziecko jak śmiecia bez jakichkolwiek praw. Ale też nie jestem za tym, żeby tak traktować rodziców.

Cystof

@angryyrgna

Miło z twojej strony że samodzielnie podkreślasz że o zachowaniu matki wiemy całe nic.

Rodzi to jednak pytanie na jakiej podstawie jej bronisz i potępiasz autorkę???

Bo osąd zapadł de facto po jednym zdaniu...

angryyrgna

Jeszcze raz zaznaczam: nie bronię zachowania matki, ponieważ tego zachowania nie znamy. Gdyby autorka doprecyzowała, co miała na myśli, pisząc o „drobnych i dużych rzeczach, które (jej matka) robiła przez całe życie”, być może sprawa wyglądałaby inaczej.
Ale niestety, nie rozwinęła swoich słów, przez co jej wypowiedź brzmi.. mało poważnie. A ja już naprawdę nie mogę patrzeć na wszechobecne obarczanie rodziców odpowiedzialnością za wszelkie zło tego świata.
Ok, generalizuje. Bo mam wrażenie, że jako społeczeństwo przeszliśmy z jednej skrajności - w której dziecko i jego zdanie nie znaczyły nic - w drugą, której skutkiem jest coraz więcej roszczeniowych i niewdzięcznych osób. Osób, które nie szanują swoich rodziców i mają ich za nic, a jednocześnie nie widzą problemu w pozostawaniu na ich utrzymaniu.
Moim zdaniem tę sprawę można rozwiązać prosto: autorka powinna wstać z kanapy mamusi, znaleźć pracę i przeprowadzić się tam, gdzie ta praca jest. Nie mówię, że od razu musi zamieszkać we własnym mieszkaniu - na początek może przecież wynająć pokój. Mało ludzi tak właśnie robi?
Tyle że autorka tego nie zrobi, bo wymagałoby to wysiłku i to niemałego. Być może nawet przerwania studiów lub zrobienia sobie od nich przerwy. Zamiast jednak postawić na własne zdrowie psychiczne, woli opisywać w internecie, jak bardzo nienawidzi swojej matki i marzy o tym, by nie musieć jej już więcej oglądać. Gdzie tu logika? Marzenia się chyba same nie spełniają?

Frog Odpowiedz

1. Wprawdzie piszemy na przykład o sprawie niecierpiącej zwłoki, jednak matki to Ty nie cierpisz (osobno).

2. W sumie to jestem bardzo ciekawa, jakie to "drobne i duże rzeczy" wzbudziły w Tobie ten ogrom nienawiści.

3. No i zdumiewa mnie Twój wybór - tkwić w wyniszczającej nienawiści, lecz z kasą na koncie...

"Nienawiść powoduje przewlekły stres, który przez nadmiar kortyzolu wyniszcza zarówno psychikę, jak i ciało, prowadząc do chorób, przedwczesnego starzenia i nawet zwiększonego ryzyka przedwczesnej śmierci."

(i pięć kolejnych ekranów z negatywnymi skutkami odczuwania i pielęgnowania nienawiści, z zaburzonym postrzeganiem świata na czele)

Nadal chcesz w tym tkwić?

Dodaj anonimowe wyznanie