#AJx2f
Chciałam natychmiast zadzwonić na policję, ale z jakiegoś powodu przyszło mi do głowy, że przecież mogą zwyczajnie to dziecko odstawić do domu i tyle. Postanowiłam, że pojadę z tą dziewczynką do jej babci i tam zadzwonię na policję. Po drodze się okazało, że jesteśmy w złym pociągu, bo A. (imię dziecka) zna tylko nazwę stacji, na której trzeba wysiąść. Wysiadłyśmy i do 5 nad ranem siedziałam z nią na peronie czekając na właściwy pociąg. W międzyczasie próbowałam się czegoś więcej dowiedzieć od A., ale nie była zbyt rozmowna. Zachowywała się jakby była bardzo przerażona i opowiedziała tylko tyle, że ten pan ją dotyka, że muszą się razem modlić (?) oraz ciągle podtrzymywała, że rodzice potrzebują pieniędzy. Około 6 rano wysiadłam z nią na docelowej stacji, na całe szczęście faktycznie znała drogę do domu babci. Późniejsze wydarzenia to kolejna porcja szoku.
Trafiłyśmy do jej babci, starsza kobiecina była w takim samym szoku jak ja. Jednak jak chwile później emocje opadły i zobaczyłam, że A. się czuje swobodniej przy babci, zaczęłam wypytywać tę kobietę, o co chodzi i stwierdziłam, że chcę zadzwonić na policję. Ta pani zaczęła mi opowiadać bardzo dziwne historie o tym, że jej syn i synowa należą do jakiejś sekty, że ona się domyślała, że A. jest wykorzystywana, ale nikt by nie uwierzył jej przypuszczeniom, bo choruje na schizofrenię. Słuchałam o pedofilskich orgiach, jakichś modlitwach i handlu dziećmi. Myślałam, że tam zaraz zemdleję z szoku i przerażenia. Ostatecznie zadzwoniłam w końcu na policję, co owa pani poparła, gdyż jak stwierdziła "teraz może uwierzą". Wzięli naszą trójkę na komisariat.
Wtedy ostatni raz widziałam A., bo po złożeniu zeznań skończył się mój udział w tej sprawie i wróciłam do domu. Nie wiem, co dalej się działo, czy wszystko było prawdą i jak się skończyło. Ale ta historia nadal mrozi mi krew w żyłach. Szczególnie że mam przeczucie, że A. i jej babcia nie kłamały.
A ja gratuluję reakcji. Fajnie, że nie pozostałaś obojętna i nie bałaś się czegoś z tym zrobić :) mam nadzieję, że pomogą dziewczynce, a dla Ciebie wielki ukłon i brawa.
Jeśli się o małą martwisz i pamiętasz stacje/ mniej wiecej drogę to pojedź do jej babci. Ja na Twoim miejscu wzięłabym numer lub zapisała adres :/ Raczej babcia nie będzie ci miała za złe, ze się martwisz
Gdy czytam takie historie, zazwyczaj nie wiem co powiedzieć z jednego powodu - nie wiem czy to prawdziwe, czy kogoś nie poniosła fantazja. Jednak zastanawiając się mocniej, jestem w stanie w tę opowieść uwierzyć, bo w sektach są zdolni do wszystkiego. I w takim razie chcę ci powiedzieć, że twoja reakcja była na medal. Powinniśmy reagować, gdy coś nas zaniepokoi, a nuż możemy pomóc, a nuż nasza pomocna dłoń będzie zbawieniem.
Rzadko mi się zdarza że nie wiem co powiedzieć, ale teraz jestem w totalnym szoku.
Jako Kot Grażyny powinienesś zamiauczeć. A tam serio, też to dla mnie był szok czytając
Mam nadzieję, że udało się tej dziewczynce wyrwać z tego piekła.
Jeżeli babcia miała schizofrenię to opowieść z sektą może być nie prawdą. A co do opowieści dzieci, no to cóż.. żadne 8 letnie dziecko nie jest na tyle skore do tego by pojechać o tej godzinie same, pociągiem, do do takich rzeczy zmusza desperacja. Więc choć nie ma pewności co dokładnie tam się dzieje, to coś się dzieje.
Bylam na spacerze przed 1 w nocy. spotkałam zapłakane dziecko które do mnie podeszło i powiedziało "Czy mogłaby mnie pani odprowadzić do taty. Ta ulica jest ciemna i się boje sama". Czy jakoś tak. to było już z 6 lat temu.
Nie pamiętam na ile wyglądało.
Ta dziewczynka mówiła też, że każą jej sie modlić, więc może babcia mówi prawde. Przerażające.
Nie uwierzyłabym w ani jedno słowo gdyby nie to że sama miałam doczynienia z pewną sektą (nie należałam do niej, spokojnie). Najgorsi są ci "liderzy", którzy niekiedy uważają się za mesjaszy. Brr jak sobie to przypomne. Najgorsze w tym wszystkim jest to że dzici niekiedy odgrywają kluczowe role w ich "obrzędach". Mam nadzieję że A nigdy nie będzie musiała wrócić do rodziców.
Co to za sekta, jeśli można wiedzieć?
Nie znam nazwy. To wszystko działo się za granicą pare lat temu gdy odwiedzilam swojego ojca w wakacje. Wiem ze była prowadzona przez byłego księdza i jego siostrę. Ich siedziba była na tej samej ulicy co dom ojca. Nasza sąsiadka (jednocześnie siostrzenica założyciela) próbowała mnie namówić na dołączenie. Ehh dużo by tu opowiadać. Byłam naiwną nastolatką bo poszłam tam pare razy. Nic mi się nie stało ale i tak mam z tym miejscem nie fajne wspomnienia :/
Czyli sekta z chrześcijaństwa (katolicka, lub protestancka)
Słabo mi się zrobiło...mam nadzieje, że nie oddali dziecka do tych zwyrodnialców, biedne, biedne dziecko :( Szkoda, że nie wiesz jak potoczyła się dalej ta historia. Brawa za reakcję, żeby tylko policja nie zjebała tej sprawy :/
I właśnie w takich sytuacjach jestem za kastracją.
Chyba najlepsze wyznanie dotychczas. Mam nadzieję, że ktoś wyrwał dziecko z tego piekła.
Pięknie się zachowałaś, oby więcej takich osób.