#APBxP
Wychodzę z założenia, że egzaminowany ma się czuć w samochodzie swobodnie, dlatego staram się wprowadzać dość luźną atmosferę. Mimo to, zdarzają się "kwiatki", które wam tutaj opiszę.
1. Chłopak, lat 19. 8 próba egzaminu praktycznego. Dojeżdżamy do ronda, wydaję polecenie, by na najbliższym skrzyżowaniu, czyli w domyśle na tym rondzie, skręcić w lewo. Zmiana pasa na lewy, bo tego wymaga procedura, dojazd do ronda i nasz "jastrząb" jak gdyby nigdy nic, wjeżdża pod prąd, skręcając w lewo. Wcześniej na pytanie, "To co się stało, że pan podchodzi 8 raz? Stres pana zjada?" odpowiedzieć nie potrafił. Ta sytuacja wyjaśniła mi aż za wiele.
2. Chłopak, lat nie pamiętam ile. Dojeżdżamy do skrzyżowania. Polecenie by skręcić w prawo. Pali się czerwone + warunkowa. Delikwent rusza z jedynki, zatrzymuje się przed linią. Widzę po lewej, że jedzie tramwaj. Szczerze? Przez myśl mi nie przeszło, że może spróbować ruszyć. W tym przypadku było też trochę mojej winy, bo nie przewidziałem takiego obrotu sytuacji. Oraz, że tak ruszy z kopyta. W tramwaj przywaliliśmy. Tłumaczenie? Przecież paliła się warunkowa.
3. Dziewczyna, lat 20. Oblała na parkowaniu prostopadłym. Na pytanie, czy chce, bym ją odwiózł do ośrodka, czy wraca na własną rękę, zaczęła się rozbierać i wyskoczyła do mnie z propozycją seksualną. Nie odpowiedziałem nic, tylko pokazałem jej kamery w samochodzie. Chyba nigdy nie widziałem kogoś speszonego, tak szybko się ubierającego. Wracała sama.
4. Kabareciarz jakich mało. Zdał, bo nie było powodu by go uwalać. Ale. No właśnie. Sprawdzanie świateł drogowych na placu. Podchodzi, pytam się, czy działa.
- Chyba działa,
- Chyba?
- Gra i buczy!
- Słucham?
- No działa, działa,
Całą drogę sypał sucharami jak z rękawa. Miałem z nim ubawu co nie miara. Ale jeździł dobrze, miał zmysł do tego.
5. Delikwent od pachołków. Nie wyjechał z placu. Na końcu koperty, na środku linii jest pachołek, do którego trzeba dojechać. Każdy, kto zdawał prawo jazdy, wie jak wygląda jazda po łuku. Delikwent cofa, wyprostował już samochód i chyba poniosła go fantazja, bo dodał gazu na wstecznym, nie zapanował nad kierownicą i wyciął wszystkie pachołki po prawej stronie, łącznie z tymi na kopercie. Aż się za głowę złapałem.
6. Najlepsze na koniec. Ruszanie na wzniesieniu. Za wzniesieniem jest brama wyjazdowa z ośrodka. Facet starszy ode mnie. Ruszył z takim impetem, że władował się czołowo wprost pod wjeżdżający drugi samochód egzaminacyjny. Oczywiście nie jego wina, tylko tego drugiego. Facetowi wcześniej dwukrotnie zabrano prawko.
Lubię swoją pracę, ale w jej ramach przychodzi mi czasami eliminować z dróg takich mistrzów kierownicy jak większość opisana wyżej...
Jak zdesperowanym trzeba być, żeby się oddać dla prawka? I jak głupim trzeba być, żeby nie wiedzieć o kamerach? Zwykle nawet egzaminator o nich przypomina na początku egzaminu.
Egzamin praktyczny na kategorię B kosztuje z tego co mi wiadomo koło 140zł. Nie za takie pieniądze się ku*wy oddają...
Dokładnie to samo miałam napisać @TotalDisaster xD
Aż mi się przypomniało:
-Dlaczego mu dałaś
-Dał mi to czego potrzebowałam
-Czyli paczkę gum i batona?
A ile takich osób wkoncu dostaje prawo jazdy :( spotkanie na ulicy takich delikwentów to koszmar dnia codziennego
Wincyj !
To i ja się pochwale moim egzaminem. Przychodzi egzaminator i pyta:
-Pani zdaje oplem ?
-Nie, corsą.
Nie zdałam ale przynajmniej miły był. Może dlatego, że go rozbawiłam :)
pytanie do autora:
Miałeś problemy za ten tramwaj, że nie dałeś po hamulcach?
W sumie wina kursanta, ale po to po prawej też jest hamulec, żeby egzaminator mógł reagować.
dobrze wiedzieć, że na praktycznym ktoś większe wtopy zrobił niż ja :)
Dziękuję Bogu, że zdałam prawko i mam spokój... Okres zdawania (zdałam za 4 razem) uważam za najgorszy w moim życiu. Autorze, trzeba przyznać, że nie masz przyjemnych kolegów po fachu.
Jeden z egzaminatorów wrzeszczał na mnie zanim wsiadłam do auta. Nie mówię, że egzaminator ma się pieścić z kursantem ale wystarczy, żeby to traktował jak człowieka nie jak zwierzę. Nie dość, że kursant płaci za egzamin to jeszcze egzaminator robi łaskę :)
Miałam to samo! Mój pierwszy egzamin, jestem wywołana, mówię dzień dobry, a on nawet nie spojrzał na mnie. Potem coś burczał pod nosem, więc spytałam"słucham", a on na to drze ryja "pytam o nazwisko, głucha jesteś??!". Oczywiście oblałam bo się zestresowałam zanim wsiadłam do auta. Po egzaminatorach widać od razu, który chce oblać, a który podchodzi do zawodu profesjonalnie
Mój egzamin był tragedią, pod koniec miałam juz łzy w oczach i szczerze - nadawałoby się chyba na całe wyznanie. Zdałam, ale jazda w mieście trwała półtorej godziny i polegała na ciągłych seksistowskich komentarzach do wszystkiego co robiłam, przeprowadzeniu mnie przez większość ulic jednokierunkowych w mieście i skrzyżowań z pierwszeństwem ustalanym przez znaki. Łącznie było ponad 25 takich skrzyżowań, tylko dwa ze światłami (nie było innej możliwości zeby wyjechać z i wrócić do ośrodka). Wiem, mam pełne prawo żeby egzaminatora oskarżyć za komentarze, ale zwyczajnie wybrałam udawać głuchą, bo oblałby mnie a procesowalabym sie miesiącami i za fortunę
Jak ja czytam takie rzeczy, to aż się boję co będzie ze mną, jak pójdę na kurs prawa jazdy... A nie mam kasy by zdawać 786784365738 razy :/
Jak będziesz tak myśleć to nie zdasz. Skup się na jeździe i zapomnij o stresie.
Ja jestem tylko ciekawa czy kierowca tego samochodu który wjezdzal do ośrodka przypadkiem nie oblal egzaminu przez idiotę.
Kiedy przygotowywałam się do własnego egzaminu rozmawiałam na podobny temat z instruktorem. Powiedział mi, że w sytuacji, kiedy ktoś spowoduje kolizję, to masz prawo do powtórzenia egzaminu albo egzaminator ocenia twoją dotychczasową jazdę i na tej podstawie wydaje ocenę. Ale może autor wyznania ci odpowie bardziej konkretnie niż ja 😉
Niektórzy powinni mieć absolutny zakaz prowadzenia pojazdów...