Za dzieciaka niewinnie zapytałam tatę, czy to banan w jego kieszeni, czy też cieszy się, że mnie widzi. Miałam jakieś 8 lat i nie miałam pojęcia, co to znaczy, po prostu podobał mi się ten zwrot, uważałam, że to zabawne. Mama zapytała mnie, czy rozumiem, o co pytam; skłamałam i odpowiedziałam, że tak.
Przez kilka dni tata nie potrafił spojrzeć mi w oczy, a czasem wręcz mnie jakby unikał.
Minęło wiele lat, zanim dotarł do mnie sens tego, o co spytałam. Na samo wspomnienie czuję ciarki żenady.
Dodaj anonimowe wyznanie
Tata za pewne ze stresu "chodził po ścianach", nie jadł, nie pił, miał myśli samobójcze.
Nosz curva, osłabia mnie tak sztuczny dramatyzm, tego pokroju.
Kiedyś nie. Dziś już nie wiadomo, niech dziecko opowie podobną historyjkę na zewnątrz, potwierdzi że "rozumie" i spowiedź u dzielnicowego gwarantowana.
Gdybyś była córką Umbriaka, mogłoby się to skończyć inaczej :)