#C7k5W
Teraz mamy już po świętach, a zaraz nadejdzie Sylwester. Przygotowań jest w tym czasie bardzo dużo, toteż za bardzo się nie leniłam.
Jako, że nie umiem i za bardzo nie lubię gotować, zajęłam się sprzątaniem całego domu. Wymyłam okna, stoły, starłam wszystkie kurze, jakie się zalęgły na meblach i między nimi, dużo czasu spędziłam na polerowaniu luster i innych szklanych rzeczy. Wymyłam kafelki w łazience no i ogólnie, po prostu - sprzątałam. Upiekłam również dwa ciasta i zmywałam naczynia po praktycznie każdym posiłku i po każdej kawie.
Teściowie w tym czasie zajęli się jedzeniem. Teściowa robiła praktycznie wszystko, co było związane z gotowaniem, natomiast teść wytrybował mięso z kości i przygotował sałatkę, w czym ja również uczestniczyłam. Mój partner był chory, toteż ograniczył się tylko do tych czynności, których nikt inny nie mógł albo nie umiał robić - przyprawił porządnie każdą potrawę. Oprócz tego, na dół schodził tylko na posiłki, a potem wracał na górę, by się kurować, co dla mnie jest zrozumiałe. W końcu dobrze widziałam, jak bardzo źle się czuł. Teść również to rozumiał i nawet kazał mu nic nie robić, o ile jego pomoc nie będzie niezbędna.
No i teraz ja zachorowałam. Już jutro Sylwester, a ja smarkam, kicham, kaszlę, non stop jest mi zimno. Mam lekką gorączkę i jestem stałym gościem w łazience - chodzę tam smarkać co jakieś dwadzieścia - trzydzieści minut. Już wczoraj czułam się źle, ale od rana znów sprzątałam, potem pomagałam przy jedzeniu. Jednak dzisiaj czuję się okropnie.
Teściowi to jednak nie przeszkadza. A raczej przeszkadza mu fakt, że ile mogę, to leżę, dlatego też co rusz próbuje mi znaleźć jakieś zajęcie. Przeszkadza mu fakt, że dzisiaj jego żona stoi w garach, zamiast mnie, więc woła mnie, bym zmyła górę naczyń. Później będą robić jedną, jedyną potrawę na Sylwestra i co? Znów próbuje mnie oderwać od łóżka. "Jak ma się nauczyć przyrządzać mięso? Z Internetu? Niech tu posiedzi i popatrzy" - tak powiedział, gdy teściowa powiedziała, że przecież sami to zrobią i ja powinnam się kurować.
To nie tak, że ja tylko brudzę. Naprawdę, staram się ile mogę chociaż po sobie sprzątać w trakcie choroby. Ale to, ile wymaga ode mnie ten człowiek, który najchętniej sam nic by nie robił, dlatego robi minimum, by nikt mu nie zarzucał, że nic nie robi, denerwuje mnie niesamowicie. Już od dawna za nim nie przepadam i z każdym dniem mam go dość coraz bardziej.
a mnie ciekawi czemu smarkasz w łazience. ja smarkam co minutę jak jestem chora i nie wyobrażam sobie z tego powodu ciągle wstawac do łazienki :o
@DwaNastroje dokladnie. akurat jestem chora i kazdy kto wejdzie do pokoju musi plywac w chusteczkach, norma
Ja nawet nie będąc chora zawsze mam przy sobie chusteczki i zużywam ich kilka dziennie. Przy chorobie schodzą ich dziesiątki, więc chodzenie z tym za każdym razem do łazienki mnie też by wykończyło.
Ja jak jestem chora to zawsze biorę sobie siatkę obok łóżka żeby nie robić syfu i nie wstawać non stop z każdym kawałkiem papieru xd
A maz na to co? Maz powienien ojcu wytlumaczyc, ze jestes chora i lezysz i sam przejac obowiazki.
Kto daje choremu przyprawić potrawy? Przecież przy chorobie traci się węch i smak
W ogóle kto każe choremu stać w kuchni i roznosić mu zarazki. Może teść sam chciał zachorować z tylko jemu znanych powodów?
to zalezy od choroby, moze on mial korzonki chore na przyklad.
Oni u Was mieszkają, czy Wy u nich? W sumie bez znaczenia - taki układ zawsze się źle kończy.
Znając anonimowe, to oni u nich i narzeka w internecie,bo w rzeczywistości jej za wygodnie w tylek, żeby się wyprowadzić i żyć swobodnie.
O kurka, pomyśl z mężem poważnie o wyprowadzce. Ja w życiu nie wytrzymałabym ani z jednymi ani drugimi rodzicami.
Bardzo to mądre angażować do pracy w kuchni chorą osobę. Chce ktoś jeszcze sałatki z flegmą? A może kawałek placuszka ze smarkiem?
jeszcze nikt dobrze nie wyszedł na mieszkaniu z teściami. może pora zmaieszkać gdzieś bez nich
Mnie zastanawia zawsze dlaczego ludzie chcą się przypodobac tym którzy mają ich w dupie. Po co ? Cokolwiek zrobisz będzie zle. Więc po co się męczyć?
Nigdy nie zrozumiem małżeństw/związków mieszkających z rodzicami któregoś z partnerów... To zawsze rodzi spory i psuje związek... Wolałabym mieszkać z partnerem w najmniejszej nawet kawalerce i samemu się czegoś dorobić niż z moimi lub jego rodzicami. Za żadne skarby świata.
Niekoniecznie. Moja kolezanka mieszka z treściami i nigdy nie narzekała na wspolne życie. Od poczatku mają ustalone zasady których sie trzymają np. teściowa gotuje obiady bo Aga tego nie lubi a sama piecze ciasta i ogarnia wspólną przestrzeń.
@Pichos moja koleżanka też miała jak Twoja, do niedawna. Nagle teściowa zaczęła wtrącać się w ich spory i ich ustalone reguły życia. Także nigdy nie wiadomo. Ja wiem po sobie, że mimo iż mam cudowną teściową, to nie zamieszkalabym z nią. Uważam, że partnerzy/małżonkowie powinni mieszkać sami.
Postaw sprawę jasno i tyle. Jeśli nie macie szans mieszkać osobno, czas się postawić bo zawsze będzie Tobą pomiatał. Pogadaj z chłopem mam nadzieję że będzie po Twojej stronie
Zawsze jest szansa na osobne mieszkanie. Tylko się wygodnisiom nie chce. Wolą narzekać w internecie, a w rzeczywistości mieć wszystko pod tyłek podetknięte.