#CoTOw
W skrócie, często wyśmiewała mnie i krytykowała przy całej klasie. Gdy w drugiej klasie zapomniałam zeszytu, potrafiła wziąć mój plecak wyrzucić i wytrzepać z niego wszystko na środek klasy, kopnąć w to i powiedzieć: Rzeczywiście nie masz, zbieraj to. Z płaczem przy całej klasie pakowałam wszystko z powrotem. W trzeciej utknął mi najbardziej incydent, gdy brat Lary (był starszy o 3 lata) zaczął mi dokuczać, więc powiedziałam Larze żeby przestał, bo zachowuje się jakby był głupi. To był błąd, bo oprócz mamusi Lara była skarżypytą do potęgi.
Zaraz po przerwie mama Lary kazała mi wstać i zwyzywała mnie przy całej klasie, że sama jestem głupia, i jak śmiem obrażać jej mądrego syna. Szkoła znajdowała się w małej miejscowości, nauczyciel był wielką personą. Ja przestałam chcieć chodzić do szkoły, nerwowe bóle brzucha i wymioty były codziennością. Od znajomych wiem, że jedna dziewczynka ma problemy z sercem do teraz.
W późniejszych latach skargi zaczęły wpływać od rodziców, więc za karę mamę Lary przenieśli do przedszkola!(sic!). Szkoła chciała, by już tam dotrwała do emerytury pod groźbą jeszcze jednej skargi i wyleci. Nie, nie wyleciała (znajomości) a poza tym, gdy 6-letnie dziecko będzie zastraszone nie powie rodzicom nic. Wiem sama po sobie mamie opowiedziałam to dopiero kilka lat po tych wydarzeniach, najgorsze było to jak ją mijałyśmy i moja mama zmuszała mnie do powiedzenia jej dzień dobry.
Nie rozumiem jak dorosły człowiek może być tak podły, żeby gnebić małe bezbronne dziecko...
Zastanawia mnie co taki człowiek ma w głowie, co nim kieruje i czy jest to w jakims stopniu dla niego przyjemne czy satysfakcjonujące
Moja wychowawczyni (sześć lat horroru) znęcała się nade mną, bo mój tata śmiał zwrócić jej uwagę, że ona jest od tego, żeby mnie nauczyć. Od tamtej pory było ciągłe wyzywanie mnie, ośmieszanie, bo raz zadania nie odrobiłam (wpisała mi nawet uwagę, że notorycznie ich nie odrabiam, a moi rodzice pilnowali, żebym to robiła), a osoby które tego nie robiły ciągle, to miały spokój. Zawsze były chamskie docinki. I nigdy mi poza szkołą dzień dobry nie odpowiedziała, to i sama przestałam jej mówić. Do tej pory uczy, ale podobno już tak się nie zachowuje.
Ach, i potem gdy miało być zebranie, to życzyła sobie obecności tylko mojej mamy, taty nie chciała widzieć.
Ja bym ją po prostu zaprowadziła do psychologa bo osoba chora na umyśle NIE MA PRAWA zajmować się kimkolwiek
Psychiatry. Ewidentnie psychiatry, bo kobita stanowi wręcz zagrożenie dla otoczenia
U nas w szkole był zakaz, żeby rodzic był wychowawcą swojego dziecka
A ja przez drugie pół podstawówki miałam córkę wychowawczyni w klasie i nigdy nie miała specjalnego traktowania, ani w szkole, ani w domu (nie wiedziała o klasówkach, nie znała pytań na sprawdziany, nie dostawała łatwiejszych pytań ani lepszych ocen), a do swojej mamy z wielkim rozbawieniem mówiła "proszę pani" c:
Mieliśmy również w tej samej klasie córkę szkolnej pani pedagog i była fajna mimo bardzo faworyzującej ją mamusi.
Więc nie uważam, że to konieczna reguła. Ot, zawsze znajdą się niesprawiedliwi nauczyciele i powinno się ich eliminować indywidualnie, a nie wrzucać wszystkich spokrewnionych z uczniami do worka "tych złych".
@efektmotyla Co jednak nie zmienia faktu, że nic by się nie stało gdyby taki zakaz obowiązywał.
Przez sześć lat miałabym beznadziejną polonistkę tylko dlatego, że mam córkę tej lepszej w klasie.
Dlatego uważam, ze powinien być za zakaz uczenia swoich dzieci/rodziny. Może z małymi wyjątkami(Np. Wieś). Tak jak policjant nie może prowadzić sprawy swojego krewnego. Mój młodszy bart też w klasie nie był wybierany do czegoś, bo jakas krewna nauczycielki była do wszelkich apelów i reprezentacji brana
Pamiętam jak mialam w podstawowce nauczycielke od historii, ktora tez faworyzowala swoja corke. Zajelam kiedys 1 miejsce w ogolnopolskim konlirsie historycznym, a jej corka 9. Na apelu wyczytano tylko ją, dostala od szkoly książkę ze tak dobrze placowke reprezentowala, zwlaszcza ze reszta zajela daaalekie miejsca. Gdy przyjaciolka powiedziala ze przeciez ja mialam pierwsze miejsce nauczycielka nakrzyczala na nia ze ma sie nie odzywac bez pozwolenia i dala jej potem uwagę. Gdy pozniej zainterweniowali rodzice dala im pomięte zaproszenie na uroczysty odbiór nagrody, ktory mial miejsce dwa dni wczesniej.
co to za tyran - jestem daleka od samosadów - ale tej nauczycielce by sie przydało - tak twarza w twarz obic jej pysk
Ja wszystko mówiłam rodzicom jak były jakieś nieprzyjemności w mojej szkole.
Od małego jestem pyskata, znając mnie to by mnie wywalili ze szkoly za to, chociaz to nie ja bym zaczeła.