#DB9G6
Pewna pani w wieku około 60 lat toczyła ciekawą rozmowę ze swoją koleżanką na temat swoich wnuków: jakie one kochane, jakie mądre, jakie grzeczne i ogólnie najlepsze. W pewnym momencie przyznała, że córka zostawiła u niej najmłodszą - trzymiesięczną pociechę, na jeden dzień, ze względu na jakieś sprawy do załatwienia, a ona wyszła do sklepu dosłownie na 10 minut, bo dziecko spało i nie chciała go budzić.
Drodzy Anonimowi, nie jestem jeszcze matką, ale niepojęte dla mnie jest pozostawienie maleńkiego dziecka samego, bez ŻADNEJ opieki w domu, żeby zrobić sobie zakupy! Obecnie tyle mówi się o zatrzymaniu oddechu u maluchów, czy o zachłyśnięciach i innych zagrożeniach. Mniejszym szokiem byłoby dla mnie usłyszeć taką opinię od młodej dziewczyny, ale nie od kobiety, która sama już dzieci wychowała i powinna wiedzieć "z czym to się je". Tym bardziej dziwił mnie fakt, że owa babcia nie była w sklepie jedyne 10 minut, jak sama twierdziła, tylko co najmniej 30 minut (sama tyle spędziłam w sklepie), robiąc zakupy i rozmawiając z różnymi osobami, czego byłam świadkiem, nie tylko przy kasie.
Wiem, że większość młodych mam ma zaufanie do swoich rodzicielek, bo na pewno wiedzą jak się dzieckiem zająć. Niestety coraz częściej odnoszę wrażenie, że z wiekiem ta wiedza się zaciera...
W czasach naszych babć to dzieciom dawało się spirytus albo makowinki, żeby dobrze spały i szło się pracować na pole na pół dnia. 30min w sklepie to tam lajcik.
Dokładnie, to że nowoczesne matki teraz chuchają na dziecko jakby było z porcelany to wymysł naszych czasów. I aż boję się co z tych dzieci wyrośnie
Ja myślę, że nie ma się co dziwić. W czasach kiedy ta pani była młodą matką panowało zupełnie inne podejście do wychowywania. Nikt się tak nad nimi nie trząsł, bo matki zwyczajnie nie miały na to czasu. Trzeba było poprać tetrowe pieluchy, a pralek automatycznych nie było. Do tego cały dom do ogarnięcia, bo jakbyś w tamtych czasach chłopu powiedziała o podziale obowiązków domowych, to by Cię w najlepszym wypadku zabił śmiechem. Niestety, taka była mentalność. Zresztą do dziś niektórzy mężowie wierzą, że jak umyją gary, to im jaja odpadną. Nie było też takiej świadomości zagrożeń. Nie mówiło się chociażby o śmierci łóżeczkowej. Dwaniej dzieci same chodziły do szkoły, zostawały same w domu i pilnowały młodszego rodzeństwa. Dzisiaj to nie do pomyślenia. Babcia nie raz mi opowiadała, jak zostawiała moją mamę w łóżeczku i szła pracować w polu. Przychodziła tylko co trzy godziny ją nakarmić. Bo w tamtych czasach kobieta na wsi nie miała czasu na takie "bzdury" jak karmienie na żądanie czy rodzicielstwo bliskości.
I wszyscy przeżyli. (Proszę nie wdawać się w ideologiczne dyskusje, tym stwierdzeniem pragnę jedynie zakończyć komentarz jankostanko33).
@szarooka no nie do końca. Śmiertelność dzieci z jakiegoś powodu jednak była kiedyś większa niż teraz
Przeżyli najlepsi :p
@SzarookaKocica
Przeżyli, ale ile mamy wyznań o rodzicach, którzy wpędzają dzieci w depresję - jak myślisz, skąd to się w wielu przypadkach bierze? Zimny chów musi mieć swoje konsekwencje.
Moja babcia twierdziła, że kobiety karmiące piersią powinny non stop nosić na biuście tetrową pieluchę, żeby nie przeziębić piersi. Do tego oczywiście otworzenie okna czy nawet drzwi do pokoju z dzieckiem kiedy otwarte były drzwi do domu było zakazane, bo przewiew morderca nie ma serca.
Nie uważam, że dobrze zrobiła, ale czy jeśli dziecko śpi, to jesteś z nim NON STOP? Przecież jeżeli w czasie snu przestanie oddychać, a Ty będziesz w tym momencie czytać książkę, gotować, czy brać prysznic, to też tego nie zauważysz. Słabo, że zostawiła je samo na pół godziny, ale 5 czy 10 minut chyba nie robi problemu. No i fajnie zainwestować w monitoring oddechu i elektroniczną nianię, żeby być spokojniejszym.
Ale jak jesteś w domu to wiesz, kiedy dziecko się obudzi. A co jeśli to dziecko obudziło się 5 minut po jej wyjściu i przez 25 min płakało? Chyba jak dziecko płacze to też jest ryzyko bezdechu, a poza tym dla takiego dziecka to trauma
Ryzyko bezdechu? Jak my przetrwaliśmy na świecie tyle lat w trudnych warunkach, skoro płacz dziecka może je udusić? Czy to nie jest tak, że dziecko nie będzie się darło wieczność? Kilkanaście minut max? No kurcze, przecież kiedyś ,,ludzie" musieli mieć obowiązki a taki płacz dziecka zwabia okoliczne drapieżniki.
@Kozieradka666 widziałeś (aś?) jak dziecko zanosi się płaczem i nie potrafi złapać oddechu?
Kiedyś to nikogo nie dziwiło. Mój tata sam wspomina, że babcia jego siostre karmiła, odkładała do łóżeczka i szła w pole pracować, wracała na następne karmienie. Kiedyś nie było czasu się rozczulać.
Jasne, nikt się nie rozczulał. I nawet jak komuś trójka dzieci zmarła przed ukończeniem pięciu lat, to zawsze zostawało kolejnych pięć...z resztą zawsze można zrobić nowe, nie?
Już nie przesadzaj. Moja jedna babcia miała 10 dzieci, druga 8. Ta z 10 straciła jedno dziecko przez chorobe. Ta z 8 żadnego. A żadna z nich nie siedziała nad kołyskami tylko ciężko pracowały. Czasy były ciężkie. Może ci się to nie podobać, ale nie można potępiać, bo czasy na przełomie wojny i powojenne były bardzo złe i nikt nie miał czasu trząść się nad jednym dzieckiem, gdy kolejna 5 czekała ba obiad.
To nie jest przesada, trójka rodzenstwa mojej babci zmarła w dzieciństwie (w tym raz bliźniaki), czwórka (włącznie z nią) dożyła starości. Także uważaj co mówisz, bo chociażby same warunki życia były bardzo różne i że w Twojej rodzinie śmierci małych dzieci były rzadkie, to nie znaczy że tak było wszędzie.
To nie jest kwestia doswiadczenia. Dawniej ludzie tak robili. Kobiety wychodzily z domow zostawiajac malenkie dzieci. Nie bylo takiej swiadomosci jak teraz i nikt az tak sie nie przejmowal. A skoro ich dzieciom nic sie nie stalo, to czemu mialoby sie stac wnukowi/wnuczce? Taki jest ich tok rozumowania niestety.
z drugiej strony jak masz dziecko w domu, to jak odejdziesz pod prysznic na 5 min też może dostać bezdechu.albo jak się zaczytasz.
nie popieram, ale dziecko i z rodzicem w domu może go dostać. Jak czasem widzę domu ludzi, to dłuższą drogę mają oni od pokoju dziecięcego do kuchni, niż ja do spożywczaka.
Czy to oznacza, że będąc rodzicem nie można nawet zmruzyc oka? Że kiedy dziecko śpi w nocy to nam nad nim stać z lusterkiem i pilnować czy oddycha? Że kiedy śpi spokojnie w ciągu dnia w innym pokoju to też nie mam prawa do chwili prywatności, żeby chociaż w kuchni ugotować obiad? Rozumiem i zgadzam się z tym, że pozostawianie dziecka bez opieki, szczególnie jeśli już potrafi samo np. wyjść z łóżka-więzienia, jest karygodne, ale no halo, nie dajmy się zwariować. Te wszystkie zagrożenia o których piszesz to żadna nowość, a pomimo tego większość z nas przeżyła. Btw. taka ciekawostka: w Norwegii na porządku dziennym jest pozostawianie niemowląt śpiących w wózkach na dworze. Czy to przed domem czy przed kawiarnia. W przedszkolach praktykuje się to codziennie. Praktycznie cały rok. Dzieci się hartuja, a świeże powietrze sprzyja dobremu snu.
Mnie mama zostawiła na cały dzień kiedy miałam trzy miesiące. Na dodatek był grudzień i strasznie zimno, bo dom nie był ogrzewany. W prawdzie była pewna że zostaje pod opieka dziadka skleroza no, ale jak to w życiu bywa dziadek o mnie zapomniał. Przeżyłam, traumy nie mam a historia bawi gości do dziś.
To nie jest wyznanie.