#DV7Fc
Mam 197 cm wzrostu, odziedziczyłem to najprawdopodobniej po ojcu, który ma 203 cm wzrostu, oboje jesteśmy bardzo rozbudowani fizycznie, do tego głównym hobby mojego taty są praca fizyczna i ćwiczenia, głównie kalistenika. Ja z kolei wolę wyciskanie ciężarów. Te informacje są ważne dla dalszej części wyznania.
Tuż po maturze, nim wyjechałem z mojej małej wsi do miasta na studia, mieliśmy mały pożar w domu, spłonęła spora część dachu, ubezpieczalnia nie chciała wypłacić pieniędzy zasłaniając się jakimś tam prawem. Dach nad głową to podstawa, w domu jeszcze mama i siostra, decyzja była szybka, kredyt na dach ponad 25 tys zł. Dach zrobiony, ale kłopotów ciąg dalszy, firma, w której tata pracował nie miała zleceń i powoli upadała, a kredyt sam się nie spłaci. Zadecydowaliśmy, że wyjdziemy do Niemiec do pracy, trochę po znajomości, trochę z przypadku; trafiliśmy na wielkie gospodarstwo rolne. Zajmowaliśmy się wszystkim, opatrywaniem zwierząt, wyjazdami na pola, drobnymi remontami. Praca była ciężka, ale pieniążki płynęły szerokim strumieniem.
Tam z widzenia poznałem Michelle, była rok młodsza, miała maksymalnie 165 cm wzrostu i ważyła nie więcej niż piórko (patrząc na jej wygląd), poza tym była bardzo ładna, ale nigdy się nie uśmiechała ani nie odzywała.
Gdy w pewien upalny dzień mieliśmy przerwę, poszedłem do wielkiej stodoły po krzesła, żeby usiąść w cieniu i trochę ochłonąć. Gdy wszedłem, zobaczyłem jak Michelle schodzi ze stołka i zawisa na szyi. Puściłem się biegiem do niej, wołając ojca ile sił w gardle. Podbiegłem, objąłem ją i chciałem unieść, ale... Nie potrafiłem, nie uniosła się ani o centymetr, zaparłem się, spiąłem i szarpnąłem jeszcze raz, udało się, ale ważyła jakby 1000 kg, wtedy wbiegł ojciec z jabłkiem i nożem w rękach, zaczął nożem odcinać linę, ale nie szło, podbiegł do ściany, zdjął z niej siekierkę do zabijania kur i przyłożył w belkę, na której wisiała lina, poprawił jeszcze z 3 razy, nim ta puściła.
Michelle przeżyła, trafiła do szpitala... Ale mnie nadal przeraża ciężar jej ciała, wytrzymałość liny, która była stara jak świat i sparciała. Po wszystkim powiedziałem o tym odczuciu tacie, a ten spojrzał na mnie i powiedział, że nie podnosiłem tylko Michelle. Zdziwiony zapytałem - jak to?
Gdy ktoś się wiesza, a ktoś próbuje go ratować, diabeł ciągnie wisielca w dół... Stara prawda z zabobonów, ale coś w niej chyba jest...
Jeśli chodzi o temat wieszania - osoby, które przeżyły wieszanie się często wspominają o diable, ale również o idących do nich pająkach (arachnofobia), przepaściach pod nimi (lek wysokości), czy lwach/tygrysach i innych niebezpieczeństwach, które serwuje im niedotleniony mózg. W zależności czego dany człowiek się boi to na skutek halucynacji z niedotlenienia, często widzi właśnie to.
Co do ciężaru - skupia się on w chwili powieszenia na samym dole, środek ciężkości jest przesunięty do nóg - o wiele trudniej podnieść osobę stojącą niż leżącą, a co dopiero wiszącą w dodatku ciało się napina w specyficzny sposób, kiedy wisi. Sporo też robi pozycja, w jakiej znajduje się osoba podnosząca. Spróbuj podnieść coś w innej niż naturalna do podnoszenia pozycja, będzie trudniej, bo inaczej się mięśnie układają.
Mocno naprężona lina, obciążona ciężarem ciała jest też trudniejsza do przecięcia. Poza tym w strachu, adrenalinie i zaskoczeniu czas płynie dla nas wolniej, więc coś, co normalnie trwałoby z 3 sekundy nagle zaczyna przeciągać się w nieskończoność.
Swoją drogą, tak z własnych przemyśleń - to może być taka pierwotna reakcja mózgu. Mózg wie, że jest zagrożony, brakuje tlenu, zaraz umrze, a zagrożenia nie widzi, bo oczy patrzą przed siebie. Dla ratowania się sam wywołuje halucynacje, które maja zmusić ciało do ucieczki, pozbycia się niebezpieczeństwa. Niestety z pętli wisielczej nie da się samemu uciec, więc takie działanie często utrudnia innym osobom ratunek - spięcie, szamotanie się umierającej osoby, przenoszenie środka ciężkości podczas tego szamotania.
Ludzki umysł jest niesamowity :o
Mój tata jak był w wojsku też uratował wisielca. Słyszał o tym że ciało jest ciężkie i ciągnie w dół dlatego bez namysłu wyłamał drabinkę na której żołnierz się zawiesił paskiem od spodni....
Właśnie chciałem napisać coś podobnego...
No ale chyba jak jest cos naprężone, to łatwiej to przeciąć...
Co do widzianych pająków, tygrysów itd jeszcze się zgadzam, ale to z tym przesunięciem środka ciężkości do nóg, trudniejszą do przecięcia naprężoną liną i "nienaturalnym podnoszeniem ciężaru" to już takie głupoty że aż nie wiem czy się śmiać czy płakać.
1. Lina-
Naprężoną linę jest łatwiej przeciąć, jest to tak logiczne że bardziej się nie da wiec nie będę tłumaczył.
Jeśli ktoś dalej myśli inaczej, to niech sobie powiesi 20kg na lince i ją nacina, nie przetnie nawet do końca bo ostatnie zwoje pękną same.
2.Środek ciężkości-
Człowiek to nie balon z wodą, choć składa się w ok 65% właśnie z niej.
Woda nie przelewa mu się z rąk i brzucha do nóg wiec nie zmienia jego środka ciężkości. Mogło by coś podobnego nastąpić ale już w znacznym stopniu rozkładu ciała i płyny te wyciekłyby przez odbyt i cewkę.
3. Nienaturalny sposób podnoszenia-
Dziewczyna stała na stołku, dajmy na to wysoki stołek ma jakieś 60cm. Po przewróceniu stołka opadła o jakieś co najmniej 15 cm więc wisiała ok 40-50cm nad ziemią.
Ogólnie miała jakieś 165cm wiec na oko jej pas znajdował się na wysokości 90cm. Dodając do siebie te wymiary, po powieszeniu jej pas znajdował się na wysokości ok 140cm, czyli jakieś 20cm poniżej wysokości barków podnoszącego ją chłopaka czyli idealne miejsce do najpewniejszego chwytu. Aby chłopak miał problemy z ewentualnym podniesieniem, to jej kolana musiałby się znajdować na wysokości jego barków.
Jedyna trudność jaka tam występowała to bezwład ciała, o ile dziewczyna straciła przytomność, wtedy faktycznie kogoś ciężko utrzymać. Ale ile mogła ważyć taka drobna kobitka? Dla tego chłopaka to nic jeszcze gdy działa adrenalina.
Pozdrawiam i proszę, nie pisz takich wyssanych z palca głupot.
Tak poza tym zawsze można to sprawdzić w praktyce.
Lubie takie wyznania... Jakbym dobra książkę czytała
i co dalej z ta dziewczyna?
Żaden diabeł. Stres, panika, czas zwalnia, hormony robią swoje. Tak działa psychika człowieka. Możesz podnosić tonę bez problemu, ale w sytuacji kryzysowej nie podniesiesz 50 kg i nie ma to nic wspólnego z diabłem.
A czy to nie działa w druga stronę zazwyczaj? Że właśnie w sytuacji kryzysowej naplywa adrenalina I czlowiek jest w stanie samochód przewrócić?
Może to nie jest działanie adrenaliny, a szoku?
Ja miałam trzy takie sytuacje -raz jak człowiek rzucił się pod pociąg, druga jak znalazłam wisielca, i jeszcze człowiek z podciętymi żyłami - we wszystkich przypadkach byłam cała jak z waty, kompletnie bez sił i chociaż chciałam pomóc to człowiek w takich sytuacjach myśli i czuje zupełnie inaczej. Może niektórym strzela adrenalina, ale większość ma w takich sytuacjach odruch ucieczki (patrząc też po innych świadkach tych wydarzeń) i ciało jest bezsilne
To ja o adrenalinie trochę inaczej. Pracowałam kiedyś w restauracji, w której nie wszystko było zgodne z sanepidem. Gdy przychodziła niezapowiedziana kontrola, to metalowe wielkie wiadro z kompotem (koło 60 kg spokojnie), które ciężko było przesunąć, nagle dwa chucherka przeniosły bez problemu o kilkaset metrów i jeszcze po schodach. Kosz z chlebem na wysokości 3 metrow? Tak podskoczyłam, że z moimi 166 cm spokojnie ściągnęłam. Adrenalina to hormon walki, hamuje np. trawienie, które nie jest teraz potrzebne, a dodaje ogromu siły. Jedni panikują w takich sytuacjach i nie zrobią nic, u innych działa adrenalina, zależy od człowieka.
No tak, ale nie porównuj skraju śmierci do sanepidu. Też pod wpływem adrenaliny jestem w stanie zrobić więcej. Przy tragicznych wypadkach działa zupełnie inna mieszanka hormonów, dla mnie nieporównywalna do niczego i tak jak mowie-patrzac po innych świadkach reagowałam tak samo jak inni, czyli inaczej niż przy zwykłych stresowych sytuacjach.
@greenpurple Zależy od człowieka. Niektórzy podnoszą bez problemu samochody, inni ledwo samych siebie.
Tu nie chodzi o porownanie sytuacji a działania organizmu w sytuacjach stresowych i wymagających sprawnego działania :) jestem pielęgniarką i podczas wielu akcji postępowałam tak samo szybko i sprawnie pod wpływem adrenaliny jak przy tamtych kontrolach sanepidu, bo adrenalina to adrenalina. W każdej sytuacji dziala na mnie tak samo, bo potrafię ją dobrze wykorzystać. Wszystko zależy od psychiki człowieka :)
Jakie tam paranormalne. Albo ze stresu siły opadły, albo po prostu takie ciało ciężej jest ruszyć, podnieść? Na pewno jest jakieś wyjaśnienie, w dół to ciągnie grawitacja, a nie szatan. XXI wiek tutaj.
No siema XXI wiek. Co z tegoze XXI wiek? To znaczy że diabła już nie ma?
mój brat się powiesił 6 lat temu...
Współczuje :-(
Miał by 26 lat
Przykro mi :(
To prawda.
Pytałem diabła. Mówi że nie ciągnie nikogo więc nie prawda.
@Vukko mi tez tak mowil, cos musi w tym byc
Przecież ja nigdy z wami nie rozmawiałem!
Bundy, czemu się za mnie podajesz?
E tam. Pytałam się go i powiedział że to wymysły.
Mój dziadek ma za sobą właśnie taką próbę samobójczą i mówił, że widział diabła, więc coś w tym naprawdę musi być
yyy nie, nic w niej nie ma