#DesaN

Ostatnie wyznanie o psychiatryku skłoniło mnie by napisać moje.

Trafiłam tam pierwszy raz w wieku 13 lat. Mniejsza o co i dlaczego. Rodzice zabrali mnie tam nieświadomie, dlatego dopiero po przyjściu i rozpoczęciu wywiadu zorientowałam się gdzie jestem.
Na wstępie kazali mi się przebrać w piżamę w łazience... przy 2 mężczyznach i kobiecie. Nie chciałam, ale powiedzieli, że jak tego nie zrobię, sami mnie rozbiorą. Piżama swoją drogą, ale oddanie stanika i paradowanie z odbijającymi się piersiami przez koszulkę nie było dla mnie zbyt komfortowe, zwłaszcza przy starszych chłopakach.
Na początku zawsze idziesz na obserwację, gdzie leżą ci najbardziej chorzy. Był tam zawsze chłopak z dużym upośledzeniem umysłowym, którego towarzystwo zawsze kończyło się do namawiania go przez innych do masturbacji czy rzucaniem fekaliami z pieluchy.
W toaletach nie było klamek, co powodowało częste wchodzenie podczas mycia się czy załatwiania przez chore dzieci czy młodszych chłopców, którzy chcieli popatrzeć i się pośmiać.
Psychiatrzy i psycholodzy skupiali się tylko na osobach z bulimią czy anoreksją, reszcie wwalano leki i nawet nie podejmowano terapii.

Szkoła była tam od 8 do 20 z przerwą na posiłki. Przykładowo od 9:15 do 9:30 drugie śniadanie, od 12:30 do 13 przerwa na obiad itd. Nie mogłeś posiedzieć, poleżeć czy odpocząć, cały czas szkoła i szkoła. Dodatkowo żeby wyszło tyle godzin były dodawane zajęcia terapeutyczne. Na nich oglądane były filmy te same po kroćset razy, czy zajęcia komputerowe, na których nie można było grać w gry ogłupiające i z jakąkolwiek przemocą, przeglądać żadnych portali społecznościowych, gdyż nie można było się z nikim kontaktować, ani przeglądać żadnych stron z memami.
Dodatkowo klasa obejmowała 1, 2 i 3 gimnazjum. Książki były rozrzucane i "róbcie co chcecie".

Było tego pełno, brak luster, jedzenie łyżką, karty z impulsami, które nie były udostępniane, w świetlicy bez siedzeń, zajęcia, które przez 4 moje pobyty wyglądały tak samo, kradnięcie jedzenia z szafek i ubrań, świecenie w nocy latarkami po twarzy, mimo duchoty nieotwieranie okien i nieudostępnianie klamek do ich otwarcia, mała ilość spacerów i wyjścia na taras, zastrzyki uspokajające bez powodu czy czasem nawet pasy bądź kaftan, dawanie kar, podczas których musiałeś chodzić w przysłowiowych pasiakach i wiele wiele...

Rozumiem, że niektóre z tych rzeczy miały swój cel, ale całokształt jest szokujący dla osoby, która dopiero co tam trafi.
Okres z tamtego czasu po wyjściu nie wspominałam zbyt dobrze, łącznie przesiedziałam tam około 9 miesięcy i nic nie wyniosłam poza danymi na siłę bez konsultacji lekami. Często gdy przechodzę obok patrzę w okno, w którym przesiedziałam wiele godzin. Zastanawiam się wtedy, czy ktoś z podobnymi odczuciami tam właśnie siedzi i tęskni za normalnością jak ja niegdyś.
Olsztyn, pozdrawiam.
HollywoodUndead4Ever Odpowiedz

Olsztyn? Cholera, moje miasto. Nie wiedziałam, że na Wojska Polskiego jest taki horror. ;/

Ikunien

Wow też nie wiedziałam a nie mieszkam wcale tak daleko. Wyznanie skłania do przemyśleń...

Mimaczek

Moja znajoma, która spędziła tam około pół roku, nie chce nawet opowiadać o tym miejscu. Nie sądziłam, że może być tam aż tak okrutnie.. Jeszcze bardziej mnie to porusza, bo, tak jak Ty, jestem właśnie z Olsztyna..

78FS

Ludzie... To jest FAŁSZYWE wyznanie.
W żadnym szpitalu psychiatrycznym tak nie jest, a przynajmniej nie w polskim, nienawiedzonym, nieprzeklętym... Obejrzyjcie cokolwiek na YT i tak będą twierdzić, że jest o wiele lepiej.
A minisujcie ile wlezie. Mam gdzieś to.

78FS

Dałabym jakiś link, ale to jest średnio możliwe :/
W każdym razie tak nie ma, jak jest w wyznaniu.

BrunatnaPszczola

Najbardziej z całej tej historii wstrząsnęła mną wiadomość o miejscowości. Olsztyn również, żeby nie było wątpliwości.

ZywiecZdrojxD

Też nie miałem pojęcia. Od dziś będę na pewno inaczej patrzył na to miejsce.

puszekokruszek

@78FS, w niektórych jest duzo gorzej. Nie widziales na własne oczy, nie wypowiadaj sie. YT nie jest jednak zbyt pewnym zrodlem, wszystko jest wyidealizowane.
Ja jako rodzina chorego bałam się tam chodzić, a co dopiero pacjenci, krórzy muszą tam spędzać po kilka miesięcy. Bardzo się cieszę, ze mój krewny wyzdrowiał i nie będę musiała tam wracać.

Angeel

Sporo Olsztyniaków, nie jestem sam xD

Padmeeamidla

Nie wiem jakie są inne szpitale, o Gnieźnie faktycznie nic dobrego nie słyszałam, ale moja koleżanka była w Poznaniu w psychiatryku (z tym, że w młodzieżowym, bo nie miała wtedy 18 lat) i mówiła, że jej tam naprawdę pomogli. Oczywiście był rygor, nie można było mieć telefonów, żadnych przedmiotów które mogłyby stać się bronią (nic ostrego), w danych godzinach trzeba było robić konkretne rzeczy, ale tak przecież musi być na oddziale zamkniętym

MalaMi29

Jeju masakra, mi znajomy pokazywał podobno stamtąd zdjęcia umywalki w szafce :/

Zobacz więcej odpowiedzi (5)
Pia Odpowiedz

W czasach Liceum chciałam być zamknięta w psychiatryku, taka o depresyjna byłam I uważałam, że jedynie tam jest moje miejsce. Czytając takie wyznania cieszę się, że nigdy do tego nie doszło.

PowaznyNoLife

Uwierz mi, że to zależy już od tego do jakiego psychiatryka trafisz. Czy do z rygorem zaostrzonym czy też nie to ma znaczenie. Ja akurat trafiłem to takiego, w którym regulaminu regulaminem w sumie nawet nazwać nie można bo był łagodny. Podczas pobytu nasłuchałem się dużo o jednym z szpitali psychiatrycznych (nie pamiętam już gdzie dokładnie) gdzie specjalnie umieszczają cię z schizofrenikami abyś cierpiał. Wszystko co Twoje zabierają, a jeść każą z plastikowych miseczek (!) które masz na cały dzień. W moim lekcje były normalne, piątki za byle co, nikt nikogo nie poniżał ani nie bił. Szczerze powiedziawszy, były to moje najlepiej spędzone dwa miesiące i cieszę się, że nie trafiłem do gorszego.
Jakby ktoś by się pytał: To ja akurat byłem w Sosnowcu :)

indianka Odpowiedz

Czytałam kiedyś w gazecie popularno naukowej, że pewien badacz postanowił sprawdzić jak wyglądają psychiatryki. Udawał chorego więc go przyjęli. Podobno działy się tam straszne rzeczy! Gdy już chciał szpital opuścić lekarze nie chcieli go wypisać. Nawet tłumaczenia, że to był eksperyment nic nie dały. Dodam, że człowiek ten był zdrowy. Po dłuższej batali wypisano. To nie było w Polsce, naszczęście

HelloHi

To byla typka i zrobiła to żeby książkę napisać czy film o tym zrobić nie pamiętam już, czytaj dokładnie oki

indianka

To nie była żadna typka. To był mężczyzna! Takich przypadków może być wiele, wiec zamiast zarzucać komuś nieuważne czytanie zastanów się czy może ten ktoś też ma rację, Oki? Dziękuję

wikii555

Ale HelloHi tez ma rację, nie wiem czy napisała książkę, ale wiem, że na pewno była dziennikarką i specjalnie zapisała się do psychiatryka na 10 dni. Jak ktoś nie wierzy to nazywa się: Elizabeth Seaman

indianka

Nie neguję w żadny sposób tego co napisała HelloHi. Jak napisałam wcześniej osób które badały sytuację w szpitalach psychiatrycznych mogło być naprawdę wielu. Nie podoba mi się jedynie to, że HelloHi uważa, że niedokładnie czytam :/

livanir Odpowiedz

Z góry uprzedzam: W Lublincu nie lepiej. Pamiętam akcje: Była dziewczyna nerwowa. NIe dziwie się, ze sie wkurzyła(choc zdecydowanie bardziej niż powinna), ze nie chcieli jej wypościć an dwór, a w salce nie mogła biegać(wysportowana i aktywna dziewczyna, przez ćwiczenia sie rozładowywała)... Ogarneła ją furia, a co zrobiły pielęgniarki? Przykuli ją pasami na korytarzu do łóżka! Patrzyliśmy na to (nie raz dzieci), była czerwona od ataku furi, krzyczała i dusiła się... a my musieliśmy na to patrzeć i słuchać, bo nawet nie pozwolili nam iść na świetlice... Jako najstarsza w pokoju musiałam sie zajmować upośledzoną dziewczyną, bo pielęgniarki miały to w dupie.
Najmłodsi jak to dzieci chcieli sie troche pogoić, coś tam popiszczeć czy na spokojnie pogadać w pokoju- nie można było. Albo na korytarzu gdzie było mało miejsca, albo tlyko w swoim pokojowym gronie. Szłam tam z własnej woli, wręcz z nadzieją ze mi pomogą... Wybłagałam u mamy by po 2 tygodniach mnie wypisała... Przez długie lata nie dałam sie leczyć, ze strachu że znowu mnie tam zamkną.
Wszelkim rodzicom, których pociechy mają coś innego niż ataki agresji, polecam wysyłać dzieci do sanatoriów (mniejszy rygor, więc dzieci np. z depresją lepiej to przeżyją), albo wcale. Nie zna nikogo komu psychiatryk by pomógł(znam 5 osób), choć dzienny oddział już niektórym pomógł.
Pominełam kwestie jedzenia, spotkań ze specjalistą itp.. bo wiadomo jak to jest ogólnie w szpitalach

kochammaliny42

Ja byłam w sanatorium gdy miałam 12 lat i bardzo mi to pomogło - psychicznie i fizycznie. Miałam klasę w której się nade mną znęcali przez całą podstawówkę, a miesiąc spędzony w sanatorium pozwolił mi na chwilę o tym zapomnieć. Poznałam świetnych ludzi, nauczyciele byli świetni, wychowawcy się nami opiekowali - może i było mało wolnego czasu, ale przynajmniej weekendy były bardzo luźne. Naprawdę miło wspominam ten czas

charade Odpowiedz

Strach chorować, może to jest mottem terapii.

Rudazpowolania Odpowiedz

Moim zdaniem takie ośrodki powinny być oddane pod stałe kontrole. Ludzie z lekkimi zaburzeniami zamiast się wyciszyć to pogłębiają się w chorobie.
Przykro mi, że musiałaś przez to przejść.

pomidorymalinowe Odpowiedz

Kolega był kiedyś w psychiatryku. Mówił potem że odpoczął jak nigdy wcześniej. Trafił tam na obserwację bo mu się z deka klepki poluzowały. Potem już po lekach było w miarę normalnie.

Bast Odpowiedz

Nie wiem co o tym myśleć. Sama jestem z Olsztyna i osobiście znam kilka osób które z różnych przyczyn tam trafiły i żadna z nich nie mówiła, że została tam skrzywdzona, a jedynie, że dostali pomoc.

Yeez Odpowiedz

Czytając to pomyślałam- w każdym psychiatryku jest tak samo. A jednak to też Olsztyn :) Pozdrawiam, byłam 2 razy. Kierowana 4-5 razy ale później nie wyrażałam zgody na pobyt. Który to był rok, jeśli mogę wiedzieć?

Hafanana Odpowiedz

Zawsze przy wyznaniach o psychiatryku zastanawia mnie dlaczego rodzice nie zareagowali i nie przerwali tego horroru. Nie uwierzyli dziecku, zostali przekonani przez lekarzy, że nie warto przerywać terapii, mieli to wszystko gdzieś?

livanir

Moi przerwali, ale z tego co słyszałam wiele rodziców miało to w dupie, bo po co mają sie opiekować dzieckiem w domu, znosić jego płacz jak mogą zamknąć je w psychiatryku, dać trochę jedzenia i uchodzić za opiekuńczych rodziców. Część z tych dzieciaków była sierowana przez sad/policje/szpital(np. te po próbach samobójczych).

Zobacz więcej komentarzy (19)
Dodaj anonimowe wyznanie