#DpwbY
Jeżdżę na karetce niecały rok. Tam nie ma dużo wolnego czasu. Czasami się jeździ do zawału, wypadku, ostrej trzustki i innych stanów zagrażających życiu, a czasami do bólu małego palca. Jeśli ktoś myśli, że potrafię udzielić pomocy medycznej zwierzęciu, to się chyba widział z głupim przez telefon. Ten, kto uważa, że układy są podobne, niech zamiast wsiąść za kierownicę samochodu wsiądzie za stery samolotu, w końcu środek transportu to środek transportu.
Taa, a potem nagle ktoś z zawałem musi czekać na wolna karetkę, bo takowa była, ale sobie pojechała do chorego psa :D. Szczerze mówiąc, to myślałem że prędzej ten argument podasz jako pierwszy.
panie miej ten zawal kiedy indziej, bo pieska boli nuszka ;p
Poza tym piesek nie opłaca składek zdrowotnych. Brak ubezpieczenia -brak karetki albo zapłata za nią. Jakby musiała zapłacić jedna z drugą, to by już jej nie chciały.
Dziecko i bezrobotny też nie opłacają składek. ;)
Bezrobotny zarejestrowany w urzędzie pracy ma ubezpieczenie. Dzieci dopóki się uczą ubezpieczanie mają od rodziców ze składek :)
Czyli nie płacą.
Ale chyba się zdarza, ze do osłów jeździcie?
Do świń też.
I do małp
Barany pewnie też na porządku dziennym
Głuptaki też by się znalazły.
Zwierzęta zwierzętami ale do buraków pewnie też
I bałwanów, może się chcoiaż na wiosnę parę roztopi to będzie mniej...
Ja uważam, że powinno funkcjonować coś takiego, jak pogotowie dla zwierząt. Wypadki zdarzają się przecież podobnie jak u ludzi, a właściciel nie zawsze ma możliwość odpowiednio szybkiego zapewnienia zwierzęciu opieki weterynaryjnej. Nie mówię od razu o ogromnych karetkach pogotowia, które jadąc na sygnale mogłyby stanowić zagrożenie na drodze i które kosztowałyby państwo nie wiadomo ile pieniędzy, bo zdaję sobie sprawę że to mogłoby być ciężkie do osiągnięcia, jednak odpowiednio przystosowane samochody które w nagłym wypadku dojechałyby do rannego zwierzęcia i umożliwiłyby weterynarzowi udzielenie pierwszej pomocy oraz zabranie go do kliniki byłyby naprawdę na wagę złota :)
Ratująca nie tylko zwierzęta które maja właścicieli, ale także takie leśne, lub bezpańskie.
W wiekszych miastach istnieją karetki dla zwierząt :) są zwykle własnoścą szpitala, do którego zwierzak jest odworzony
@Zimowomi tak, oczywiście!
@Fina nie spotkałam się z tym nigdy, ale bardzo dobrze że istnieją 😁
Przecież chodzimy po chodnikach, więc jak ich nie używamy?
Mieszkam we Wrocławiu, jest kilka karetek. Mam też w telefonie zapisany nr karetki na wypadek, gdyby kotom rodziców coś sie stało. Jeśli chodzi o dziekie zwierzęta, koszty pewnie ponosi pewnie fundacja lub jeśli sie zgodzi osoba zgłaszająca. Mój tata ma jeszcze kilka bezdomych kotów, które dokarmia i leczy na własny koszt, zawsze jakiś weterynarz zgadza się przyjąc potrzebującego (ojciec wpisywany jest wtedy jako jego wlaściciel). Problemem jest to, że za dziekie zwierzaki nikt nie chce płacić, a koszty często nie są małe, wiem ile wynoszą taty rachunki za jego biedy i nie dziwie sie weterynarzom, którzy nie przyjmują bezpańskich zwierząt bez obietnicy pokrycia rachunku
Aby rozwiać wątpliwości - za opiekę nad dzikimi zwierzętami po wypadkach odpowiedzialna jest gmina (w przypadku gmin miejskich - miasto). Jako że w urzędach są zwykle nienajlepsze warunki dla rannych saren, bo im się raciczki rozjeżdżają na marmurowych podłogach, to często odbywa się to tak, że się podpisuje umowę z jakąś fundacją i ona zgarnia zwierzaki, a od każdego takiego podopiecznego dostaje pajdę od miasta/gminy.
Ciekawe czy byłaby taka szczęśliwa i animalsowa kiedy karetka z wypadku zamiast ją z rozbitą głową, uszkodzonym kręgosłupem, bólem itp. Bierze jej Fafika bo nie był przypięty pasem i wyleciał przez przednią szybę.
Ps. Pracuję na SORze więc piąteczka kolego😊 i byle do końca bo akurat zaczęłam.
Jak ktoś jest "animalsowy", jak to nazywasz, to wie do czego służą pasy w aucie i przypina psa pasem (tak, istnieją pasy dla psów - wygląda to jak krótka smycz zakończona zamiast uchwytem, to końcówką od pasa, którą się wtyka jak każdy inny pas do właściwej dziury, a psu podpina do szelek, żeby się nie powiesił na obroży) albo ma w aucie klatkę, więc lot przez szybę nie grozi psu, który ma odpowiedzialnego właściciela.
a ubezpieczenie zdrowotne za pieska placi? pewnie nawet podatku nie odprowadza, ale wymagania z kosmosu
Podatek od psa jest podatkiem lokalnym i gminy bardzo często uchwalają jego wysokość na okrągłe zero złotych, bo więcej by to przynosiło kosztów niż zysków. A co do ubezpieczenia zdrowotnego, to jest argument dość śliski, bo w końcu niezależnie od ilości osób na utrzymaniu (partnera/ki i dzieci), które można sobie pod ubezpieczenie "podpiąć", to płaci się taką samą kwotę, więc te osoby dostają ubezpieczenie jako gratis z tytułu bycia czyjąś rodziną, a nie opłacone samodzielnie z wypracowanej pensji. Także pewnie są ludzie, którzy mogą uznać: "skoro Heniek ma 5 dzieci i wszystkie mają jego ubezpieczenie, to czemu mój Fafik nie może mieć, skoro też pracuję, zarabiam tyle co Heniek, a psa mam jednego?".
A mnie to się marzy możliwość wykupienia prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego dla zwierzaka. Bym sobie płaciła abonament co miesiąc i w razie jakiejś choroby czy wypadku nie musiałabym się martwić, czy dożyję do wypłaty.
U mnie w mieście funkcjonuje pogotowie dla zwierząt, które dysponuje karetką. Można rozwiązać problem bez nerwów.
cóż. w Niemczech nie raz byla sytuacja ze karetka jechała do zwierzęcia, które ktoś potrącił, moje znajome mialy taki przypadek i psa reanimowali w drodze do weterynarza. brzmi to absurdalnie, ale jak widać można. musiały za ta akcje zaplacic 400 euro
No ale zaraz to dystrybutor nie wiedział gdzie wysyła ta karetkę?
Szczerze to sr*m na tych wszystkich debili co zwierzęta traktują jak bogów. Śmieją się z egipcjan i hindusów, że czcili koty, krowy czy małpy i za ich zabicie była kara śmierci, a zobaczcie na komentarze pod filmem czy artykułem o tym, że ktoś znęcał się nad pieskiem. 90% z nich jest za kastracja, troturami lub śmiercią dla takiej osoby. W przypadku zabicia człowieka z kolei ci sami ludzie nie są za karą śmierci, bo nie ma dowodów... Oczywiście jak ktoś zabije kotka, to najlepiej go bez sądu na pal wbić. W kwestii zwierząt niektórzy mają pi*rdolca i zwierzę dla nic znaczy więcej niż człowiek. Idioci to są tego samego pokroju, co antyszczepionkwowcy czy inni płaskozismcy. Zero racjonalnych argumentów ma 99% z nich.