#GPup9
Kochałam brata, ale życie nim było trudne. Całe życie było podyktowane jego niepełnosprawnością. Nie było mowy o wyjeździe na wakacje w dowolne miejsce, mieliśmy mało pieniędzy (głównie przez kosztowne leki i rehabilitację) i musiałyśmy pomagać mu w każdym aspekcie życia. Żeby odciążyć mamę, często sama rano ubierałam i karmiłam brata, pomagałam jej go myć. Gdy byłam w liceum i wychodziłam z koleżankami na spacer do parku, czasem zabierałam Michała z nami (za zgodą koleżanek), bo było mi przykro, że on nie ma z kim wyjść.
Michał zmarł w wieku 17 lat. Nie zliczę, ile łez po nim wylałyśmy i nie opiszę, jak bardzo było mi żal, ale… po jakimś czasie pojawiła się nieśmiała ulga. Bo zaczęło być nam trochę łatwiej finansowo, trochę swobodniej; miałyśmy mniej obowiązków, więcej czasu.
Efektem tego był mój stosunek do mężczyzn – nie uważałam ich za silnych. Do czasu, gdy spotkałam Marcela. Cieszyłam się, że mam kogoś silnego, mądrego, zaradnego i wspierającego u swojego boku; kogoś, kto daje mi poczucie bezpieczeństwa. Po dwóch latach zaręczyliśmy się.
Rok temu Marcel miał wypadek – potrącił go pijany kierowca. Wygrał walkę o życie, ale stracił swoją sprawność – przez uszkodzenie rdzenia kręgowego został sparaliżowany od pasa w dół.
Kiedy dowiedziałam się, że nie będzie chodził, chciałam z nim zerwać. Bo nie chciałam znowu żyć z człowiekiem w jakimś stopniu ode mnie zależnym, słabszym. Nie chciałam znowu ograniczeń wynikających z niepełnosprawności, nie chciałam stracić tej spontaniczności, z jaką żyłam. Przychodziłam do szpitala tak rzadko ja mogłam, tłumacząc się nawałem pracy i wymagającymi studiami magisterskimi. 3 razy szłam odwiedzić Marcela z zamiarem zerwania zaręczyn. Za każdym razem porzucałam ten pomysł widząc uśmiech, z jakim mnie witał. Nikt nigdy nie o tym nie dowiedział.
W końcu wygrała moja wielka miłość do niego. Za kilka miesięcy bierzemy ślub i wiem, że to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Jestem szczęśliwa. Marcel, mimo niepełnosprawności, świetnie sobie radzi, uparcie się rehabilituje i uczy życia na wózku. Ja wspieram go ze wszystkich sił. Wszyscy uważają mnie za cudowną narzeczoną… a ja do tej pory czasami nie mogę zasnąć ze wstydu, że wtedy o mało go nie zostawiłam.
Kurcze, kobieto. Bardzo podziwiam Twoją mamę i Ciebie, obie jesteście mega mocnymi babkami... Wiesz, czasami bywa tak, że mamy chwilę zwątpienia. Ważne jest jednak to, że wybrałaś sercem. Twój facet ma duże szczęście, że ma Cię przy sobie. Razem pokonacie wszelkie problemy. Dużo zdrówka i powodzenia dla Was! :)
Mamę masz cudowną: samotnie wychowała chorego syna i wspaniałą córkę. Ty sama - jesteś świetną kobietą. Słów brak:-).
Twoje wyznanie tchnie taką czystą radością i miłością, że głowa mała. Ty wiesz, co się w życiu liczy. Wszystkiego najlepszego!!!
Nie musisz się nikomu tłumaczyć ze swoich myśli i uczuć. W końcu nie wzięły się znikąd. Życzę powodzenia!
Byłaś wspaniałą siostrą:). Podziwiam Cię za siłę i wytrwałość, życzę Wam dużo szczęścia i jak najmniej przeciwności :)
ale jestes super osoba ( a ze miałas gorsze dni ) - kazdy ma , tylko ze ty umiesz postawic czoła trudnoscia a inni w przedbiegach sie poddaja .
Chwilę zwątpienia może mieć każdy i to jest po prostu ludzkie. Bo mimo wszystko życie z niepełnosprawną osobą jest inne, trudniejsze i ograniczające. Moim zdaniem należy Ci się podwójny podziw, bo Ty podjęłaś te decyzję znając jej konsekwencje. Wielu ludzi tu w komentarzach i w życiu będzie mówiło, że nigdy nie zostawią partnera w razie wypadku czy kalectwa. I z pewnością w to wierzą. Ale oni tak naprawdę nie wiedzą na co się decydują i nie wiedzą jak to tak naprawdę będzie. Ty przyjęłaś to ze świadomością konsekwencji.
Jesteś silną kobietą. Niejedna na twoim miejscu by się poddała, a ty dzielnie to wytrzymujesz. Tak trzymaj!
Myślę, że możesz Mu o tym powiedzieć i wyjawić jak Ci bardzo z tego powodu wstyd. Przypuszczam, że pewnie sam miał podobne myśli. Nie sądzę, żeby się obraził, wręcz pewnie doceni to, że Twoje uczucie jest silniejsze od jego niepełnosprawności. A Tobie ulży.
Oczywiście musisz sama ocenić sytuację, ale dość często się zdarza, że jedna osoba w związku kisi się latami z czymś i uważa coś za straszną rzecz, a po wyjawieniu sprawy druga strona stwierdza, że dana rzecz nie ma dla niej żadnego znaczenia i kompletnie nie chowa urazy. (słowa psychologów prowadzących od lat terapie dla par)
Moim zdaniem nic nie powinna mu mówić. Miała chwilę zawahania, ok. Każdy ma. Facet może na niej polegać i to nad czym ona wtedy myślała, nie ma znaczenia. Może faktycznie jej ulży, ale jeśli Marcel poczuje się jak kulą u nogi? Napewno mu się zrobi przykro, może nawet chcieć odwołać ślub, dla dobra autorki. Ja bym nic nie mówił.
Naprawdę myślisz, ze to dobry pomysł, żeby mu o tym powiedzieć? Jej partner zdaje sobie sprawę, ze jest i będzie obciążeniem dla autorki. Po wyznaniu, że chciała go zostawić będzie mu jeszcze trudniej i będzie się zastanawiał, czy nie jest z nim tylko z litości.
Pewnie zbiorę za to hejt, ale dla mnie z waszej dwójki to Marcel jest silniejszy. Podczas gdy ty miałaś wątpliwości, czy będziesz w stanie żyć z osobą niepełnosprawną, on za każdym razem witał cię z uśmiechem. Z pewnością wymagało to wielkiej siły biorąc pod uwagę jego sytuację.
Oh, ten komentarz nie zasługuje na hejt - to że Marcel jest silny nie ulega wątpliwości :)
W pierwszych dniach po wypadku, gdy stało się jasne, że nie będzie chodził miał chwilę załamania, ale to normalne. Później jak to przetrawił i porozmawiał z psychologiem, to zmienił nastawienie i zaczął walczyć.
To co piszesz o uśmiechu - jestem pewna, że chciał nim sprawić, żebym poczuła się lepiej i się mniej martwiła. I za to go uwielbiam. Co tu dużo mówić, pokochałam wojownika :)
To naturalne, ze miałaś wątpliwości, kto jak nie Ty wiedziałby co znaczy, gdy druga osoba jest w stu procentach zależna od Ciebie. Podziwiam, ze znalazłaś tyle siły, żeby przeczekać, przezwyciężyć. Myśle tez, ze fakt, ze widzisz w Marcelu chęć poprawy i motywacje, a nie użalanie się nad sobą tez mocno wpłynął na Wasz związek. Trzymam kciuki!