#HTQuy
Moi znajomi dzielą się na dwie grupki, jedni są przekonani, że jestem kryptogejem, drudzy, że mam jakąś nieuzasadnioną awersję do ludzi. Ale ja ludzi lubię. Za bardzo.
Mój problem polega na tym, że za bardzo się przywiązuję. Do znajomych, do rodziny... no do każdego, kogo poznam. Stąd też bierze się drugi, ważniejszy problem. Jestem chorobliwie zazdrosny. Potrafię być zazdrosny o każde, nawet najmniejsze głupstwo. Tłumię to w sobie, ale na dłuższą metę nie da się z tym normalnie funkcjonować.
Znajomy spotyka się na mieście z kimś innym? Foch. Rodzice chwalą za coś mojego młodszego brata? Foch. To nie jest normalne.
Dlatego nie chcę wikłać się w żaden poważny związek, bo wiem, że ta zazdrość zniszczy zarówno mnie, jak i moją potencjalną dziewczynę.
Rodzina i znajomi nie wiedzą o moich problemach, staram się nie pokazywać im swojej zazdrości. Nie wiedzą też, że od jakiegoś czasu chodzę do psychologa. Chcę pozbyć się tej okropnej zazdrości. Pracuję nad tym.
Ostatnio, gdy przyszedłem na kolejne spotkanie, sesja z innym pacjentem nieco się przedłużyła i widziałem, jak pani psycholog żegna się z nim śmiejąc się i żartując. No cóż, o to też byłem zazdrosny...
Świetnie, że chcesz coś z tym zrobić. Wielu takich zazdrośników bagatelizuje problem i zatruwa życie sobie i partnerowi.
A potem się robi z tego syndrom Otella i trzeba od takiego jak najdalej... wystarczy poczytać opinie żon/mężów.
Lekarz to dobra decyzja. Byle tylko dobry lekarz. Myślę, że fakt, że jesteś świadom problemu to dobry początek i wyjdziesz z tego po jakimś czasie terapii ;) Trzymam kciuki!
Psycholog to nie lekarz.
@Ryby, na terapię (na NFZ przynajmniej) trzeba mieć skierowanie od lekarza-psychiatry. Potem przejść kwalifikację itd, ale to już nie ważne.
Trzymam kciuki żeby ci przeszło
No duży plus za to że masz świadomość że to nie jest normalne i coś z tym robisz.
czytając to wyznanie tak bardzo widzę siebie i bardzo dobrze cie rozumiem, jestem zazdrosna o wszystkich znajomych, przyjaciele spotkali się bezemnie? Foch, koleżanki poszły bezemnie do kibla w szkole? Foch, To mega trudne w życiu być zazdrosnym o wszystkich i ciągle czuć się gorsza, albo na drugim trzecim dziesiątym miejscu, znajomi chyba mają mnie dosyc przez to bo ciągle robię im wyrzuty że np poszli gdzieś bezemnie i świetnie się bawili, chyba mój przyszły chłopak jeżeli wgl będzie to nie wytrzyma z moja chorą zazdrością o wszystko i zostanę sama ze zwierzakami...
To chyba powinniśmy się spiknąć ;)
To może zacznij coś robić ze swoim problemem zamiast oczekiwać, że inni będą z tobą wytrzymywać. Autor przynajmniej nikomu nie robił wyrzutów z powodu swojej zazdrości.
Niestety mam tak samo, ostatnio jeszcze przypałętała się depresja (podobno długo "tłumiona" i dopadła mnie w całą mocą), więc dla swoich przyjaciół byłam podwójnie denerwująca i zostałam sama. Nie polecam...
Też nie chcę się pakować w żaden związek bo boje się, że zatrułabym potencjalnemu partnerowi życie. Co prawda w moim przypadku nie chodzi o chorobliwą zazdrość, ja zaczynam w pewnym momencie relacji traktować drugą osobę jak swoją własność. Stawiam siebie na pierwszym miejscu, oczekuję że będzie na każde moje zawołanie, strasznie się zaczynam rządzić i wtrącać w życie tej osoby żeby wszystko szło po mojej myśli, a jak się nie dostosowuje to się wściekam i próbuje wzbudzić w niej poczucie winy. Przy znajomych i przyjaciołach udaje mi się to jakoś hamować, przy chłopaku nie wiem czy dałabym radę. Wolę nawet nie próbować
I takie wizyty coś pomagają? Bo zdaje się, że mam podobny problem, ale o lekarzu nie myślałam :/
Nie każdy musi mieć drugą połówkę. Poświęć się nauce, bądź wynalazcą nowego napędu do statków międzygwiezdnych, albo zostań honorowym dawcą krwi.
Mam dziwne wrażenie, że wiele osób za najwyższy i jedyny cel egzystencji stawia sobie znalezienie drugiej połówki czyniąc z tego nie tylko „być albo nie być”, ale wręcz przeistaczając poszukiwanie tego jedynego w swego rodzaju hobby i na jego rzecz porzuca wszelakie inne zainteresowania.
Myślę, że jeśli ktoś czuje potrzebę mieć drugą osobę w życiu, to żadne wizje zbawiania świata tego nie zmienią. Choć faktycznie szukanie na siłę bo "każdy kogoś ma" uważam za głupie i bezsensowne.
A ja im się nie dziwię. Jedno słowo: samotność.
Żeby zaspokoić samą potrzebę bliskości, niekoniecznie trzeba być w związku (chyba, że chodzi o sferę stricte seksualną, wtedy rzeczywiście by się przydało). Ale np. przytulać się można równie dobrze z przyjaciółmi, czy psem :p Prócz tego, nie zgodzę się, że ludzie, którzy mają te potrzebę na niskim poziomie, nie powinni wchodzić w żadne związki - zawsze przecież mogą spiknąć się z osobą podobną do nich pod tym względem.
Fajnie wiedziec ze nie tylko ja mam Taki Problem. Znaczy nie fajnie dla ciebie, ale mi jakos razniej. Da sie to wyleczyc?
Mam to samo! Poznamy się? 😁😏