#I99O6

Obrońcy życia, przeczytajcie proszę.

Mój brat przeszedł na świat w czasach, gdy aborcje przeprowadzało się wieszakiem, w tajemnicy przed światem, w strachu, w cierpieniu. Moja mama miała już trójkę dzieci i jedynie strach przed osieroceniem nas sprawił, że mama się nie odważyła na ten krok. Urodziła naszego brata i to był dzień, który zamienił nasze życie w piekło. Brat urodził się bardzo chory, z szeregiem upośledzeń, od wodogłowia, przez rozszczep kręgosłupa, po całkowitą ślepotę i głuchotę. Lekarze od początku przewidywali, że nie przeżyje pierwszej doby. Ale przeżył nie tylko pierwszą dobę, ale i 10 kolejnych lat. Nigdy nie powiedział ani słowa, nigdy się nie uśmiechnął, całe życie spędził w łóżku.

Moi rodzice poświęcili całe swoje dotychczasowe życie na opiekę nad dzieckiem. Mama musiała zrezygnować z pracy i zamknąć swoją firmę, która była dla niej wszystkim. Tata również musiał zmienić pracę na taką, która umożliwiała mu częste wyjazdy. Zaczęły się rehabilitacje, 24-godzinna opieka, wyjazdy na specjalistyczne turnusy, szukanie pomocy, gdzie tylko się da. Tygodnie, a nawet całe miesiące spędzane w szpitalach. Niewiele rodziców pamiętam z tamtych czasów. Nigdy nie mieli czasu dla mnie ani rodzeństwa. Miałam 8 lat, gdy musiałam dorosnąć, zająć się sama sobą, nauczyć się sprzątać, gotować, przewijać i karmić brata. Moi rodzice nie mieli czasu na mój ból, mieli swój własny, o wiele głębszy. Przez cały czas kombinowali, w jaki sposób zdobyć pieniądze na leczenie. Wtedy jeszcze nie było internetu, nie było zbiórek.

Mój brat przeżył 10 lat. Cały ten czas przeleżał w łóżku, nigdy nie nauczył się mówić, komunikować ze światem, reagować na innych. Jego krótkie życie było wypełnione szpitalem, operacjami, rehabilitacjami, ale przede wszystkim bólem.

I wiecie co? Gdy umarł, wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Moja mama płakała często przez te 10 lat, ale po raz pierwszy w jej łzach nie było rozpaczy, tylko prawdziwa radość. Pamiętam mojego tatę, gdy przyszedł do nas tego samego dnia i jego pierwszym słowem było "przepraszam". Później, o wiele później, wytłumaczył nam, czym były te przeprosiny. Tym, że nie dał nam takiego dzieciństwa, na jakie zasłużyliśmy. Że nie dał nam tyle uwagi, miłości, a przede wszystkim spokoju. Płakaliśmy wszyscy, ale to były łzy szczęścia. Do dziś pozostało to naszą rodzinną tajemnicą.

To jedno życie, o które tak walczycie, zniszczyło pięć innych żyć, zniszczyło naszą psychikę. Zniszczyło mamę, która musiała zrezygnować ze swoich marzeń i szczęścia. Zniszczyło tatę, który popadł w alkoholizm.
Zniszczyło mnie i moje rodzeństwo, bo żadne z nas nie chce mieć dzieci.
A mi pozostał ogromny żal w sercu. Żal do polityków, do systemu, do ludzi. Mam żal o to, że to jedno "życie" jest ważniejsze od żyć nas wszystkich.
nevada36 Odpowiedz

Może niech każdy przeciwnik aborcji adoptuje takie dziecko na co najmniej rok i przemyśli sprawę jeszcze raz.

rutabo

A zwolennicy imigracji przyjma pod swój dach terrorystów. Zwolennicy rozdawnictwa socjalnego niech rozdaja ze swoich itp, itd.

maIasarenka

Nie zdziwiłoby mnie, gdyby się za to zabrali.

Hvafaen

Rutabo, jak dla mnie to ty jesteś terrorystą, a nie przeciętny imigrant.

PoraNaPiwo

SokoliWzrok, to tak nie działa. Ci, co zazwyczaj dobrze sobie radzą, zwykle są niepełnosprawni od jakiegoś czasu, a nie od urodzenia. Poza tym zazwyczaj jak jest szansa, że dziecko będzie miało szanse względnie prawidłowo funkcjonować, to się o nie walczy. Całkowicie zgadzam się z autorem wyznania. Dla ratowania jednego życia poświęcono życia kilku innych osób, a osobie ratowanej dano kilka lat cierpień. I w zasadzie tylko cierpień, nic więcej.

bazienka

Sokoli sorry, ale jest roznica pomiedzy zlepkiem tkanek bez wyksztalconych funckji zyciowych i przewodnictwa nerwowego a zabiciem czlowieka
no i jest roznica miedzy plodem, ktory bedzie warzywem, a WYSOKOFUNKCJONUJACYM niepelnosprawnym

Kurosaki

Wydaje mi się, że zabrakło by niepełnosprawnych dla każdego po jednym. Ciężkie wady genetyczne to jedno urodzenie na kilka tysięcy, za to imigrantów wystarczyłoby dla każdego.

NordicLight

Nigdy nie zrozumiem tych postów typu "a zwolennicy aborcji niech powiedzą dzieciom z zespołem downa że nie powinny żyć". Dlaczego nie powinny? Przecież ich rodzice zdecydowali się na to życie. Gdyby aborcja była legalna, to nikt nie kazałby nikomu się jej podejmować.

rockandrollqueen

Tu gdzie mieszkam, aborcja jest legalna, również ta na życzenie, a mimo to przyrost naturalny jest wyższy niż w Polsce.
To, że ma się wybór, nie znaczy, że każdy będzie ciszę usuwał, lub że będzie do tego zmuszał kogokolwiek.

TylkoRaz

Tak, dokładnie tak powinno być. Jeśli jesteś zwolennikiem stwarzania problemów, to albo mniej na nie rozwiązanie albo bierz je na klatę- ale sam, a nie decyduj, że konsekwencje powinni ponosić inni w ramach twojego światopoglądu.

rutabo

@Hvafaen Dobra, dobra, wszyscy wiemy kim sa potomkowie UPA.

Zobacz więcej odpowiedzi (1)
ad13 Odpowiedz

Nie żebym od razu twierdziła, że cała historia jest zmyślona, jednak zastanowiło mnie to zdanie:

"Mój brat przeszedł na świat w czasach, gdy aborcje przeprowadzało się wieszakiem, w tajemnicy przed światem, w strachu, w cierpieniu."

Czyli właściwie kiedy? W czasie wojny, że nie było dostępu do lekarza i gabinetu? Chyba, że urodził się nie w naszym kraju, bo w Polsce, od roku 1932 aż po dziś, aborcja ze względów medycznych zawsze była możliwa, a w czasach od okupacji niemieckiej do roku 1993, takie wskazanie nie było do jej przeprowadzenia w ogóle potrzebne.

Expatt

@ad - też mnie to zaciekawiło. Natomiast myślę, że opcje są dwie: albo to zdarzyło się gdzieś w latach 1945-56 (bo wtedy aborcja była semi-nielegalna), albo po 1993 w sytuacji, w której badania prenatalne nie wykazały wad płodu. Bardziej prawdopodobna jest druga opcja: autor nie pisze, że od początku wiadomo było o problemach, zaś podziemie aborcyjne wyglądało trochę tak, jak jest opisane (aborcje dokonywane może nie wieszakami, ale za to cichaczem w polowych warunkach przez dość szemranych lekarzy)

ad13

Od 1950 do 1956 aborcja była możliwa (zdrowie, gwałt, kazirodztwo, nieletniość), ale mniejsza z tym, bo zapewne nie o te czasy chodzi.

Dalej nie całkiem mi się to składa - założyłam, że kobieta wiedziała i dlatego właśnie rozważała aborcję, bo tak poważne wady płodu raczej nie mają szans być niewidoczne w badaniach, a wtedy de facto mogła przerwać ciążę całkowicie legalnie (więc tu mi zgrzytnęło).
No ale może faktycznie myślała o aborcji, bo zwyczajnie nie chciała kolejnego dziecka, lekarz z jakiegoś powodu zataił prawdę, nie badała się, czy inny dziwny przypadek nastąpił, że dziecko dopiero po urodzeniu okazało się chore.

Z tym podziemiem po samym 1993 aż tak źle nie było (przynajmniej jeszcze przez następne 10 lat), cichaczem - owszem, ale niekoniecznie zaraz w warunkach polowych. Niektórzy lekarze, zajmujący się tym wcześniej mieli gabinety prywatne, gdzie przeprowadzali takie zabiegi za odpowiednią opłatą (info szło pocztą pantoflową). Wiem też, że i w szpitalu czasem było to możliwe (jeżeli ktoś miał znajomości). No ale pewnie z upływem lat rzeczywiście była to coraz bardziej ryzykowna sprawa.

didja

Jeżeli własna firma, która była całym światem i turnusy rehabilitacyjne dla osób z takimi głębokimi niepełnosprawnościami, to raczej po 1993. I nieprawda, że zawsze można było wykonać aborcję ze wskazań medycznych - ile kobiet było tak zwodzonych, że było już za późno, albo wszędzie im odmawiano zabiegu.

Natomiast ten "ratunek" zniszczył 6 żyć, nie pięć. Brat przeżył najcięższe piekło. Mówię to jako osoba z przewlekłym bólem (20 lat) tak silnym, że nie działa fentanyl. A ja dobrze słyszę, trochę jeszcze widzę, mówię...

ad13

Didja, wiem, dlatego napisałam:
"może faktycznie myślała o aborcji, bo zwyczajnie nie chciała kolejnego dziecka, lekarz z jakiegoś powodu zataił prawdę, nie badała się, czy inny dziwny przypadek nastąpił"

Z tymi turnusami i firmą rzeczywiście - masz rację.

Waniliowabeza

@ad13, Expad, moja sasiadka w 80 latach, wieszakiem sie malo nie zabiła (cale osiedle o tym gadalo, miala juz 4 dzieci)

maIasarenka

Dokładnie, kiedyś był nieograniczony dostęp do aborcji, więc wygląda na to, że całe wyznanie to jakaś proaborcyjna bzdura.

bazienka

noooo wlasnie logiczne jest, ze po roku 1993? przed "kompromisem"
wczesniej aborcja byla legalna
co do tego czy wiedzial nie ma pewnosci, z badaniami prenatalnymi bylo roznie, zaleznie od okresu, sprzetu, miejscowosci

o jaaa didja, tulam cie, tak mi przykro...

bazienka

sarna tobie juz mowilam- ile takich dzieci wychowujesz? przy ilu pomagasz?
wez takie na pol roku to bedziemy mogly pogadac

Soczewica

Sarna wychowuje setki takich dzieci ale na odleglosc. Zapytana o to jak pomaga odpowiedziala, ze zabijac nie mozna i tyle bylo z rozmowy. Sarna tak pomaga, ze jest przekonana, ze kazdy niepelnosprawny otrzymuje zadowalającą pomoc a teraz dostaną lepszą.

bazienka

no prosze, to sie nazywa "adopcja duchowa" xd
bezstresowo

Zobacz więcej odpowiedzi (38)
Vito857 Odpowiedz

To jest dokładnie to, co ja zawsze tutaj na ten temat piszę. Znam z doświadczenia, bo mój stryj jest niepełnosprawny (porażenie mózgowe dziecięce), mój dziadek się "wymeldował" z tego świata ponad 20 lat temu, a mój ojciec 8 lat temu, także babci ewentualnie ja pomagam.
Akapit z aborcją wieszakiem jest niepotrzebny, natomiast pozostała część jest jak najbardziej prawdziwa, bo znam to ze swojego życia. Tyle, że twój brat przeżył 10 lat w stanie wegetatywnym, a mój stryj 43 w jako takim (choć też trudnym).

bazienka

no i wlasnie dlategotez o tym trabie od lat, ale wyzywaja mnie od Hitlerow i innych
swiadome rodzenie uposledzonych/chorych dzieci jest bestialstwem wobec tych dzieci- bo zaspokaja jakas chora potrzebe rodzica do umartwiania sie kosztem cierpienia takiego dziecka (no nie wiem, jakos bardziej milosierne wydaje mi sie usuniecie plodu zanim wyksztalci mozliwosc czucia bolu niz patrzenie na cierpienie u umieranie dziecka ze sprawnym przewodnictwem nerwowym), stosowania martyrologii i robienia z siebie ofiary
a robienie kolejnego w takiej sytuacji jest bestialstwe wobec niego, bo pomaga przy chorym ordzenstwie odkad nauczy sie chodzic
pol biedy jak ma odwage sie potem odciac i usamodzielnic, ale jesli nie to czesto poswieca swoje zycie i szczescie by przedluzyc wegetacje siostry czy brata
albo pilnowac go 24/7 z oczami w dupiu, jak opisywana tu kiedys historia 15letniego chlopaka z ZD, ktory zesral sie do lozka i to rozsmarowal po scianach...

Niezywa

Bazienka, ale mówisz prawdę, inni są zbyt ograniczeni jeśli tego nie rozumieją. Jeśli dziecko ma przyjść na ten świat i cierpieć to niech nie przychodzi wcale.

korosmajor2

niezywa akurat ty o byciu ograniczonym wiesz najwięcej, bezmózga foliaro.

Niezywa

Nie wiesz o mnie nic, mały człowieku Ale zakładaj więcej multikont, skoro pomaga ci to zdobyć pewność siebie.

MaRee Odpowiedz

Wiem o czym mówisz.
Mam w rodzinie osobę niepełnosprawną, totalna roślinka, ale żyje już ponad 20 lat.
Każdy kto mi mówi, że takie dzieci też muszą żyć, proponuję, że oddam swojego krewnego jemu na chociaż tydzień. Wtedy nagle zmienia się temat rozmowy.
No cóż..

PiratTomi

Typowe dla debili prolife. Pierwsi do ujadania, ostatni do poniesienia odpowiedzialności za to szczekanie.

Łatwo się gada: "urodz i oddaj"*, ale to nie eliminuje problemu, bo wtedy ktoś inny musi się zająć rośliną. Oczywiście ten ktoś, to żaden prolife, bo oni tylko mądrzy w necie.

*już pomijam kwestie obciążenia organizmu matki ciążą i porodem, które nie przypominają zaparć po kebsie.

BleakBlackRock Odpowiedz

Bardzo wspolczuje Tobie oraz Twojej rodzinie. Osobiscie nie wierze w zadna religie ale mysle sobie ze dusza jest, jak taki zblakany swietlik. Ze gdyby Twoja mama mogla dokonac aborcji, to ta dusza moglaby wejsc w zdrowe cialo na przyklad. Bo jesli dusza dla czlowieka ma ten rozmiar oraz ludzie pamietaja czasem przeszle zycia to moze trafic na lepszy grunt. Tego typu wyznania uwazam nie za prowokacje albo popueranie tezy (podobnie jak skrajnie odmienne) ale bardziej “wyplywaja” i ludzie chca sie podzielic w dobie tego co sie teraz dzieje. Ja jestem za wyborem zgodnie z wlasnym sumieniem, aby dziecko bylo chciane. Zdrowe czy nie.

bazienka

ciekawa teoria z tym swietlkiem :)

HeavyLikeAWitch Odpowiedz

Obrońcom życia to i tak nie przemówi do rozsądku, bo takowego nie mają. Bo "życie jest święte", bo "tak mówi biblia". Już pomijając, że żaden z nich nie przeczytał tej biblii, bo by wiedzieli, że mówi ona zgoła co innego. Hipokryci.

Backwards Odpowiedz

Ja jestem za wolnym wyborem kobiet i szlak mnie trafia jak słyszę co wymyślają w tym kraju. Czekać tylko aż zabiorą nam prawa do głosowania, do pracy i pyk znajdziemy się w "opowieściach podręcznej". Strach myśleć.

Żyjemy w zacofaniu uhhhh

Corazwiecejpustki

Hmm, tak wlasciwie to analogii coraz wiecej. Tam tez nie zdarzylo sie nic z dnia na dzien.

Backwards

Corazwiecejpustki - pamiętam, że w serialu zaczeło się właśnie od małych rzeczy. Typu kobiety, żeby kupić leki antykoncepcyjne potrzebowały podpisanej zgody faceta. To będzie znak;p jeśli to zacznie iść w tą stronę to spierdzielam z tego zacofanego kraju.

modanaczekolade Odpowiedz

"Mój brat przeszedł na świat w czasach, gdy aborcje przeprowadzało się wieszakiem, w tajemnicy przed światem, w strachu, w cierpieniu"

Czyli kiedy? W epoce kamienia łupanego? W ogóle to idiotyczne, że ktoś takie wyznania pisze. Ja osobiscie jestem za wyborem, ale nie potępiam ludzi, którzy są za życiem - jeżeli nie wtrącają się w moje życie to ja totalnie szanuje, że mają odmienne zdanie i próby przekonywania do zmiany zdania albo wyzywanie jest moim zdaniem chore.

Corazwiecejpustki Odpowiedz

W PRL-u problem z aborcja byl wylacznie finansowy. Prywatna wizyta (droga) u ginekologa i po sprawie. Nie bez powody domy tych lekarzy nazywano: "Willa, pomnik nienarodzonego dziecka."

ad13

Chyba po 93r., a nie w PRL ;]
W PRL szło się do lekarza państwowo, mówiło, że ma trudną sytuację życiową i po problemie.

Caldas

W PRL dokonanie aborcji nie stanowiło żadnego problemu.

karinuredo

Może medycznie było łatwo, idziesz i po sprawie. Ale ludzie zapominają o czymś co wtedy było ważniejsze. "A co sąsiad powie, co jeśli całemu osiedlu rozgada? A jak ja wytłumaczę mojej bogobojnej ciotce że usunełam dziecko? A co jeśli mnie wydziedziczą za to?" Wtedy ludzie po prostu bardziej sie bali o to, że nie ważne czy dziecko się urodzi czy nie, i tak będą mieli zjebane życie. Nie bez powodu mamy teraz ten cały siajs i zakazy aborcji.

ad13

karinuredo, jak się bali, to o tym nie mówili i tyle. Piszesz jakby ktoś musiał spowiadać się sąsiadce czy ciotce z tego, że był w ciąży, albo że nie poronił naturalnie.

ad13

"Badania CBOS z 2013 roku pokazały, że między 1/4 a 1/3 Polek dokonało w życiu przynajmniej jednej aborcji."
"to między 4,1 a 5,8 miliona kobiet"

Nie jest (a tym bardziej nie był) to więc żaden ewenement.

ZblakanyUmysl Odpowiedz

Tekst pod propagandę.
Do kogo masz pretensję? Nie masz na to wpływu jakie dziecko się urodzi. Tak samo możesz się żalić że idąc pieszo uderzył w ciebie piorun. I co będziesz miał ogromny żal do chmury że jebła cie piorunem? Będziesz miał żal do polityków że nic z tym nie zrobili? Wpadniesz w alkoholizm i zrezygnujesz ze swojego szczęścia?
Przykro mi ale taki los cię spotkał.
W tym wszystkim chodzi o to żeby być wolnym i mieć wybór.
Odnosząc się do aborcji każdy powinien mieć wybór czy usunąć dziecko czy nie.
A nie o to żeby się pierdolić z kim popadnie a później sobie usunąć, bo to jest moje prawo.

karinuredo

Tyle badań się teraz robi, że niewiedza jakie dziecko może się urodzić, to tylko zwykła ignorancja ze strony rodzica. Piorun nie daje żadnych oznak, że jesteś jego następnym celem. A badania mogą ładnie pokazać co cię czeka.

Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie