#JgoTi
Kiedy miałyśmy po szesnaście lat, koleżanka zaprosiła mnie do siebie na nockę, w mieszkaniu jej zmarłego ojca. Z racji tego, że pochodzę z rodziny, która bardzo kontrolowała każde moje wyjście, powiedziałam, że śpimy u niej, a w mieszkanku będą dziadkowie. Zgodzili się.
Przyszłam o wyznaczonej godzinie, jednak okazało się, że nie byłyśmy same, a w towarzystwie jej znajomych spod ciemnej gwiazdy. Kiedy wszyscy już się upili, ja - trzeźwa - zmieniałam jej zarzygane wiadro, myłam podłogę i ogólnie sprzątałam. Wszyscy zebrali się do domów, została ona, leżąca w bezruchu na łóżku, jeden znajomy, Patryk, którego kojarzę parę lat, oraz chłopak tej dziewczyny.
Przygotowani już do spania słyszymy straszne walenie w drzwi, po otwarciu do mieszkania wpadły trzy istoty: chuda, naćpana, z obłędem w oczach matka, jej krępy partner oraz duży owczarek niemiecki.
W sekundę zaczęła krzyczeć, wyzywać i szarpać pijaną Agnieszkę. Ale coś jej odbiło. Rzuciła się na mnie. Wywróciłam się na fotel, a z fotela na ziemię, uderzając głową o komodę. Wtedy ona zaczęła mnie dusić. Kobieta niższa ode mnie, chudziutka jak patyczek, miała tak ogromna siłę, że nie byłam w stanie jej odepchnąć. Kiedy to się udało, zaczęłam krzyczeć do chłopka Agnieszki, żeby ją zabrał, bo ona mnie zabije. Stał jak słup, dopiero kiedy poczułam, że tracę przytomność, odciągnął ją, a ja rzuciłam się do wyjścia.
Zamiast wylecieć w stronę ulicy, przez nerwy pobiegłam w lewa stronę boku, gdzie był parking. Chowałam się między samochodami, a jej „ojczym” chodził po parkingu, z SIEKIERĄ w ręku, mówiąc, że i tak mnie znajdzie. Wtedy usłyszałam krzyk Patryka, a facet zerwał się do biegu. Wychodząc z bramy zaczęłam wołać kumpla „Patryk, błagam, nie zostawiaj mnie tutaj, Patryk, proszę, wróć po mnie”, a wtedy zauważyłam, że on nie ucieka przede mną, a przed tym psychopatą. Biegłam przed siebie, nawet nie wiem gdzie. Nagle zadzwonił telefon, Patryk powiedział, że jest niedaleko na jakimś placu zabaw. Kiedy do niego przyszłam, a emocje opadły, okazało się, że mam rozciętą głowę, a włosy pozlepiane krwią.
Kompletnie nie wiedziałam co mam robić, w tym momencie najważniejsze było dla mnie, żeby rodzice się nie dowiedzieli.
Pojechaliśmy z Patrykiem do jego domu, tam jego ojciec wysłuchał całej sprawy, opatrzył mi głowę i pościelił łóżko. Oczywiście próbował namówić na zgłoszenie - ale strach przed rodzicami i aresztem domowym za kłamstwo przyćmił mi umysł.
Nigdy tego nie zgłosiłam, rano wróciłam do domu, rozbitą głowę wytłumaczyłam złamaną nóżką z krzesła, a do koleżanki więcej się nie odezwałam.
Ona próbowała. Stwierdziła, że „Dramatyzujesz, mnie gdy byłam mała, kiedy myła mi włosy, nieraz próbowała utopić”.
Trzeba było zgłosić jak już ochłonęłas. A śladów na szyi po duszeniu nie było? Musiała Cię mocno docisnąć przecież. Prawie straciłaś przytomność i od razu wybiegłaś z mieszkania? Może i historia prawdziwa, ale średnio mi się chce w nią wierzyć... Poza tym, bardzo chaotycznie napisane..
Dokładnie, trzeba było to zgłosić, bo było nie było, była to próba zabójstwa.
Abstrahując od całej reszty, bieganie po podduszeniu: adrenalina.
Jedno pytanie. Po co właściwie czytacie anonimowe ?
Adrenalina, mówi ci to coś?
Co do tych śladów. Może dusiła „umiejętnie”. Przecież po podduszaniu choćby w łóżku też często nie ma śladów. 😛
Już sobie wyobrażam, ojciec wysłuchał opowieści jak jakiś psychopata ganiał jego syna z siekierä i ani tego nie zgłosił ani się nie przejął. Popłynęłaś trochę.
Nawet jakby nie zgłosił na policję, to każdy normalny rodzic, zadzwoniłby do rodziców dziewczyny, bo przecież nie była pełnoletnia. Daleko miałby to, czy dostanie szlaban czy nie. Przychodzi do jego domu nastolatka, z rozciętą głową, po tym jak ktoś ganial ją z siekierą, a on ścieli jej łóżko i zostawia sprawę? Nawet jeśli miałby daleko co się z nią stanie, to chroniłby siebie.
To jest tak barwne, że aż nie możliwe. To znaczy... różne posrane akcje w życiu widziałem ale tutaj jest tyle dzwoneczków alarmowych, które dają znać: "To jest zmyślone".
Miałam kiedyś podobną akcję. Poszłam z kumplem do jego znajomych, którzy byli parą. Okazało się, że są naćpani. Wszystko było ok, dopóki chłopak nie ubzdurał sobie, że coś na niego gadałam (?) i rzucił się na mnie z nożem. Dodam, że mieszkali z dwójką malutkich dzieci w jednym pokoju, teraz ta dziewczyna ma trzecie... W każdym razie musiałam w środku nocy uciekać, chociaż sama nie wiedziałam gdzie jestem, masakra.
A w tej bajce były smoki?
masakra, jacy psychole..
Niech sie ciesza ze mnie tam nie bylo, bo od dziecka trenuje silke i sztuki walki, odrazu telefon na policje i by sie patologia skonczyla
Szkoda dziewczyny, a Ty powinnas to zgłosić żeby nie była zagrożona. Przyjaciołom powinno się pomagać, mogłaś spróbować pomóc jej wyjść z tego g***na. Tak robia przyjaciele
Przyjaciółka w takiej sytuacji nie powiedziałaby, że dramatyzuje. Widać koleżance nie chce się żadnych zmian, to po co autorka ma kosztem siebie samej, jej pomagać?
Współczuje Twojej koleżance takiej koleżanki jak ty.
A co ona niby zawiniła?
Nie zgłosiła, nie powiedziała rodZicom. Dziewczyna potrzebuje pomocy, a ona ja po prostu zostawiła.
Koleżanka stwierdziła, że autorka dramatyzuje, widać, że nie chce żadnej pomocy. Nie ma co się komuś na siłę do tyłka pchać, zwłaszcza, że autorka sama mocno oberwała przez rodzinkę koleżanki i może się bać
No i widzisz, dramatyzujesz