#JnVA7
Chłopaki i jedna koleżanka zrobili po łyku, ja z "S" wylałyśmy resztę do ubikacji. Pusta butelka po ćwiartce została na stole w kuchni, abyśmy nie zapomnieli jej przed wyjściem.
Nagle przyjechali rodzice, "S" wystraszyła się strasznie, bo rodzice nie mieli pojęcia o naszej wizycie, miała siedzieć w pokoju i cały wieczór się uczyć. Kazała nam uciekać przez okno w jej pokoju, odmówiliśmy, gdyż mieszkała na poddaszu (ok. 2 pietra) i nie chcieliśmy się połamać. Trudno, zauważyli nas, zauważyli też butelkę w kuchni, zadzwonili po naszych rodziców i się zaczęło.
My wszyscy pod ścianą w salonie jak na odstrzał, rodzice na kanapie i słuchają jej ojczyma co ma do powiedzenia. Głównie to krzyczał jacy jesteśmy niewychowani, patologia, alkoholicy itp. "S" na to się odezwała, że pół butelki wylałyśmy i wtedy trzask - dostała po twarzy od niego za rzekome kłamstwo. Później dostała jeszcze raz bądź dwa razy... jej matka siedziała cichutko, bo przecież to ojczym w domu portki nosi. Mój tata nie wytrzymał, wstał, powiedział, że patologia to ojczym jest, nie pozwoli obrażać siebie i córki. Przyznał, że kara za alkohol nam się należy, ale absolutnie nie bicie po twarzy. Kazał mi się ubrać i wyszliśmy. Chwilę za nami wyszła cała reszta, opowiadając nam jak to ojczym "S" wyzwał mojego tatę od głupich itp.
Dzień później każdy z nas dostał wezwanie na policję, bo podobno znaleźli w domu dziwne tabletki. U nikogo we krwi nic nie wykryli, bo nikt nic nie brał. Do tej pory nie wiemy skąd ten wymysł z tabletkami. Policja po naszym przesłuchaniu przyznała, że gościu to idiota i zamknęła sprawę.
Nie minął tydzień, rodzice przenieśli "S" do innej klasy, w międzyczasie dostała karę na jedzenie (jadła tylko chleb z salcesonem, kiedy ojczym wcinał schabowego) i spała w piwnicy. Często w czasie długiej przerwy biegłyśmy do sklepu, aby kupić jej bułki itp.
Dostała zakaz spotykania się z nami pod rygorem cięższych kar. Parę miesięcy później tylko dowiedzieliśmy się, że uciekła z domu i policja szukała jej dwa tygodnie. Do tej pory nie mamy z nią kontaktu.
Nie napisałam, że jej ojczym jest nauczycielem WOS-u, w liceum oczywiście musiałam trafić na niego, na każdą lekcję musiałam wykuć się na blachę. Nie dałam mu się, choć nieraz było ciężko.
Czasem się tylko zastanawiam jak miewa się "S", co u niej i czy mając 22 lata dalej ma takie problemy w domu.
Biedna dziewczyna, oby sobie ułożyła dobre życie
Nigdy nie będę w stanie rozumieć, czemu w takich rodzinach matka stoi obok i nic z tym nie robi. Ba, nawet broni swojego męża...
to jest min. współuzależnienie od czyjejś psychiki i wejście w rolę kata i ofiary, cięzko się z tego wydostać nawet mając tzw. psychologiczną świadomość co się dzieje...gadanie, że głupie baby nie odchodzą od swoich katów jest krzywdzące, w niczym nie pomaga i nie rozwiązuje sytuacji, trzeba to przeżyć, żeby wiedzieć o co chodzi....
czasem zdarzają się psychopatki-sadystki i w to im graj co "mężczyzna" robi, czasem są zbyt przerażone/zahukane żeby się przeciwstawić.. "mężczyzna" łamie kobietę psychicznie i ma pełną kontrolę nad nią i wszystkim w domu..
Również byłam ofiarą swojego ojczyma i moja mama także nic z tym nie robiła.. strasznie odbiło się to na mojej psychice, wiele razy miałam myśli samobójcze, a mojej rodzicielce do dziś nie jestem w stanie wybaczyć..
Więc wszyscy dorośli zamiast poinformować policje o biciu dziecka po twarzy i zagładzaniu, po prostu wyszli ? Niezwykle odpowiedzialne zachowanie
to jest interesująca kwestia- dlaczego NIKT NIC NIE ZROBIŁ? Rodzice tchórze? typ "nie mój cyrk nie moje małpy"? nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie mówię?..
Naprawdę nie mogliście powiedzieć o tych karach policji? Teraz, autorko, szkoda Ci ,,S", ale pomóc jej uwolnić się od tyrana nie można było?
Kurcze nie rozumiem matki dziewczyny. Sama jestem matką i nigdy nie pozwoliłabym tak traktować moje córki. Owszem za przewinienie powinna być kara ale kara a nie znęcanie i pastwienie się nad dzieckiem. Nie wiem na co kobieta liczy ale mogę założyć się że przy pierwszej lepszej okazji opuści to miejsce którego nie można nazwać domem. I wtedy zostanie sama z tym sadystą który nie mając nikogo innego pod ręką zacznie się znęcać nad nią. Ale jakoś nie będzie mi żal.. ...
Jakby mi facet rękę na dziecko podniósł to bym chyba zabiła. A jak nie zabiła to zniszczyła życie, zabrała dom, samochód i psa. Nigdy tego nie zrozumiem, błędy się dzieciakom zdarzają. Ja 1 raz wódki spróbowałam jak miałam 15 lat, źle się potem czułam, dostałam karę na komputer i na wychodzenie na 2 tygodnie. Dla mnie katorga, ale do tej pory wódki nie lubię. Także to co piszesz kwalifikuje się do urwania nóg przy samej dupie temu ojczymowi. Samo to ze ją uderzył powinno być uznane za znęcanie się, bo kara karą ale żeby bić....
Swoją drogą sytuacja pokazuje też, jakie konsekwencje może mieć wpływ "klasowego rozrabiaki". Koleś przyniósł wódkę i prawdopodobnie nie poniósł żadnej kary (bycie "łobuzem" bierze się ze sposobu wychowania). Natomiast wy i dziewczyna ponieśliście konsekwencje, a wcale nie wpadliście na pomysł, żeby to pić.
o Jezu
Biedactwo...
Na miejscu jej matki spakowalabym walizki i uciekła od tego popaprańca. Swoją drogą jeśli ojczym S był takim tyranem w stosunku do swojego dziecka, to nie powinien wykonywać zawodu nauczyciela...