#K1Xuc

Kilka lat temu dostałem ofertę pracy w gastronomii, do czego było potrzebne posiadanie tzw. "książeczki sanepidowskiej". Dla niezorientowanych: przez 3 dni trzeba przynosić do sanepidu próbki kału i oddawać je przy okienku. 

Trzeciego dnia wkroczyłem dumnie z kolejną zapakowaną w sterylne pudełko i foliowy woreczek próbką. Kiedy przyszła moja kolej, rządek ludzi za mną sięgał do samych drzwi (jak to bywa przed sezonem). Zgodnie z instrukcją, woreczek z próbką skrupulatnie zawiązałem. Pani w okienku zamiast rozsupłać węzeł, z rozmachem rozerwała woreczek, pudełko otworzyło się i kawałek mojej kupy wylądował na środku stolika. Zamarłem. Pani laborantka rzuciła krótkie 'o cholerka', szybkim ruchem zgarnęła kawałek klocka z powrotem i zdezynfekowała stolik, a ja ku uciesze ludzi za mną musiałem jeszcze podpisywać jakieś druczki. Od tego czasu niczego już nie zawiązuję zbyt mocno.
pozdrawiam Odpowiedz

"O cholerka" ahahaha

kajarek94 Odpowiedz

Gówniana robota :)

TakaOna Odpowiedz

Fest...

Dodaj anonimowe wyznanie