#KGMpk

W pewnym momencie swojego życia ważyłam 98 kilo. Nie całkiem jeszcze stóweczka, ale już tak prawie, także któregoś dnia podjęłam decyzje o przejściu na dietę. Z siłownią nie lubiłam się nigdy, ogólnie ćwiczyć niezbyt lubię, dlatego skupiłam się raczej na tym, co jem niż na cardio czy budowaniu mięśni. Po solidnym researchu i konsultacjach przeszłam na wybrana dietę i w trochę ponad trzy miesiące udało mi się schudnąć ponad 20 kilo.

Komplementom nie było końca, pytania się sypały "co ty robisz i jak ty to robisz", szok i niedowierzanie. Odpowiadałam grzecznie, uśmiechałam się pod nosem i kiwałam głową, że tak, ze jest super, że fajnie w końcu nosić rozmiar M/L zamiast 3XL. Do pracy przynoszę chude mięso i warzywa, popijam woda czy gazowanymi napojami bez cukru, odmawiam słodkości, nawet od wielkiego dzwonu. Ludzie podziwiają moja wytrwałości i z rozmarzonym wzrokiem spowiadają się, że oni by tak nie potrafili bez czekoladki czy fryteczek.

A prawdę znają tylko trzy najbliższe mi osoby. To nie jest tak, że jestem taka silna i tak obojętne mi są cynamonowe bułeczki czy karkówka z grilla, szczerze mówiąc to codziennie mam ochotę grzeszyć i walczę ze sobą, by tego nie robić. Nie pozwalam sobie na słabości, bo wiem, że jedna kostka czekolady, jeden kęs paczka wywoła u mnie napad obżarstwa tak wielkiego, że ludzie jedzący 30 hot dogów na czas łapią się za głowę, gdzie się to wszystko mieści. 3 mega wielkie czekolady, dwa opakowania ciastek, sześć lodów, poł tortu, sześć pączków, półtoralitrowa cola, dwa powiększone zestawy z McDonalda. To chyba mój rekord, wszystko na raz w nie więcej niż godzinę. Wszystko wywołane polowa ciastka, którym poczęstowała mnie koleżanka. To jak trans, z którego nie mogę się wyrwać, dopóki nie zapełnię się po brzegi słodyczami i fastfoodami. Nigdy nie wymiotuje, wszystko trzymam w sobie i napawam się poczuciem pełności. A potem przychodzą wyrzuty sumienia tak wielkie, że mam ochotę krzyczeć i płakać.

W pracy grzecznie odmawiam ci tego michałka nie dlatego, że nie mam na niego ochoty, ale dlatego, że wiem, czym to się może skończyć.
ReyWargen Odpowiedz

Podziwiam.

lazanja Odpowiedz

Wciąż jesteś godna podziwu ♥

AzucarMoreno Odpowiedz

Też byłam kiedyś gruba, nie otyła, ale gruba. Zaczęłam dietę i miałam dokładnie ten sam prpblem z obżarstwem co autorka. Myślałam, że z czasem się przyzwyczaję do innego sposobu odżywiania, ale nic bardziej mylnego- minął ponad rok, a dalej mam uczucie jakby to było uzależnienie, jak od narkotyków czy alkoholu. Że tak naprawdę nie można się z tego wyleczyć- to walka do końca życia.
Takie przynajmniej są moje odczucia, może się mylę.

Sematyka

Mi przeszło. Mam chęć na słodycze ,ale już nie tak boleśnie jak pół roku temu

tramwajowe

@AzucarMoreno Uzależnienie łatwiej opanować z pomocą psychologów lub grupy wsparcia. Ale masz rację, uznaje się je za nieuleczalne.

Luuuuuuzik

Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale za każdym razem kiedy jemy więcej niż jest to nam potrzebne tworzą się komórki tłuszczowe, które nie znikają. Także tak naprawdę tak jak pisze AzucarMoreno to jest walka do końca życia, bo im więcej mamy komórek tłuszczowych tym trudniej jest nam czuć się pełnymi, a nawet jeśli ,,zadowolimy'' wszystkie komórki, to przy okazji możemy stworzyć nowe- błędne koło.

Katexx Odpowiedz

Jakbym czytała o sobie... Tylko z tym, że ja nie schudłam.

RhaenysTargaryen Odpowiedz

Wiesz z czego to może wynikać? Ze źle dobranej diety i zbyt dużego deficytu kalorycznego. Twój organizm głoduje i brakuje mu składników odżywczych, dlatego tak rzuca się na słodycze, które składają się głównie z węglowodanów i tłuszczy. Przy mniejszym deficycie nie powinnaś mieć takich problemów. To tak jak z osobami chorymi na bulimię, robią głodówki a gdy przyjdzie co do czego zaczynają od jednego malutkiego cukierka czy ciasteczka, a kończą zjadając całą zawartość lodówki i następnie wymiotują, a wszystko przez to, że organizm jest niedożywiony. Nie jestem ekspertem, a i każdy przypadek jest inny, ale zastanów się czy przypadkiem w tym nie leży problem. Jeśli nie byłaś u dietetyka to naprawdę polecam się do niego wybrać i opowiedzieć o tym problemie.

kingaa2407 Odpowiedz

Jak ja to dobrze rozumiem. Wszystko idzie dobrze, a w chwilę wpada się w trans, którego nie jest się w stanie kontrolować. A rano lustro i obrzydzenie do siebie...
Dzisiaj jest mój pierwszy dzień diety. Błagam, trzymajcie kciuki.

Przekliniak

Trzymam mocno! Ja myślę nad postem dr Dąbrowskiej

kingaa2407

@Przekliniak dziekuje! Ja staram się odrzucić wszystkie takie „prawdziwe diety”.. staram się jeść po prostu zdrowo. Jajecznica na śniadanie, kurczak z warzywami na obiad itd... ale planuje co i kiedy będę jeść, bo gdy tego nie zrobię to rzucę się znowu na cokolwiek. Dasz radę z tym postem? Tam nie można w ogóle mięsa ani żytniego pieczywa i makaronu jeść.. totalny detoks :)

Hhhhhao

To nie takie trudne, poczytaj o frutarianizmie, tam to dopiero ostro jest.

Przekliniak

@kingaa2407 tak, wiem na czym to polega. Mięsa i tak nie jem. Tylko warzywa i owoce i to nie wszystkie

ReginaPhalangee Odpowiedz

Podziwiam i życzę wytrwałości!

KoloroweSkarpetkiAsi Odpowiedz

Mam podobny problem z obżarstwem. Normalnie staram się to opanować, jeść zdrowo. Jednak kiedy siedzę sama w domu, potrafię zjeść całą zawartość lodówki w krótkim czasie.

Szklankawody2 Odpowiedz

Wiem o czym mowisz. Miałam to samo.

Cosin Odpowiedz

To brzmi jak zaburzenia odżywiania. Może konsultacja z psychologiem pomoże?

Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie