#KmQp8

Koło bloku, do którego kiedyś się wprowadziłam, był wielki park. Lubiłam chodzić tam na spacery, uprawiać jogging czy przysiadać sobie na ławce i w ciszy gapić się na staw. Kiedyś, gdy tak sobie wieczorem siedziałam i pogrążona w myślach podziwiałam delikatnie marszczącą się taflę wody, usłyszałam zaraz za moimi plecami takie ciche, acz regularne mlaśnięcia.
Odwróciłam się i z przerażeniem odkryłam, że zakradł się do mnie jakiś starszy facet w płaszczu, który wyciągnął swój interes i bawi się nim, bezczelnie patrząc wprost na mnie! Jeszcze nigdy tak szybko nie biegłam w stronę bezpiecznego domu.

Kiedy już byłam blisko klatki, dosłownie wpadłam na grupę lokalnego plemienia dresów. „Ej, dokąd tak lecisz, dziewczynko?”, „Wyluzuj się młoda!”, „Co ty taka spięta?” - zasypali mnie pytaniami. Nie mając nic do stracenia, opowiedziałam rycerzom ortalionu o mojej przygodzie. Sebastiany wysłuchali mnie z pełną powagą, a następnie kazali zaprowadzić się do miejsca, w którym spotkałam starego zboczeńca.

Od razu go namierzyliśmy. Właśnie stał za toi-toiem i gmerając przy swym kroku gapił się na jakąś parę siedzącą na ławce parędziesiąt metrów dalej. Trochę bałam się, że dresiarze spuszczą facetowi łomot i zrobią krzywdę jakąś… Ale nie – szybko przekonałam się, że mam do czynienia z prawdziwymi zawodowcami. Lekko podchmielone dresiarze jak gdyby nigdy nic ściągnęli spodnie i z dyndającymi fujarkami podeszli do bardzo skupionego na wiadomej czynności mężczyzny. Otoczyli faceta i po prostu gapili się na niego. Zboczeniec szybko speszył się i zaczął dziarskim krokiem podążać w stronę wyjścia z parku. Półnagie Sebastiany ruszyły za nim sapiąc oraz ostentacyjnie pochrząkując. W pewnym momencie gość stracił resztki spokoju i zaczął biec, jakby goniła go wataha rozwścieczonych feministek.

Po wszystkim moi wybawcy wrócili po swoje spodnie i obiecali, że jeśli następnym razem zboczeniec pojawi się w parku, to roztrzaskają mu głowę za pomocą chodnikowej płyty.
Na szczęście już nigdy więcej faceta nie spotkałam. Za to przez długi czas zawsze mogłam liczyć na usługi oferowane przez zaprzyjaźnionych dresiarzy. Raz nawet pomogli mi wnieść pralkę do domu...
PaniPff Odpowiedz

Rycerze dobyli swych mieczy

Angeel

Przy następnej bitwie jednak nie miecz, a chodnikowa tarcza będzie ich orężem

Papaja00

Nie wiem kim jesteś, nie wiem jak się nazywasz, ale uwielbiam cię.

NieMamLoginuFak

I nie tylko tafla jeziora się marszczyła ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Serbiene Odpowiedz

Nie ma to jak zaprzyjaźnione dresy :D

Papaja00 Odpowiedz

O Boże, wyobraziłem to sobie. Nie zasnę przez następne dwie noce.

ireallydontcare Odpowiedz

Coś mi tu pachnie ściemą.

Mobileek Odpowiedz

Taa a w tej bajce były smoki.

takatamanimka Odpowiedz

Zaprzyjaźniony dres = dobry dres :)

kjlsekaj Odpowiedz

Pomysłowe Sebastiany

anon567 Odpowiedz

Hahah, zdanie "raz nawet pomoglo mi wniesc pralke do domu..." najlepsze :D

anka89100 Odpowiedz

Chciałabym to zobaczyć na żywo.

GrazynaZarkoOffical

Nagiego faceta 40+ czy nagich dresów?

Malinowysorbet Odpowiedz

Bardzo ciężko się czyta przez te błędy.

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie