#KnRzl
Po ślubie z żoną nie układało nam się najlepiej. Częste kłótnie o różne rzeczy, mniejsze i większe. Moja żona nie potrafiła odciąć pępowiny i stworzyć rodziny. Zawsze była ona i jej rodzina, a ja mogłem się przyłączyć, jeśli chciałem. Wielokrotne rozmowy nic nie dawały.
Wtedy poznałem ją. Miała rodzinę, o czym dowiedziałem się dużo później. Również nie była szczęśliwa. Zaczęły się rozmowy na najróżniejsze tematy. Nawet nie wiedziałem, jak wygląda. Po prostu rozmawialiśmy. Świetnie się dogadywaliśmy. Żona o niej wiedziała, czasem coś opowiadałem. Gdy doszło do pierwszego spotkania w większej grupie, to poczułem, jakbyśmy od zawsze się znali. Dalej poszło już szybko.
Gdy powiedziałem żonie, nie było lekko. Szczegóły są nieistotne, ale nie doszło wtedy jeszcze do seksu. Zdrada jak najbardziej była. I cielesna, i mentalna. Po jakimś czasie wyprowadziłem się, byłem zdecydowany się rozwieść.
I wiecie co? Moja żona postanowiła o mnie walczyć. Wielokrotnie o wszystkim rozmawialiśmy. A ja? Miałem kochankę. Żona myślała, że to już jest zakończone. Przez ten czas bardzo się zmieniła. Na lepsze. Powody kłótni zniknęły. Zaczęła walczyć o stworzenie rodziny. Zrozumiała, że to była również jej wina.
Teraz mamy dzieci, jesteśmy szczęśliwi. Z kochanką się rozstałem, z mojej inicjatywy. Rozwinęła mnie pod każdym względem. Pośrednio rozwinęła też moją żonę. Czasem za nią tęsknię i zerkam, co u niej słychać. Czasem mi się śni. Nie jesteśmy znajomymi, nie mamy kontaktu ani wspólnych znajomych.
Jedno wiem na pewno. Gdyby nie ona, to od dawna byłbym rozwodnikiem. Wiem też, że gdyby moja żona mnie nie kochała i nie przebaczyła, również byłbym od dawna rozwodnikiem. Nie miałbym też wspaniałych dzieci. Ani ja, ani moja żona nigdy więcej o tym nie rozmawialiśmy.
Jak widzicie, łatwo jest powiedzieć - rzuć go. Trudniej jest wziąć na siebie część odpowiedzialności i walczyć. Jeszcze trudniej przebaczyć. Ale wina często leży pośrodku i wszystko może się dobrze skończyć.
Pewnie zostanę zjechany w komentarzach, ale niczego nie żałuję.
Dużo związków po zdradzie funkcjonuje lepiej niż przed nią, co nie znaczy, że zdrada jest zjawiskiem dobrym i pozytywnym. Można w jakiś sposób ją usprawiedliwiać, ale dalej jest świnstwem i nigdy wina nie leży pośrodku. Rozpadowi związku winne są dwie osoby, ale za zdradę odpowiada już tylko jedna. Pomyśl, że mogliście mieć już wtedy dzieci i zafundować im bardzo "brzydkie" rozstanie.
O właśnie, ja tu sobie pozwolę mocno przyklasnąć. Zdrada zawsze jest winą tylko jednej osoby. Kłótnie, nuda i problemy to nie jest powód i usprawiedliwienie skoku w bok. Jeżeli z drugą osobą nie da się dogadać, a związku naprawić to trzeba mieć jaja żeby odejść.
Ale też z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że o irionio związki faktycznie czasem działają lepiej po zdradzie. Może dlatego, że jak obie osoby poczują bardzo wyraźnie smak rozstania to dociera do nich, że naprawdę się kochają.
Odnośnie "działania lepiej po zdradzie" - mam wrażenie, że to czesto kwestia rozmawiania ze sobą. A raczej braku tych rozmów.
Tęsknota tęsknotą, ale z tego, co zauważyłam wiele osób dopiero przy tej emocjonującej rozmowie o zdradzie otwiera się i zaczyna gadać o jakichkolwiek problemach, o jakiejkolwiek nudzie albo wraca do tej kłótni sprzed roku i dopiero wtedy wyjawia o co chodziło.
Tak, tak, ciekawe czy też byś tak mówił gdyby jakiś przystojny kochanek rozwijał twoją żonę :)
Szmaciarzu.
W punkt xD
amen 🙏
Gościu jak tylko będą mieli gorsze dni poleci do kolejnej. Oj, ale to takie rozwijające przecież.
Lepiej nie można było tego ująć :)
"Szmaciarzu." Z kropką nienawiści, idealnie
Bo co, bo mam kręgosłup moralny i nie toleruję kiepskich wymówek i zdrajców?
W takim razie pozwolę sobie być ch#jem dalej. :)
Z cyklu: jak wytłumaczyć własną zdradę i wyjść na bohatera. Filozof się znalazł.
Nie, koleżko. Życzę ci tylko, aby twoja żona kiedyś to przeczytała. I oby kopnęła cię solidnie w dupę.
>rozmowa między partnerami passe
>umacnianie związku przez łóżko kochanki jak najbardziej
Gratuluję, najwidoczniej przysięga małżeńska WIERNOŚCI nic dla ciebie nie znaczy
Dziwkarzu
Czyli żona musiała walczyć, zmieniać się i próbować kiedy ty sobie ruchałeś na spokojnie. Potem stwierdziłeś, że bardziej ci się opłaca wrócić do żony, bo już będzie taka jak ty chcesz, ale na wszelki wypadek zerkasz co jakiś czas co tam u twojej pizdeczki, w razie jakbyś znowu nie był zadowolony i chciał ją przelecieć.
Piękna historia, powinieneś napisać książkę.
Ale gówno. Chciał sie rozstać z żoną dla kochanki wiec zachowal sie jak zawsze radzicie: odejdz zanim zdradzisz. A to ze żona nie chciala dac mu rozwodu to juz druga sprawa. Rozwody ciągną sie latami, miał żyć jak pustelnik w tym czasie? Zmieniły się okoliczności, znów sie zakochał więc zerwał z kochanką, a to ze zakochał sie w kobiecie której był mężem nic nie znaczy. Bo żona stała sie inną osobą, przeszla wewnętrzną przemiane wiec praktycznie była jakby kimś innym
"Zdrada jak najbardziej była. I cielesna, i mentalna". Umiesz ty czytać?
Napisał: "Szczegóły są nieistotne, ale nie doszło wtedy jeszcze do seksu."
A mówienie o zdradzie mentalnej jest bez sensu. Bo nie da sie odejsc od kogoś dla innej osoby nie myśląc wczesniej o niej
Czyli zdrada to tylko seks? Lizanie się z inną laską to już normalne w związkach?
Widać, że też wsadzałeś k*tasa nie tam gdzie trzeba skoro go tak zawzięcie bronisz.
XD inwektywy zawsze są dobrym argumentem
Chcesz rozmawiać o argumentach chociaż nie podałeś ŻADNEGO?
Zacznijmy od tego ze nie jestem facetem xD
Wiaderny zdrada mentalna jak najbardziej istnieje. Chodzi w niej o to, że inna osoba staje się dla ciebie ważniejsza niż partner (i nie mówię tu o rodzinie czy przyjaciołach ale o obcym człowieku). Żywisz do niej większe uczucia niż do drugiej połówki. Mentalnie ją zdradził, bo związał się z tamtą uczuciowo zanim rozstał się z żoną. Poza tym seksu mogło nie być, ale całowanie się z kimś czy dotykanie w sposób erotyczny to też zdrada. Jak już ktoś wyżej napisał facet nie byłby taki 'wyrozumiały' gdyby to żona 'rozwijała' związek w ramionach innego.
Festina owszem masz racje (wiem na czym to polega) natomiast uważam że jest to bezzasadny argument jezeli mowimy o osobie ktora chce się rozwieść. Dlatego, ze pojawienie sie myśli jest bodzcem do rozstania, trudno o sytuacje w której jest odwrotnie. Gdyby gość cały czas był w związku i wyobrażał sobie ze żona jest kims innym to ok, ale w tej sytuacji on zakochał się więc postanowił się rozstać
Myślę, że to nie zdrada zadziałała tylko terapia szokowa. Zamiast zdradzać powinieneś był po prostu się wyprowadzić a żona tak samo by zrozumiała stratę, odczuła twój brak i zaczęła się na nowo starać. Zdrada to mimo wszystko oszukanie kogoś, najgorsze z możliwych jeśli jak mówisz była to tez zdrada emocjonalna. Nie wiem, chyba z dwojga złego szybciej bym wybaczyła zdradę cielesna niż to że przez jakis czas ktoś kochał kogoś mocniej niż mnie
Ciekawi mnie w jakim przedziale czasowym się to wszystko wydarzyło. Czy to np. 3, 8 czy 12 lat?
Zdrada to nigdy nie jest wina zdradzanego. Kropka.
No pewnie, że Twoja zdrada to wina żony! Bo to ona jest w tym związku szyja, a Ty głową, ale to ona kieruje nią przecież! Świetnie chłopie! Dobrze to wymyśliłeś. Gdzie Ty byłeś jak wszyscy stali w kolejce po mózg? Nie masz własnej woli i świadomości siebie? Nie wiesz, że sam możesz wpływać na własne czyny? To już wiesz. Nie dziękuj.
Brawo Chłopie!
Jak to w życiu bywa różnie i nie jest ono czarno-białe. Dużo ludzi kończy związki twierdząc że "charaktery się nie zgadzają" i podejście jak do smartfona ... ten się już opatrzył to trzeba nowy. Przeszliście cieżką drogę z jazdą "na krawędzi". Życzę Ci i Żonie wszystkiego Najlepszego.