#LNU2s
Po dwóch godzinach jazdy, kiedy usiłowałam zejść z wierzchowca, noga mi się jakoś tak dziwnie wykrzywiła i runęłam twarzą prosto w błoto. Wstając wymacałam nogę konia, a drugą chwyciłam się ogrodzenia. Jak już wspomniałam, był to tzw. „elektryczny pastuch”, czyli siatka pod niewielkim, acz odczuwalnym napięciem. Prąd trzasnął mnie, a że trzymałam rękę na końskiej dupie, to także i on został porażony. Zwierzak wystraszył się, wierzgnął kopytem i trafił mnie prosto w w usmarowaną błotem twarz.
Jutro mam wizytę u dentystki. Będzie mi wstawiała obie wybite, górne jedynki...
Ciesz się że żyjesz. Koń kopniakiem mógłby Ci głowę rozwalić.
albo odbić podkowę na czole :p
Chyba w czole dziure w kształcie podkowy xD
Ciesz się ze żyjesz. Rodzice cie mogli zaabortowac
Dlatego używa się kasków ;)
ciesz się że tylko utrata zębów to się skończyło. Znajomy mojej mamy też dostał od konia z kopyta w twarz. Skończyło się na rekonstrukcji twarzy bo miał cała wgnieciona
Ałć musiało boleć..
Mój dziadek w ten sposób stracił siostrę, a on ma zniekształconą twarz.
@Przytulmnie pewnie tak, aczkolwiek ponoć po operacjach był przystojniejszy niż przed :D
Chwila, chwila... Jeździłaś 2 godziny na koniu i to jeszcze na ich wybiegu? :o
A na koniec poraziła konia prądem...
Co w tym dziwnego?
Śmiem twierdzić że historia jest zmyślona. Nie jeździ się konno po wybiegu dla koni, do tego są przeznaczone specjalne place ogrodzone płotem z drewna. A poza tym dwie godziny? Osoba która nie ma większego doświadczenia nie wytrzymałaby tyle w siodle. A poza tym nie wierzę że jeździłaś na obcym koniu bez nadzoru kogoś kto tam pracuje, a te osoby właśnie są od pilnowania aby uniknąć takich sytuacji. A z konia się schodzi jak się już wyciągnie obie nogi ze strzemion tak żeby właśnie się te nogi nie wygięły. Jeśli nie wiesz nawet jak poprawnie zejść z konia, a podobno jeździłaś na nim dwie godziny to wybacz ale nie wierzę. Poza tym leżąc na ziemi nie dosięgnęłabyś końskiej dupy, chyba że masz ponad 2m wzrostu. Ja jeżdżę całkiem dobrze, ale ponieważ TYLKO raz w tygodniu to nie funduję sobie (i koniowi) treningów dłuższych niż godzina, bo konie też często mają dość chodzenia w kółko po 40 minutach. A jakby Cię koń kopnął prosto w twarz to byś nie żyła, a nie miała jedynki do naprawy.
Harmony, zasmuce Cię, ale w naszym pięknym kraju jest jeszcze sporo takich właśnie gospodarstw agro, które oferują naukę jazdy na takim właśnie poziomie. Choćby przypadek bodajże Bufallo Bill, gdzie osoby które pierwszy raz siadały na konia były brane na galop po plaży albo uczone jak skakać na konia z dachu. Brzmi to wszystko absurdalnie, zwłaszcza jak miało się styczność tylko z ogarniętymi ośrodkami.
Brzmi absurdalnie, fakt ale chyba nie wierzysz ze osoba bez doswiadczenia wytrzymała dwie godziny. Ja przez pierwsze miesiące jazd po 30 minutach musiałam się kurować gorącymi kąpielami. Niektórzy ludzie (W tym chyba autorka) myślą że na koniu to się po prostu siedzi i się nim "steruje", a tak na prawdę to przecież podczas jazdy są aktywne niemal wszystkie mięśnie. Czy stęp, czy anglezowanie czy tam kłus ćwiczebny, galop pomińmy już nawet, wszędzie trzeba pamiętać o postawie i odpowiednim napięciu mięśni dopóki nie wyrobimy sobie tego nawyku odpowiedniego trzymania łydek i pięt. Nie jestem żadna mistrzynią w jeździectwie ale jakieś doświadczenie mam i historia jest bardzo naciągana.
A w to że niektóre ośrodki to tragedia to wiem bo jako 9 latka dostałam na jazdę PO LESIE wielkie bydlę i w dodatku na oklep, a jeździć wtedy to umiałam tak bardzo że nawet źle wodze trzymałam. Unciak przestraszył się czegoś w lesie i skończyłoby się bardzo źle gdybym intuicyjnie nie "zakręciła ", uniemożliwiając galop
Kolega oferował naukę jazdy. Autorka mogła już wcześniej jeździć konno i po znajomości kolega mógł pozwolić jej zabrać konia na przejażdżkę w "terenie". W tym przypadku to bardzo możliwe.
Autorka opisała to tak jakby jeździła po wybiegu dla koni. Oglądała lamy za pastuchem, a na wybieg konia się wprowadza, a nie wjeżdża na nim, bo przecież trzeba otworzyć wejście na ten wybieg. Poza tym po jeździe trzeba ściągnąć siodło itp czego się nie robi na wybiegu. Na prawdę jest w tej historii wiele abstrakcyjnych dla koniarzy szczegółów.
Ja bym oglądanie lam przez 2 h uznała za skrót myślowy, czyt. "jak wracałam i wyjeżdżałam w teren mogłam przy wybiegu pooglądać lamy". Naprawdę niejednokrotnie wyjazd na teren przebiega przez wybieg i to właśnie przy płocie część koni jest rozsiodływana, szczególnie w małych stadninach. Szukasz dziury w całym, siła kopnięcia konia jest różna, widocznie czysto z pełnego zamachu nie trafił, że tylko jedynki wyleciały.
Jak autorka jest laikiem to może mylić wybieg z ujeżdżalnią - ot cała sprawa z jeżdżeniem po wybiegu. To, że straciła tylko jedynki to faktycznie naciągane.
No to jeśli autorka jest laikiem to tym bardziej dwugodzinna jazda jest wątpliwa. Nie szukam dziury w całym, a jedynie podaje racjonalne argumenty. Wątpię w prawdziwość historii i podaje powody wątpliwości. Myślę że po prostu dziewczyna usłyszała gdzieś historię że komuś gdzieś coś takiego się przydarzyło i postanowiła to tu opisać.
Harmony, jako instruktor z całkiem sporym stażem powiem Ci, że są ludzie którzy są w stanie wytrzymać dwie godziny za pierwszym razem. Nie oszukujmy się, ale sądząc z opisów, to jazda na której była autorka nie wymagała trzymania postawy, nie było tam też ćwiczeń. Jak ktoś jest wysportowany to spokojnie przetrzyma te dwie godziny. Gorzej będzie właśnie przy zejściu, bo ciało będzie "zastane" w jednej, nowej dla niego pozycji. Oczywiście później wystąpią zakwasy. Dlatego też w każdym bardziej ogarniętym ośrodku zaczyna się od krótszych jazd i wykonuje się specjalne ćwiczenia, które z czasem przygotowują ciało do coraz wiekszego wysiłku i pogłębienia dosiadu. Poza tym większość początkujących kursantów po takim dwugodzinnym treningu nie wróciłoby więcej z powodu zakwasów.
Natomiast patrząc na realia polskich stajni, ta historia jest niestety bardzo realna.
Bufallo Bill w Jantarze? Właściciel był za młodu trenerem mojego byłego trenera. Dużo o nim slyszałam!
Bo przy koniach trzeba myśleć...
Wybite jedynki w przypadku końskiego kopnięcia to twoje najmniejsze zmartwienie. Mógł wgnieść ci twarz czy zwyciągnie cie zabić. Takie przypadki również się zdarzają.
Czepiacie się szczegółów o koniu, a jedynek nie da się po prostu wstswić, albo proteza, albo implanty.
Tez mi się kiedyś zdarzyło, ja z kolei głaskałam swoją klacz, która stała na pastwisku i nogę oparłam nieświadomie o pastuch... prąd przeszedł mi po nodze, ręce i kopnął konia prostu w pysk, trochę była zdziwiona xD
Nigdy nie ufałem koniom
Tak na prawdę to pastuch ma bardzo wysokie napięcie, ponad 2000 V, lecz niewielkie natężenie sięgające kilku mA. Bo to właśnie prąd, a nie napięcie jest zabójcze.
Prawda, napiecie pastucha moze wynosic od 800V nawet do 5000V, nie jestem dokladnie zorientowany w temacie ale wniosek jest taki, ze napiecie jest wysokie