#LUruq

Jestem człowiekiem, który bardzo lubi podróżować na stopa. Wszelkie wypady w jakieś dalsze rejony zawsze starałem się jechać w taki oto sposób. Rok temu uznałem, że pora na coś nowego i wymyśliłem sobie, że tym razem pojadę do Barcelony. Szybko znalazłem towarzyszkę podróży i ruszyliśmy w drogę. Mieliśmy mnóstwo przygód w czasie trasy, ale ja tylko opiszę tą jedną wyjątkową. 

Jakoś tak wyszło, że jak już dojechaliśmy do tej Barcelony to rozdzieliliśmy się z moją kompanką i ja dalej eksplorowałem miasto. Oczywiście oznaczało to jeszcze, że w drogę powrotną byłem zmuszony jechać sam. Szlajałem się z 2 dni po mieście i uznałem, że czas wracać. Wyszedłem na obwodnicę i złapałem stopa, udało mi się wtedy dojechać na jakąś stacje w środku Francji. Była godzina 22, ciemno i całkiem słaby ruch. Próbowałem kogoś złapać, ale jakoś mi nie wychodziło, ludzie bali się mnie wziąć (w sumie się nie dziwię). Ale gdy już byłem na maxa zrozpaczony nagle podjechał samochód z przyczepą kempingową! Szybko podchodzę i zaczynam rozmowę z nadzieją w sercu, że może mnie weźmie i podwiezie przynajmniej gdzieś w okolice Niemiec. Po chwili okazuję się, że to Polak i chętnie zawiezie mnie pod Warszawę! Moja radość była ogromna, już nie musiałem martwić się o transport. Po chwili ruszyliśmy w drogę, ale ja przeczuwałem, że coś jest nie tak. 

Gdy jechaliśmy nagle pokazała się bramka na autostradzie i stała tam policja (3 wozy). Mój wybawca zaczął się dziwnie denerwować, a ja nie wiedziałem, o co chodzi. Policja kazała nam zjechać na bok w celu rutynowej kontroli. Wyszliśmy z samochodu, a ja odpaliłem papierosa, bo udzielił mi się nerwowy nastrój. Zaczęli przeszukiwać samochód razem z przyczepą, gdy wtem jeden z nich coś krzyknął i nagle jeb mnie na maskę samochodu, w kajdanki i do lodówy. 

Byłem tak zesrany, że masakra. Nic nam nie powiedzieli, tylko przewieźli nas na komisariat (przeszukali mi cały plecak, itp., itd.). Po jakimś czasie zaczęli mnie przesłuchiwać, pytali o wszystko, poprostu wszystko. Na koniec oznajmili, że zostało postawione mi 8 zarzutów w tym m.in.: przewóz narkotyków, rozprowadzanie narkotyków, handel narkotykami, itd. 

Okazało się, że koleś był dilerem i na pace miał 50kg zioła, 2 kg amfy i jakieś piksy. Wypuścili mnie po 48h, bo miałem zbyt dużo dowodów, że nie mam z tym nic wspólnego (zdjęcia na telefonie, bilety z jakiegoś metra, itd). Dzisiaj to dla mnie tylko zabawna historia, ale od tamtego czasu nie jechałem na stopa.
Suchoklates Odpowiedz

Trochę gorzej jak byś nie miał plecaka :v

luj Odpowiedz

Breaking bad :D

Natalia Odpowiedz

Trochę zejdę z głównego wątku historii, ale chciałam powiedzieć, że trochę szkoda, że odpuściłeś jazdy na stopa. Jasne, to nie jest bezpieczne (ale co jest bezpieczne?), jednak moim zdaniem to fantastyczne, że robiłeś takie rzeczy. Do Barcelony stopem? Czad. Trochę szkoda, że nie mam na to odwagi.

lukwbuzi Odpowiedz

millerowie na prawde istenija :')

tygrys

NAPRAWDĘ?

zuczynka Odpowiedz

Zaprzestałeś ubianej formy spędzania czasu przez jeden, głupi incydent? i to nie z Twojej winy

Dodaj anonimowe wyznanie