#Lbx3d

W mojej podstawówce był taki zwyczaj, że dzieci w drugiej klasie uczyły się pływać. Przed pierwszą lekcją oczywiście zostaliśmy pouczeni, żeby na czepku mieć napisane swoje imię, nie biegać i nie skakać do basenu, nie sikać do wody, itd. Dzieci jak to dzieci, rozwinęły najciekawsze zagadnienie, opowiadając jak to do wody jest dodawana substancja, która pod wpływem moczu zmienia kolor i od razu można delikwenta wytropić. 

Przed wejściem na basen musieliśmy się opłukać pod prysznicem. Stoję więc już w pełnym umundurowaniu pod prysznicem, a tu nagle zachciało mi się siku. Na całą przebieralnię jeden kibelek, kilka osób stało w kolejce, więc postanowiłam dyskretnie siknąć sobie pod prysznicem, mając nadzieję, że nikt nie zauważy. Cały plan diabli wzięli, gdy z przerażeniem odkryłam, że nagle woda w brodziku zaczęła zmieniać kolor na niebieski. 

Czym prędzej wielce zawstydzona uciekłam ustawić się w kolejce do wyjścia na basen. Nagle podeszła do mnie nauczycielka i powiedziała "całe twoje imię już się zmyło z czepka! Następnym razem napisz je czymś trwalszym!" Ta niebieska woda to był tylko flamaster spływający z czepka! Ale po tym traumatycznym wydarzeniu już nigdy nie siknęłam pod prysznicem!
gwynbleidd Odpowiedz

Jak byłam mała, to też napisali nam nasze imiona na czepku. Problem w tym, że mój czepek był zbyt cienki i flamaster przebił. Po pierwszej lekcji pływania okazało się, że mam na czole wypisane moje imię, którego nie dało się zmyć.

gwynbleidd

@Wenus, po dość bolesnym ścieraniu napisu z czoła tak. Ale łatwo nie było ;)

Zazu Odpowiedz

Pamiętam jak w podstawówce miałam podobną sytuację, jednak wtedy był krzyk, bo jedna dziewczynka miała mieć całą czerwoną twarz od krwi. Na szczęście okazało się, że "krew" to tylko marker spływający z czepka :)

Dodaj anonimowe wyznanie