W ostatnie lato lecieliśmy na wakacje samolotem. Na lotnisku przy odprawie podałam mój paszport. Obsługujący facet powiedział coś w rodzaju „OK, zobaczmy” i otworzył paszport, z którego kątem oka zauważyłam, że wypadło coś drobnego, pewnie jakiś śmieć. Gość przez jakieś 15 sekund nic nie mówił, tylko zerkał to na mnie, to na paszport, więc patrzyłam na niego z uśmiechem, bo był całkiem przystojny. Potem, gdy już wszystko było załatwione, powiedział do mnie „Wsunę to dla pani z powrotem”, włożył to, co wypadło do paszportu i mi go oddał wraz z kartą pokładową ze słowami „Może pani już iść”.
Odeszłam zastanawiając się o co mu chodziło, otworzyłam paszport… to była prezerwatywa. Okazało się, że jakimś cudem wsunęła się w torebce do paszportu. A ja mu jeszcze z uśmiechem patrzyłam prosto w oczy, gdy wypadła na jego biurko. Co on sobie pomyślał…
Dodaj anonimowe wyznanie
Pomyslal sobie ze to byla propozyjca :D
"Wsunę to dla pani z powrotem" 😏 If you know what I mean *lenny face*
xD hahaahaah