#Ng4a1
Przez to w wieku 8 lat (około) myślałam, że prezerwatywę zmieniać trzeba przy każdym włożeniu i wyciągnięciu, ale na szczęście potem dowiedziałam się jak jej się prawidłowo używa i nie miałam z tym problemów. Masturbacja? Ciekawością swojego ciała zauważyłam, że jest po prostu przyjemnie, ale dopiero kilka lat później dowiedziałam się dlaczego. Nie rozmawiałam o tym z rodzicami i nie wiem, czego oczekują ludzie, którzy też nie rozmawiali mają teraz problemy. Co oni sobie wyobrażają, że mama małej dziewczynki przyjdzie do niej i jej pokaże jak to się robi? A może opowie? Albo golenie nóg. Czy mama pokazałam mi jak to się robi? Przecież widziałam jak tata goli brodę, to analogicznie nogi, ale jak poczułam, że pianka do golenia nie jest za przyjemna dla miejsc intymnych to przecież można użyć mydła, szamponu, albo odżywki, która daje dobry poślizg.
Wyznania typu: u mnie w domu masturbacja to tabu, więc nigdy tego nie robiłam brzmią dla mnie dziwnie, bo chyba nikt nie chciałby siedzieć i słuchać rodzica opowiadającego jak najlepiej sobie zrobić dobrze, a na 18-stkę dostać pierwszy wibrator. To samo z innymi wstydliwymi sprawami, które nie są związane z dorastaniem czysto biologicznym. Mam ponad 30 lat i nie cierpię na to, że dużej części dowiedziałam się sama, chociaż mogłabym pewnie zapytać mamy o coś ważnego. Byłam na tyle rozgarnięta, aby samemu się dowiedzieć tego, co trzeba, nie zostać matką w wieku 16 lat i wiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak ciąża poza maciczna w kolanie.
Jak byłem w wieku 8-10 lat, mama dała mi książeczkę o dorastaniu dziewczynek i chłopców. Były tam opisane zagadnienia takie jak miesiączka, podpaski, odpowiednia higiena - na stronie chłopców natomiast erekcja, o penisie. Pamiętam też duży obrazek, na którym była dziewczynka, nastolatka oraz dorosła kobieta - zaraz obok dorosły mężczyzna, nastolatek i chłopiec. Postaci te były nagie, pokazywały zarost w pewnych miejscach oraz zmiany w ciele, choćby wielkość piersi oraz penisa u mężczyzn. Wszystko, nawet 'jak powstają dzieci' było ujęte w sposób delikatny, tak samo ciąża, nie było pojęć jak 'seks' - natomiast było to ujęte jako 'miłość rodziców, zbliżenie'. Dzięki temu nauczyłem się więcej niż mógłbym tego oczekiwać, bowiem na WDŻ rozmawialiśmy raczej o swoich cechach czy osobowościach. Mama nie czytała ze mną tej książeczki, wielokrotnie pytała czy ją czytam, czego się dowiedziałem. I jestem jej wdzięczny, że to w taki sposób mnie wprowadziła w te tematy 'tabu'.
Też ją miałam, była genialna! Gdzieś na przyrodzie w którejś z klas IV-VI nawet pisałam z niej zadanie domowe :D
Aż muszę jej poszukać i zostawić swoim dzieciom, bo dzisiaj ciężko znaleźć taki złoty środek, który ani nie ukrywa zbyt wiele, ani przesadnie niczego nie odkrywa.
Pamiętacie może tytuł i autora? Bardzo mnie zainteresowaliscie, tym bardziej, ze choc swoich dzieci nie planuję, to mam w domu dzieciaki rodzeństwa, które mniej wstydzą się zapytać "cioci" niz samej mamy o różne sprawy. Wolałabym być przygotowana :)
Też miałem tę książkę. Pamiętam że nawet na biologię ją zabrałem i pani była wdzięczna bo skorzystała z rzutnika i całej klasie w delikatny sposób wytłumaczyła krępujące zagadnienia. Muszę jej poszukać jak będę u rodziców. Przyda się, córka ma już 9 lat i będzie trzeba jej podsunąć do poczytania w niedługim czasie.
Nie da się zdjęcia dodać, bo już znalazłam w necie. To była encyklopedia wychowania seksualnego i było kilka wersji dla dzieci, nastolatków (te miałam) i chyba nawet dla dorosłych. Ładnie wydana, kolorowa, w twardej oprawie. Rzeczywiście przystępnie opisywała wiele tematów.
Ale bycie rozgarnietym i samodzielnym automatycznie nie generuje w twojej glowie wiedzy typu czym jest owulacja, preejakulat, jak mozna sie zarazić chorobami wenerycznymi czy jak jest zbudowana macica. O wielu rzeczach trzeba sie dowiedzieć z rzetelnych źródeł i edukować. Dlatego zajecia typu WDŻ czy rozmowy z rodzicami sa według mnie dobrym wstępem do porzeszania swojej wiedzy i mogą sie okazać bardzo przydatne, nawet gdy jest to zwykła, elementarna wiedza na temat np okresu. Lepiej wiedzieć więcej niż mniej.
Mowa tu o podstawach, nie zaawansowanej wiedzy jak działa system rozrodczy krok po kroku. W Polsce edukacja o seksie kuleje bardzo często, ale to i tak nie powód do tego by uznać osoby uważające, że po przełknięciu spermy zajdzie się w ciążę albo takie które uważają, że seks w ciemności nie doprowadzi do zapłodnienia. Takie rzeczy już są na logikę i można do nich już samemu dojść
Jako 8-latka interesowałam się lalkami, a nie tym gdzie włożyć sobie paluchy, więc wyznanie trochę z dupy. Poza tym, akurat moja mama pokazała mi jak golić nogi, bo nigdy taty w łazience nie podglądałam i nie widziałam jak goli brodę. Dlatego uważam, że dobrze, że są rodzice, którzy tłumaczą na czym to wszystko polega. Jeśli myślisz, że ludzie edukując swoje dzieci pokazują im jak zrobić sobie dobrze, to chyba masz coś z głową.
Dokładnie. Tyle osób uczepiło się tej depilacji, ale prawda jest taka, że nie dla każdego wszystko jest oczywiste. Niektórzy myślą, że to po prostu ma boleć i już, a przecież dbanie o siebie może być (i jest) dużo przyjemniejsze.
Akurat owszem, mama pokazała mi, jak golić nogi. I że jeśli nie chcę, to są opcje typu depilacja maszynką, woskiem lub kremem. Pokazała mi jak należy przyklejać podpaski i gdzie najlepiej, żeby było małe ryzyko przecieku, wytłumaczyła, jak używać tamponów, w jakiej pozycji najlepiej stać lub siedzieć, żeby było najłatwiej go włożyć... Biologicznie też wiedziałam wszystko - jak jest zbudowane, jak działa owulacja, ile żyje komórka jajowa i plemnik (co jest ważne przy staraniu się o dziecko lub jako dodatkowe zabezpieczenie)
Domyślność może rozwiązać takie sprawy, owszem. Ale po co skazywać dziecko lub nastolatka na dodatkowy stres albo wręcz robienie sobie krzywdy. Nie mówię o omawianiu technik masturbacji - mówię o zwyczajnej, rzetelnej wiedzy na temat swoich narządów płciowych.
Jako osoba "ogarnięta" dam Ci informację, której każdy "ogarnięty" powinien być świadomy: LUDZIE SĄ RÓŻNI. Również w kwestii inteligencji. Jeden będzie potrafił dojść samemu do sensownych informacji i wniosków, inny nie. To, że Ty potrafiłaś, nie znaczy, że każdy będzie umiał. Kwestie seksualności i intymności są specyficzne, a braki w wiedzy w tych tematach mogą skończyć się fatalnie. Co więcej, dzieciaki często mają głupie pomysły i naprawdę nietrudno o problem. Zadaniem rodzica jest uświadomić potomka w kluczowych kwestiach w odpowiednim czasie, a nie zostawiać go samemu sobie, mając nadzieję, że akurat jest na tyle rozsądny, że sam sobie poradzi i nic złego się nie stanie.
Śmiejesz się z innych, że nie potrafią wyłuszczyć prawdziwych informacji nt. ciąży pozamacicznej, a sama udowadniasz, że nie rozumiesz, że ludzie różnią się między sobą pod kątem pojętności i umiejętności rozumowania.
Zgadzam się z tobą w pełni. Do tego jeszcze znalezienie informacji to jedno, ale trzeba jeszcze znaleźć PRAWDZIWE informacje. Bo co jak ktoś trafi na kilka stron w internecie opisujących totalne bzdury? Albo "bardzo doświadczony kolega" umiejętnie przekona, że cola ma właściwości plemnikobójcze? Jak się nie posiada wiedzy na jakiś temat, to czasem trudno stwierdzić, co jest fałszem.
O, kolejne wyznanie z gatunku "ja tak nie mam więc nikt inny też nie może", cudownie
ale tu nie chodzi jak zrobić sobie by było najlepiej bo to byłaby już patologia ale na cym to polega jak działa prezerwatywa czym jest nasienie,wytrysk,okres itp.
Masz ponad 30 lat i uważasz sprawy seksualne za wstydliwe.
No, wcale nie widać wpływu braku rozmów uświadamiających na ciebie.
Niektórzy takich rozmów potrzebują, bo sami nie będą tego sprawdzać albo dojdą do takiego etapu jak moja znajoma, której słowo "masturbarcja" nawet nie przejdzie przez gardło i uważa, że to obrzydliwe i nie mogłaby rozmawiać z osobą masturbującą się.
Mam wrażenie, że ludzie nie zcytają ze zrozumieniem. Nie chodzi o to że jest ok, jak rodzice nie rozmawiają z dzieckiem o dorastaniu czy o tym jak działa biologia. (Napisałam wyrażenie,że nie chodzi o to) tylko o błache sprawy typu masturbacja czy depilacja. Czytałam wyznania typu: moja mama nie powiedziała mi jak się depilować i pół życia miałam podrażnione miejsca intymne. Albo: w moim domu masturbacja to temat tabu u nie umiem się dotykać, a seks nie sprawia mi przyjemności. Nie wiem czego oczekiwali od rodziców autorzy tego typu wyznań. Oczywiście rozmowa jest pomocna, zwłaszcza o tym jak się dorasta i o chorobach, czy jak się zabezpieczyć. Nigdzie nie napisałam, że rozmowy z rodzicami o tym są złe... po prostu pękłam czytając kolejnego wyznania typu: nie umiem sobie dogodzić bo mi rodzice nie pozwalają. A co mają robić? Kibicować? Aż konto założyłam...
Zgadzam się. To jest takie podejście: "nikt mi nie pokazał, więc przypalam wodę na herbatę, nauczyciel nie wytłumaczył, więc dostanę gałę..." Jeśli ktoś pokaże a nauczyciel wytłumaczy, to świetnie, ale nie można zawsze liczyć, że wszystko będzie podane na srebrnej tacy. I rosną później takie dwie lewe ręce bez żadnej inicjatywy rozwiązania swoich problemów.
Tu chyba nie chodzi o "o tym się nie mówiło". Chodzi o to, że matka, widzac reklamę depulayora w panice rzuca się do pilota, żeby wyłączyć telewizor albo zakrywa dziecku oczy. Kiedy sąsiedzi za ścianą się ruchaja, matka zaczyna wzywać egzorcystów albo modlic się za zbawienie Polski przezartej grzechem. Przesadzanie, ale takie historyczne reakcje na coś, czego dziecko nie rozumie mogą wyrobić odruch i przekonanie, że to coś strasznego. Przecież na tej zasadzie się uczymy. Mama się czegoś boi = ja te się powinienem bać. Taki bodziec aplikowany tysiące razy wystarczy, żeby nabawić się suchości pochwy albo impotencji.
Przesadzam* histeryczne*