#OPa5J
Zbliżyłem się do niej i poznałem lepiej. To zabrzmi jak z taniego romansu, ale ona naprawdę była inna. Dla mnie absolutnie wyjątkowa. Dość szybko połączył nas gorący romans. Dostałem co chciałem, ale nie zamierzałem jej rzucać, wręcz przeciwnie. Zostałem.
Chodziliśmy do kina, robiliśmy wspólnie zakupy. Ja zwierzałem się jej z moich problemów i sukcesów, a ona mnie. Nie mieszkaliśmy razem. Byłem wtedy studentem i mieszkałem w akademiku, a ona w swoim mieszkaniu. Większość nocy jednak i tak spędzałem u niej. Tyle że jej rozwód nadal był w toku, więc teoretycznie była nadal mężatką, a to czyniło ze mnie jej kochanka. To nie tak, że byłem utrzymankiem. Nie była szczególnie bogata. Nie dawała mi prezentów. Byliśmy po prostu taką nieco nietypową parą.
Zakochałem się w niej. Tak całkowicie, bez pamięci, tak jak nie sądziłem, że to w ogóle możliwe. Kiedy w końcu dostała rozwód, byłem szczęśliwy. Sądziłem, że teraz już nic nie stanie na naszej wspólnej drodze. Ona miała jednak inne plany.
Zostawiła mnie.
Podziękowała mi, powiedziała, że tylko dzięki mnie przetrwała ten trudny dla niej czas. Przeprosiła i dodała, że to nie ma przyszłości. Jestem jeszcze młody i znajdę sobie kogoś w moim wieku. Ona ma zamiar wyjechać i zacząć gdzie indziej wszystko od nowa.
Nie potrafię opisać, co wtedy czułem. To jakby jakaś pustka mnie rozrywała od środka i próbowała wchłonąć. Nie wierzyłem, że to się dzieje. Głupiałem bez niej. Dosłownie wyłem jak pies. Błagałem, żeby mnie nie zostawiała. Nie posłuchała, wkrótce wyjechała.
Od tamtej pory minęło 7 lat. Nie wiem co u niej. Przetrwałem.
Miałem później kilka kobiet. Teraz mam już od dłuższego czasu dziewczynę. Rodzice pytają kiedy w końcu się jej oświadczę, bo to już pora się ustatkować. Odpowiadam, że wkrótce pewnie to zrobię. Nie wiedzą o tamtej kobiecie. Nigdy im nie powiedziałem. Moja dziewczyna wie tylko, że kiedyś spotykałem się ze starszą kobietą i nam nie wyszło. Tyle.
Nikt nie wie, że nadal ją kocham. Minęło 7 długich lat, a gdyby tylko skinęła palcem, to rzuciłbym wszystko i za nią pobiegł. Nigdy wcześniej ani później nikogo nie kochałem. Nie umiem. Mojej obecnej dziewczyny też nie kocham. Nie wiem czemu. Próbowałem, ale nie potrafię. Ona jest naprawdę wspaniała, ale nie jest NIĄ. Wiem, że nie powinienem się żenić. Czasem jednak myślę, że może to by się udało? Mógłbym udawać dalej, nieźle mi to wychodzi. Chciałbym być szczęśliwy, mieć dzieci. Tylko że to wszystko byłoby zbudowane na kłamstwie.
Współczuję, brachu.
Powtarzam nieraz truizm, że czas leczy rany, ale to nie zawsze prawda... Wiem coś o tym. Niektóre wydarzenia zagrają na strunach naszej duszy, a potem zostajemy jedynie ze wspomnieniem tej melodii. Do dziś siadam czasem ze szklanką whisky i mam ochotę włączyć utwór, który kojarzy mi się z pewnym okresem mojego życia, ale ostatecznie nigdy tego nie robię, nawet jak jestem już pijany.
Też mu współczuję, ale jego dziewczynie jednak dużo bardziej.
Moim zdaniem żyjesz jej wyidealizowaną wersją. Nie wiesz jak by Ci z nią było, czy by to przetrwało. Przez parę miesięcy, czyli tyle ile mniej więcej trwał wasz romans, człowiek ma jeszcze motylki w brzuchu, całość zaogniała wizja zakazanego romansu, skoro była mężatką, starszą mężatką. Czy gdybyś teraz z nią był czułbyś to samo? Minęło 7 lat, jest kobietą około 40. Czy wciąż jej ciało jest tak samo jędrne? Może jej charakter by Cię wykończył? Można gdybac w nieskończoność. Rozstań się z dziewczyną i otrząśnij z tej wyimaginowanej miłości. A jeśli jednak jest ona prawdziwa, niezwykła i jedyna, to spróbuj ją odszukać. I wtedy albo przekonasz się jak bardzo się myliłeś, albo o nią zawalczysz, albo zobaczysz, że jest w szczęśliwym nowym związku, zamkniesz pewien rozdział w życiu i spróbujesz z kimś uczciwie rozpocząć związek. Bo na razie jesteś egoistą I jesteś z obecną dziewczyna dla własnej wygody i z powodu strachu przed samotnością.
Dasz radę ją jakoś odszukać? Może minie Ci, gdy się zobaczycie?
nieprzezyta zaloba po zwiazku
polecam psychologa, bo szkoda twojego zycia, szkoda tez tej dziewczyny, z ktora jestes
a i nie "najwyzszy czas sie ustatkowac", zrob to, kiedy ty bedziesz tego chcial, a nie rodzina- to twoje zycie
Czasem trafiamy na takie osoby o których nie da się zapomnieć. Jej nie zmusisz do powrotu, pozostaje zaakceptować ten fakt, że ona nie wróci. Starać ułożyć sobie życie.
Więc zostaw tę dziewczynę. Krzywdzisz i siebie, i ją trwając w tym związku na niby. Po co? Bo ktoś w wieku 28 lat "powinien" się ustatkowac? Nieważne z kim, byleby był ktoś? Człowieku, nie będziesz z nią szczęśliwy, a i sama idę o zakład, że nawet jeśli teraz niczego nie przeczuwa, w końcu zacznie do niej docierać, że coś jest nie tak.
Może spróbuj odnaleźć tamtą kobietę? A nawet jeśli się nie uda, nie wplątuj się w coś, co tylko zrani i ciebie, i aktualną partnerkę.
Ze swojego doswiadczenia odpowiem Ci, ze tak to moze sie udac...ale musisz porzucic wszystkie mrzonki, ze jeszcze kiedys bedziecie razem. Ja rozstalam sie z miloscia swojego zycia. Po dwoch latach rozpaczy, depresji i terapii zrozumialam, ze to koniec. Pozniej poznalam kogos. Wyszlam za maz. Jest moim przyjacielem, szanuje go, czuje sie przy nim bezpieczna i kochana. Jednak ja go nie kocham. Ani jego ani nikogo innego po NIM nie kochalam i juz nie pokocham. Wydaje mi sie, ze jestem szczesliwa. Nie zastanawiam sie co by bylo gdyby...chociaz wiem, ze prawdopodobnie tak jak ty nawet bym sie nie zastanawialam tylko rzucila wszystko dla niego...Pamietaj jednak, ze czas Ci ucieka...I ja wole zyc w szczesliwym "klamstwie" niz umierac samotnie za miloscia mojego zycia, ktora gdzies, z kims innym uklada sobie zycie...
Ja wlasnie najbardziej sie boje tego, ze moj narzeczony mnie zostawi a ja juz nie bede potrafila pokochac nikogo. Tyle sie mowi, ze czas leczy rany, tyle jest opowiesci, ze w koncu znajduje sie kolejna milosc ale takie historie jak wasze mnie przerazaja, to w jakims sensie tragedia. Cale zycie trzeba udawac. Nie mowie, ze jestescie nieszczesliwi, jednak szczesliwi tez nie...To przykre. Zycze wam wszystkim prawdziwej milosci, takiej bez udawania :)
Żyjesz w kłamstwie dla własnej wygody, w której Ty znasz prawdę. Czy Twój mąż miałby takie same zdanie w tej sprawie? Że woli żyć w szczęśliwym kłamstwie?
Nukaka komu mniej zależy ten rozdaje karty, taka prawda.
Nukaka, a jak ty byś się czuła, gdybyś dla ukochanej osoby była takim kołem ratunkowym, zapewniającym stabilizację i emocjonalne bezpieczeństwo? To znaczy, nie wiem, może by cię za bardzo to nie obeszło i liczyłby się fakt, że i tak jesteście razem, ale - nie bolałoby cię to ani trochę?
Sama pewnie czułabym się jak jakiś towar drugiej, gorszej kategorii, jak substytut.
Też kiedyś kogoś kochałam. Nadal boli mnie, że nie wyszło, choć minęło parę lat. Nie umiem iść do przodu. Czy jest to zdrowe? Ha, szczerze wątpię, ale przynajmniej nie próbuję się wcisnąć w "szczęśliwe kłamstwo", by zagluszyc ból po stracie tamtego.
Ylifosretrik, NOTHING000: Moj maz zna prawde. Nie ukrywalam przed nim, ze ktos mnie kiedys bardzo zranil. Ktos kogo kochalam calym sercem i chyba nigdy nie bede w stanie nikogo pokochac. On z jakiegos powodu pokochal mnie mimo to (chociaz tez sie troche dziwie)... Ludzie sa rozni. Ja jestem szczesliwa z kims kogo nie kocham, moj maz jest szczesliwy z kims kto jego nie kocha a jeszcze ktos inny jest szczeliswy zyjac w "zwiazku" z zonatym facetem.
Wygląda to tak jakby laska po prostu Cię wykorzystała. Uznała że prześpi się parę razy z młodszym, to zapomni o byłym mężu, a potem zostawiła jak już nie byłeś potrzebny.
Czasami jest tak że po czasie utożsamiamy osoby z danym okresem w naszym życiu. Ty np mogłeś być na studiach, teraz ogólnie dobrze je wspominać, romans z nią był krótki i intensywny, chemia w mózgu zadziałała ale nie zdążyłeś poznać jej wad, nie mieszkaliscie razem, spójrz prawdzie w oczy, to nie była miłość. Ona Cię nie kochała, odeszła. Nie chciała cie, więc nic by nigdy z tego nie wyszło i nie wyjdzie. Piszesz, że chciałbyś dzieci, ona w tej chwili już się zbliża do 40, menopauza i te sprawy. Pomyśl sobie że ona po prostu urozmaicila twoje życie na pewnym etapie i to zostaw. Jeśli nie można czegos zmienić to trzeba to zaakceptować
Tez tak kiedyś miałam. Trwało latami, ale pewnego razu poprostu przeszło... nie powiem, ze od razu gdy poznałam przyszłego męża, ale z czasem zrozumiałam, ze tamten ON to tylko pewien etap w moim życiu, trochę jak sen, marzenie, ale tutaj, dziś, ktoś mnie kocha, wiec i ja pokochałam. Dałam sobie, nam szanse.