#OWcz6

Razem ze mną pracuje Aneta. Królowa bistra, mistrzyni tekstów podczas aktywnej sprzedaży i wciskania ludziom czegoś, co akurat chce sprzedać.

Klient płaci za paliwo, Aneta w akcji... Promuje kanapkę, która jest „najlepsza”, oczywiście dlatego, że ma krótką datę przydatności.
– Polecam panu pyszną, grillowana kanapkę z tuńczykiem i papryczkami jalapeno... Dodamy do niej sosy, posypiemy świeżą rukolą albo szczypiorkiem. Naprawdę polecam!
– Dziękuję. Raz spróbowałem, nie smakowała mi – odpowiada zdawkowo klient na jej nadmierną ekscytację.
– Oj... – i tutaj Aneta, swoim zdaniem najlepsza w kulinarnych wyczynach na bistro (oczywiście ograniczających się do zagrzania kanapki i polania sosem, bo takowe kanapki dostajemy już gotowe), z uśmiechem na twarzy zaznacza – ale wie pan, to zależy, kto przygotowywał, niektóre dziewczyny tutaj nie podgrzewają w piecu, przed włożeniem do grillowania. A to naprawdę zasadnicza różnica. Ja przyrządzę naprawdę pyszną!
– Hmm... Tylko tak się składa, że to pani wtedy mi ją przyrządzała.


BANG, BANG! Królowa bistra wymiękła.
Widok jej miny – bezcenny. :D
KarolinaPoludniowa Odpowiedz

Stare wyznanie, ale problem istnieje od dawna, a raczej bardzo cienka granica między umiejętną zachętą a wręcz ,,chamskim” wciskaniem produktu. Mnie osobiście bardzo irytują sprzedawcy, którzy już na dzień dobry sprzedają swoją wyuczoną formułkę ,,W czym mogę pomóc”, dodatkowo są bardzo nachalni. A jeszcze ci ochroniarze (zwłaszcza w Sephorze i Douglasie), co każdego klienta traktują jak potencjalnego złodzieja i łażą za nim krok w krok. Takie coś, zamiast zachęcać do zakupu, to skutecznie od niego odstręcza, więc ostatecznie efekt jest odwrotny od zamierzonego.

Myszcz

"Dzień Dobry, paliwo z dwójki, nie mam karty Orlen ani Payback, nie chcę prince polo z promocji ani nic innego, płacę kartą, reklamówki nie potrzebuje, karty dużej rodziny ani samej rodziny nie posiadam, za zniżki tez podziękuje, miłego dnia!"

anonimowe6692

Pracowałam przez pare miesięcy w sieciowce w galerii handlowej i cisnęli nas o okreslona sprzedaż jednego rodzaju produktu, takiego dodatku do głównego produktu. Wiekszosc pracowników miała skrupuły, żeby wciskac to klientom przy kasie (nie że był jakiś problem z jakością czy coś, tylko skrupuły przed samym nagabywaniem), ja nie miałam skrupułów. Regularnie przekraczałam normę 2-3 krotnie. Tak że niestety z doświadczenia mogę powiedzieć, że to się jednak sprawdza

KarolinaPoludniowa

anonimowe6692, ja wiem, że to są polecenia narzucane sprzedawcom przez kierownictwo. Wiele zależy od technik sprzedażowych, ale też od samego klienta. Są tacy, którzy kupią wyłącznie to, co tam sobie zaplanowali i nic więcej i tacy, co dla świętego spokoju kupią wszystkie polecane produkty. Odnośnie technik sprzedażowych, to pamiętam jednego desperata, który miał w galerii handlowej wysepkę z telefonami. Nie podchodziło tam zbyt wielu klientów, więc zaczepiał przechodzących obok ludzi, potrafił opuścić stanowisko i iść za nimi jeszcze z kilkanaście metrów, pokrzykując coś o konieczności zakupu przez nich jednego z telefonów, które miał w ofercie. Jak dla mnie, to się nadawało do memów ,,epic fail” albo ,,you’re doing it wrong”.

Dodaj anonimowe wyznanie